*Oczami Caroline*
Powoli otworzyłam oczy. Bałam się spojrzeć w jego piękne
oczy. Nie mam pojęcia, co we mnie wstąpiło, że poprosiłam go żeby się ze mną
położył.
Boże!
Przecież ja narobiłam mu nadziei.
Czułam, że jestem trzymana w żelaznym uścisku Klausa.
- Dzień dobry- usłyszałam radosny głos pierwotnego.
Otworzyłam szeroko oczy i uśmiechnęłam się serdecznie. Klaus
odwzajemnił uśmiech.
- Jak się spało?- spytał.
- Dobrze… Ale nadal jestem śpiąca. Przez ciebie!-
poskarżyłam się.
Klaus głośno się zaśmiał.
- Przeze mnie?- spytał wciąż rozbawiony.
- Tak przez ciebie- powiedziałam dźgając go w brzuch.
- Ała!- udawał- Co ja ci takiego zrobiłem?
- Obudziłeś mnie!- krzyknęłam.
- Przepraszam cię bardzo, ale na widok ciebie wiercącą się i
niemającą miejsca nie potrafiłem zrobić niczego innego- wyjaśnił.
"Uważaj, bo ci uwierze" |
- Uważaj, bo ci uwierzę- zaśmiałam się.
Klaus przekręcił teatralnie oczami i wstał z łóżka. Dopiero
teraz zauważyłam, że jest jedynie w spodniach od pidżamy. Spojrzałam na jego
umięśniony tors. Na myśl, że niedawno znajdowałam się w ramionach Klausa czułam
się dziwnie.
Chciałam pozostać w jego ramionach, cieszyłam się tą chwilą,
podobało mi się, nie żałuje…
Nie powinnam się tak zachowywać prawda?
Klaus zauważył, że cały czas patrzyłam na jego tors i
uśmiechnął się szeroko. Zawstydzona skierowałam mój wzrok na moje paznokcie i
poczułam jak na moje blade policzki wdzierają się rumieńce. Nagle zadzwonił
telefon Klausa.
- To Elijah. Pójdę odebrać, a ty w tym czasie się wyszykuj-
powiedział, a ja kiwnęłam głową.
Klaus wyszedł na balkon, a ja ruszyłam w stronę walizki. Na
dworze było ciepło, więc zdecydowałam założyć krótkie, dżinsowe spodenki, biały
T-shirt z jakimś nadrukiem i balerinki. W razie, czego założę jeszcze szary
sweterek. Szybkim krokiem weszłam do łazienki. Znając życie Klaus będzie długo
rozmawiał z Elijah, więc postanowiłam wziąć długi, ciepły prysznic. Zdjęłam
swoją pidżamę i weszłam pod prysznic. Ciepła woda spływała po moim ciele, tym
samym rozluźniając je. Sięgnęłam ręką po żel pod prysznic i nasmarowałam nim
swoje ciało. Miał lawendowy zapach. Mój ulubiony. Chwilę później wyszłam z
kabiny i owinęłam swoje nagie ciało puszystym ręcznikiem. Moje bose, rozgrzane
od ciepłej wody stopy zetknęły się z zimnymi kafelkami, tym samym wywołując u
mnie chwilową gęsią skórkę. Wytarłam moje mokre ciało i założyłam przygotowane
wcześniej ubranie. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Delikatnie wydłużyłam swoje
rzęsy czarnym tuszem, nałożyłam trochę różu i przejechałam błyszczykiem po
moich wargach. Wyglądałam dobrze. Po chwili wyszłam z łazienki i przed moimi
oczami pojawił się Klaus, który siedział na łóżku i coś szkicował. Gdy wyczuł
moją obecność podniósł na mnie wzrok, uśmiechnął się do mnie i odłożył ołówek i
szkicownik. Wstał powoli z łóżka i ruszył w stronę łazienki i przypadkowo
ocierając swoją dłonią o moją. Zadrżałam. Dlaczego on tak na mnie działa?
