wtorek, 6 maja 2014

Rozdział 15

- A za co ona go tak nienawidzi?- zapytałem.
- Dowiesz się jutro Klaus. Podobno jakaś wiedźma z Salem również może nam pomóc- powiedziała.
- Pójdę się przewietrzyć- wtrąciła się Caroline.
Pokiwałem głową i blondynka wyszła na balkon.
Czarownica z Salem kojarzyła mi się tylko z jednym rodem, ale to niemożliwe, bo wszystkie te wiedźmy nie żyją. Chyba, że ktoś przywrócił ja do życia.
- Davina wiesz może jak nazywała się ta czarownica, o której wspominała Ness?- zapytałem.
- Tak. Podobno ją znasz, bo jak usłyszała twoje imię to zrobiła się jakaś dziwna. Nazywa się…

*Oczami Caroline*
Stałam na balkonie i oglądałam piękne widoki. Cały czas nie potrafiłam się otrząsnąć po ostatniej rozmowie z pierwotnym. Gdy stałam przyparta do muru przez ciało hybrydy, moje ciało ogarnęło mnóstwo uczuć.
W małym stopniu bałam się, że powiem coś, co go wkurzy i mnie ugryzie.
Czułam współczucie dla niego.
Zdziwienie tym, że powiedział, że chce się zmienić dla mnie.
W małym stopniu również go rozumiałam.
Chciałam go pocieszyć.
Chciałam powiedzieć, że to wszystko, co wygaduje to nieprawda!
Chciałam pokazać mu, jaka jest prawda.
Jaki jest naprawdę.
Bo wiem, że nie jest tylko bezdusznym potworem, za którego wszyscy go uważają. Tak, to prawda jest zły. Tak, to prawda, trzeba się go bać, bo jest nieobliczalny. Ale prawdą jest też to, że ma on uczucia.
Ludzkie uczucia.
Na pierwszy rzut oka tego nie widać, ale on szczerze kocha swoje rodzeństwo.
Tak, to prawda, sztyletował je, gdy go zezłościły. Ale kocha je z całego serca i żadnego nigdy nie da skrzywdzić.
Klaus jest jak zepsuta zabawka, ale możliwa do naprawienia.
Jego ojciec zepsuł go. Bił, poniżaj, aż w końcu na każdym kroku niszczył mu życie, które mu się układało i próbował zabić. Ale jest dla niego jeszcze nadzieja.
Tylko trzeba ją znaleźć.
Jednak stojąc tak przylegająca ciałem do muru i ciała pierwotnego najbardziej, co pragnęłam zrobić to dotknąć moimi ustami jego.
Tak.
Chciałam pocałować Klausa.
I wcale nie czuję się z tym winna.
To źle?
- Powinnaś się położyć- usłyszałam głos pierwotnego za sobą.
Odwróciłam się w jego stronę.
- Chyba masz racje- przyznałam- Pójdę się wykąpać.
Pierwotny pokiwał głową i ruszyłam do łazienki. Po relaksującej kąpieli szybko wskoczyłam do łóżka, a moje miejsce w łazience zajął Klaus. Niedługo potem poczułam jak materac ugina się pod jego ciężarem. Zamknęłam oczy i próbowałam zasnąć, ale nic z tego nie wychodziło. Odwróciłam się w stronę Klausa. Spał. Wyglądał tak niewinnie. Wstałam z łóżka i wyszłam na balkon. Nie wiem, dlaczego, ale zawsze jak nie mogłam zasnąć, to wychodziłam na świeże powietrze. To mi zawsze pomagało. Usiadłam na fotelu, który znajdował się na balkonie. Mebel był bardzo wygodny. Siedziałam tak sobie, oglądając Londyn nocą i wdychając świeże, zimne powietrze. Byłam wampirem, więc temperatura nie robiła na mnie żadnej różnicy, jednak postanowiłam przykryć swoje ramiona beżowym kocem, który leżał na stoliku, naprzeciwko fotela. Postanowiłam zamknąć oczy na minutkę.
Tylko na minutkę…

*Oczami Klausa*
Obudziły mnie ciepłe promienie słońca. Co jak co, ale poranki w Londynie są cudowne. Jest tu idealny widok na wschód słońca. Idealne miejsce do malowania. Odwróciłem się w drugą stronę, szukając wzrokiem Caroline.
Nie było jej tutaj.
Zdziwiony wstałem z łóżka, podszedłem do drzwi do łazienki i zapukałem.
Nic.
Powoli otworzyłem drzwi, ale tutaj też jej nie było.
Skierowałem się, więc w stronę salonu i kuchni.
Nie było jej.
Jeśli nie ma jej w żadnym pomieszczeniu, to gdzie ona jest?
Zdenerwowany, a jednocześnie nieco przestraszony faktem iż może Marcel nas znalazł i porwał blondynkę, złapałem za telefon i wyszedłem na balkon. Podszedłem na sam brzeg tarasu, by zobaczyć ulice Londynu.
Nic.
Pustka.
Wybierałem numer Elijah w telefonie, gdy usłyszałem szelest. Odwróciłem się w stronę odgłosu i mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Przede mną na fotelu spała Caroline przykryta jedynie beżowym kocykiem.
Wyglądała cudownie, pięknie, naturalnie, a także zupełnie ludzko.
I chyba, to w niej najbardziej kochałem.
Podszedłem powoli do blondynki i lekko potrząsnąłem, by ją zbudzić.
- Caroline- szepnąłem, zakładając jej kosmyk blond włosów za ucho.
"Spałaś tu całą noc?"
Blondynka jedynie mruknęła coś pod nosem i poprawiła się na fotelu.
- Caroline- szepnąłem ponownie tym razem ze skutkiem.
Blondynka powoli otworzyła swoje piękne, niebieskie oczy i spojrzała na mnie zdziwionym i zaspanym wzrokiem.
- Spałaś tu całą noc?- zapytałem.
 Caroline przeciągnęła się i przetarła dłońmi swoje oczy.
- Nie mogłam zasnąć, więc wyszłam na balkon, na świeże powietrze. Usiadłam na fotelu i najwyraźniej musiałam usnąć- wyjaśniła.
Zaśmiałem się cicho.
- Która godzina?- zapytała po chwili.
- Około szóstej- powiedziałem.
- Jest dopiero szósta, a ty mnie budzisz?- spytała z oburzeniem.
Szybko podniosła się z fotela i ruszyła w stronę łóżka, na którym się później położyła. Nakryła się kołdrą i przykryła swoją głowę poduszką, tak aby promienie słońca nie dochodziły do jej oczu. Odwróciłem się, aby obejrzeć Londyn rankiem. Po chwili jednak oberwałem w głowę poduszką. Zdziwiony spojrzałem na blondynkę, która była sprawczynią rzutu poduszką. Siedziała po turecku na łóżku.
- Przez to, że mnie obudziłeś nie mogę teraz zasnąć i jestem niewyspana! Zrobiłeś to specjalnie!- krzyknęła z udawanym wyrzutem.
"To nie jest śmieszne"
Wybuchnąłem śmiechem.
- A teraz się ze mnie śmiejesz. Cudownie- powiedziała z sarkazmem.
Roześmiałem się jeszcze bardziej.
- To nie jest śmieszne- powiedziała poważnie.
- Jestem niewyspana! Przez ciebie!- skarżyła się.
- To spróbuj jeszcze raz zasnąć- zaproponowałem.
- Ale już próbowałam!- wykrzyknęła.
- Przez minutę najwyżej- wtrąciłem.
Caroline przekręciła teatralnie oczami. Chwilę mi się przyglądała.
- Zawsze masz taką przystojną buźkę?- zapytała po chwili ziewając, a ja podniosłem brwi do góry na znak zdziwienia.
Podszedłem do niej powoli i uśmiechnąłem się szczerze.
- Kiedy jesteś na pół śpiąca potrafisz być słodka- powiedziałem zakładając jej niesforny kosmyk blond włosów za ucho.
"Oczywiście, że jesteś"
- A tak to nie jestem?- zapytała z udawanym oburzeniem.
- Oczywiście, że jesteś. Ale, kiedy jesteś w połowie jeszcze w śnie potrafisz być słodka dla mnie- oznajmiłem.
- A może i masz racje- powiedziała i zaśmiała się szczerze.
Była taka piękna.
- Dobra, a teraz spróbuj zasnąć. Niedługo idziemy na spotkanie z Ness- powiedziałem i chciałem odejść, ale poczułem leciutki uścisk na nadgarstku.
- Połóż się ze mną- powiedziała.
- Co?- zapytałem zdziwiony.
- Kiedy ktoś mnie przytula zawsze szybciej zasypiam. Taki nawyk- oznajmiła.
- Caroline jesteś pewna, że chcesz żebym się koło ciebie położył- zapytałem zdziwiony.
Kiedyś wampirzyca nie pozwoliłaby się mu dotknąć, a teraz…
- Daj spokój Klaus. Przecież to tylko przytulanie- powiedziała.
Może dla ciebie to tylko przytulanie, ale dla mnie to co innego.
To znak, że powoli moja miłość życia się do mnie przekonuje.
To znak, że są jeszcze jakieś szanse.
Uśmiechnąłem się do niej lekko, kazałem się jej posunąć i położyłem się koło niej. Położyłem swoją rękę na jej brzuchu tym samym przyciągając ją do siebie, tak, że opierała się plecami o mój tors. Caroline wtuliła się we mnie jeszcze bardziej. Byłem szczęśliwy w tej chwili. Ten moment mógłby trwać wiecznie. Spojrzałem na blondynkę. Miała rację. Szybciej zasypia, gdy ją ktoś przytula, ponieważ już spała. Uśmiechnąłem się sam do siebie na myśl, że tak mogłoby być już zawsze. Pocałowałem ją lekko w głowę i sam zamknąłem oczy.