Położyłam się na łóżku i myślałam. O wszystkim. O tym, czy uda nam się zabić
Marcela, o tym, co później ze mną będzie, o mojej nowej przyjaźni zarówno z
Damonem jak i z Katherine. Moje życie zmieniło się. Ja się zmieniłam. Już nie
myślę o tym, co powiedzą moi przyjaciele. Teraz mam to gdzieś. Moje rozmyślenia
przerwał pierwotny, który właśnie wyszedł z łazienki.
- Idziemy już?- zapytałam.
- Za chwilę, tylko napije się krwi. Chcesz może?- zapytał.
Przytaknęłam. Mimo iż nie czułam strasznego głodu wolę się
pożywić teraz niż później nie wytrzymać i kogoś skrzywdzić. Po chwili Klaus
wrócił z dwoma woreczkami krwi i rzucił mi jeden.
- Dziękuje- powiedziałam i zabrałam się życiodajny płyn.
"Teraz mozemy iść" |
Gdy skończyłam pić skierowałam się w stronę kosza i
wyrzuciłam pusty woreczek. Klaus zrobił tak samo.
- Teraz możemy iść?- spytałam.
Klaus uśmiechnął się i podszedł do mnie. Dzieliła nas
niewielka odległość. Spojrzał na mnie i starł swoim kciukiem strużki krwi w
okolicach kącików ust.
- Teraz możemy iść- oznajmił i ruszył do drzwi.
Zrobiłam tak samo. Na korytarzu zobaczyliśmy jak zwykle
uśmiechniętą Davinę. Miała na sobie białą bokserkę, spódniczkę w kwiatki,
zielony sweterek i balerinki. Włosy pozostawiła rozpuszczone. Wyglądała
ślicznie. Na nasz widok uśmiechnęła się jeszcze bardziej.
- Dobrze, że już jesteście. Za pół godziny mamy spotkanie z
Ness- poinformowałam nas i ruszyła.
Zrobiliśmy to samo. Drogę przebyliśmy w ciszy. Nie była to
niezręczna cisza. Każdy z nas podziwiał Londyn, mimo że jeden z nas był tu
setki razy. Myślę, że za każdym razem odczuwa to samo i poznaje piękno tego
miasta od nowa. Byliśmy umówieni z Ness w jakiejś kawiarni. Gdy przyszliśmy na
miejsce czarownicy jeszcze nie było. Było ciepło, więc postanowiliśmy usiąść na
zewnątrz i tam poczekać na Ness. Zastanawiałam się, jaka będzie. Czy jest taka
jak Davina? Czy może to jej zupełne przeciwieństwo? W mojej głowie tworzyło się
mnóstwo obrazów dotyczących tej dziewczyna. Klaus i Davina zaczęli o czymś
rozmawiać, a ja nadal zastanawiałam się nad Ness. Dlaczego chce nam pomóc? Nagle
Davina przestała słuchać Klausa i spojrzała intensywnym wzrokiem w jakieś
miejsce. Po chwili uśmiechnęła się szeroko.
"Ness ;)" |
- Ness!- krzyknęła, a ja momentalnie odwróciłam się w
stronę, w którą patrzyła Davina.
- Davina!- przed moimi oczami pojawiła się śliczna brunetka.
Podeszła do nas, a blondynka wstała z krzesła i mocno ją
przytuliła. Widać było, że się przyjaźnią. Po chwili Davina oderwała się od
Ness i spojrzała na mnie i Klausa.
- Ness poznaj Klausa i Caroline- przedstawiła nas- Caroline,
Klaus poznajcie Ness.
- Miło mi cię poznać- powiedział Klaus wstając z miejsca, podchodząc
do czarownicy i delikatnie całując ją w dłoń.
- Uwierz mi to dla mnie też jest przyjemnością poznać
najpotężniejszą istotę na świecie- powiedziała, a Klaus cicho się zaśmiał.
Ja także wstałam z miejsca, podeszłam do Ness i podałam jej
dłoń.
- Mi też miło cię poznać- powiedziałam.
- Mi również- odpowiedziała i usiedliśmy przy stole.
Davina i Ness zaczęły chwilę wspominać. Dowiedziałam się, że
dziewczyny znały się ze sobą od dziecka. Zupełnie jak ja i Bonnie. Na samo
wspomnienie przyjaciółki chciało mi się płakać. Ale nie będę płakać! Postanowiłam
sobie to. Żadnych łez, chyba, że ze szczęścia, co nie zdarzy się w najbliższym
czasie, ale w końcu mam przed sobą całą wieczność. W końcu musi mnie spotkać
szczęście. Zresztą Bonnie pewnie też nie chciałaby żebym cały czas płakała.
Nigdy nie znosiła, kiedy płakałam. Zawsze mi to powtarzała. Na samo to wspomnienie
lekki uśmiech wdarł mi się na uśmiech. W rozmowie Daviny i Ness wyłapałam
także, że brunetka zna miejsce zamieszkania kolejnej czarownicy. Czarownica od
powietrza- Katy. Z tego, co usłyszałam znajduje się w Rzymie. Zawsze chciałam
zwiedzić to miasto, a znając pierwotnego na pewno mi je pokaże. I to sto razy
lepiej niż jakikolwiek przewodnik. Opowie mi historie, o których zwykłym
przewodnikom się nie śniło.
- Dobrze jestem za tym, żeby przejść do głównej sprawy
naszego spotkania- zaproponowała Ness.
- Jestem za- powiedział Klaus.
- Więc?- zapytała brunetka.
Davina wzięła głęboki wdech i zaczęła.
- Ness pamiętasz Marcela?- brunetka pokiwała głową, a w jej
oczach pojawiła się nienawiść na dźwięk tego imienia- Jest on teraz królem
Nowego Orleanu i co miesiąc organizuje „grę” dla wampirów ze swojego kręgu.
- Jaką grę?- zapytała ciekawa.
"[...] przyjaźnili..." |
- Uprowadza jakąś wampirzycę i później losuje nazwisko jakiegoś
wampira. I ten, który zostanie wylosowany dostaje tę wampirzycę i może z nią zrobić
cokolwiek chce- wyjaśniła.
- Caroline jest jedną z tych wampirzyc, które zostały
porwane do tej losowanki. Wygrał ją Klaus. Na szczęście znali się dłużej i się przyjaźnili-
przed słowem „przyjaźnili” zrobiła przerwę, gdyby nie była pewna czy to dobre
określenia na nasze relacje. W sumie to sama nie miałam pojęcia, jak nazwać
nasze relacje- Niestety Marcel nie pogodził się zbytnio z tym, że musiał ją
oddać i teraz robi wszystko byle ją tylko odzyskać. Za to Klaus robi wszystko
byle jej nie stracić. I tak oto trwa wojna między Klausem i Marcelem. Znaczy
ona toczyła się już od dawna. Po prostu od pojawienia się Caroline wojna zaostrzyła
się i stawka podniosła się dla obu. Tą stawką jest Caroline. Nie wiem po, co
jest potrzebna Marcelowi, ale wiem, że Klaus nie da jej skrzywdzić- dokończyła.
- Ale nadal nie powiedziałaś mi, czego ode mnie oczekujesz-
powiedziała brunetka.
- To proste. Prosimy cię tylko o to, żebyś pomogła nam zniszczyć
Marcela- wtrącił się Klaus.
- Trzeba było tak od razu! Oczywiście, że wam pomogę. Marzę
tylko o tym, żeby zobaczyć jak ten sukinsyn ginie….
Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodobał ;)
Życzę Wam miłego piatku i weekendu ;)
Pozdrawiam i życze duzo słoneczka, ciepełka, mało nauki, miło spędzonego czasu i czego Wy tam sobie jeszcze chcecie <3
Caroline xx