Witam!
Przychodzę do Was z nowym rozdziałem, który opiera się w całości na Klaroline ^^
Rozdział nie wnosi żadnych informacji w sprawie unieszkodliwienia Marcela i może wydawać się trochę nudny, ale w następnym rozdziale postaram się wnieść cos nowego.
Mam nadzieję, że rozdział Wam się choć trochę spodobał ^^
A i mam do Was małe pytanko.
Czy chcielibyście może nowego bloga o Klaroline?
Mam już napisany prolog, pierwszy rozdział i drugi, ale to zależy od Was, czy założe tego bloga.
Jeśli chcielibyście go zobaczyć, przeczytać to proszę to uwzględnić w komentarzu.
Jeśli będą 3 komentarze na „TAK” to do weekendu dostaniecie linka i prolog.
Oczywiście nie chce żebyście pomyśleli sobie, że wymuszam komentarza, czy cos w tym stylu.
Ja chce po prostu znać Waszą opinię.
Życzę Wam miłego tygodnia xx.
Pozdrawiam Caroline. 

piątek, 2 maja 2014

Rozdział 14


*Oczami Klausa*
Widziałem w oczach Caroline przerażanie. Tylko, czego ona się bała? Tego, że zabije tego debila, który ją krzywdził? Dlaczego ona go broni? Od zawsze chciałem mu wyrwać serce albo wbić w nie kołek, ale nie miałem solidnego argumentu. Teraz mam. Znając Caroline będzie próbowała przekonać mnie, abym okazał łaskę Damonowi. Tym razem się nie ugnę. Ten drań zapłaci za to, co zrobił mojej Caroline. Ponownie skierowałem swój wzrok na blondynkę. Tym razem patrzyła na mnie błagalnym wzrokiem. To znaczyło tylko jedno. Zaraz zacznie prosić o litość dla Damona. 
- Klaus...- zaczęła, ale nie dałem jej skończyć. Mimo iż kochałem jej głos, nie miałem ochoty wysłuchiwać czegokolwiek, co ma związek z Damonem. 
- Nie kochana. Wiem, co chcesz teraz powiedzieć. Zaczniesz mi tłumaczyć, że Damon miał wtedy wyłączone uczucia, że to było dawno i jest już nie ważne- powiedziałem.
- Nie- oznajmiła krótko.
- Co nie?- zapytałem nie do końca rozumiejąc o co jej chodzi.
- Nie chciałam tego powiedzieć. Chciałam się tylko zapytać, dlaczego?- powiedziała.
- Dlaczego, co?- zapytałem.
"Bo Cię skrzywdził"
- Dlaczego chcesz zabić Damona?- spytała.
- Bo Cię skrzywdził- warknąłem.
- Ale co Cię to obchodzi?- spytała.
- Dobrze wiesz dlaczego, Caroline- powiedziałem.
- Nie Klaus. Gdybyś mnie kochał nie próbowałbyś krzywdzić moich przyjaciół- oznajmiła.
- Caroline jak możesz nazywać go przyjacielem!? On się na tobie żywił, bawił się tobą! Caroline zrozum to!- krzyknąłem.
- Nie Klaus. Mówisz mi kogo mam nazywać przyjacielem, a tak naprawdę to ty wyrządziłeś mi najwięcej szkód!- miała racje. Miała tą cholerną rację!
- Caroline…- zacząłem.
- Nie Klaus! Zrobiłeś mnóstwo okropnych rzeczy mnie i moim bliskim, ale staram się o tym zapomnieć. Chce zostawić za sobą przeszłość. Tak samo jest z Damonem. Postanowiłam zostawić to co było za mną. A to, że teraz chcesz go zabić wcale mi w tym nie pomaga- powiedziała.
W tej chwili London Eye się zatrzymało i Caroline w wampirzym tempie znalazła się na drodze. Od razu za nią pobiegłem.
- Caroline posłuchaj mnie- poprosiłem.
Nic.
Blondwłosa piękność szła dalej.
- Caroline proszę- ponowiłem próbę.
Zero reakcji.
Nawet na mnie nie spojrzała!
Nie wytrzymałem. Złapałem ją za ramiona i w wampirzym tempie znaleźliśmy się w jakiejś ciemnej uliczce. Stałem w niewielkiej odległości od Caroline, przyciskając ją swoim ciałem do muru.
- Puść mnie!- warknęła przez zaciśnięte zęby. Cały czas próbowała się wyrwać. Przycisnąłem ją jeszcze bardziej do muru, tym samym zmniejszając odległość między nami i pozbawiając blondynkę bez żadnej możliwości ruchu.
- Nie chciałaś ze mną porozmawiać w normalny sposób, więc nie dałaś mi wyboru- powiedziałem, wdychając piękny zapach jej skóry.
- Z tobą nie da się rozmawiać w normalny sposób. Rozmowa z tobą wygląda tak, że muszę się ze wszystkim z tobą zgadzać, a jak nie idzie po twojej myśli po prostu kogoś zabijasz!- syknęła.
- Staram się Caroline! Zrozum to!- krzyknąłem niemal błagalnie.
- Staram się Klaus, ale nie ułatwiasz mi tego, tym, że co chwilę kogoś zabijasz- powiedziała patrząc w moje oczy.
- Caroline ja próbuje się zmienić. Dla ciebie- wyznałem.
- Co?- zapytała zdziwiona.
- Nie chce żebyś widziała we mnie tylko potwora. Tak jestem nim i zawsze nim będę, ale staram się ci pokazać moją drugą stronę- oznajmiłem.
- Nie jesteś potworem Klaus- powiedziała, po czym jakimś cudem dotknęła ręką mojego policzka- Nikt nie jest potworem. Nikt nie zasługuje na to miano- dodała.
"Jestem potworem"
- Nie Caroline. Ja jestem potworem! Sama powiedziałaś, że wyrządziłem ci najwięcej szkód. Kto normalny krzywdzi osoby, na których mu zależy? Niejednokrotnie próbowałem zabić twoich przyjaciół, moje rodzeństwo sztyletowałem, jak byłem na nie zły. Caroline nie innego słowa do opisania mnie. Jestem potworem- powiedziałem, a jedna samowolna łza spłynęła po moim
policzku.
Caroline starła ją swoim kciukiem. Spojrzałem w jej oczy. To były najpiękniejsze oczy jakiekolwiek widziałem. To te oczy śnią mi się codziennie.
- Nie jesteś potworem Klaus. Jesteś zły, ale nie jesteś zły, bo tak chciałeś. Jesteś zły, bo życie cię takim zrobiło- wyszeptała.
- Caroline zależy mi na tym, abyś nie postrzegała mnie jedynie za morderczego psychopatę, który zabija wszystkich dookoła- powiedziałem cicho.
- Klaus- złapała moją twarz w swoje ręce.
Dopiero teraz zauważyłem jak niewielka odległość nas dzieli.
To były milimetry.
Jeden ruch i dotknąłbym jej ust.
Jeden ruch i moje marzenie by się spełniło.
- Nie uważam, że jesteś potworem. Może kiedyś tak uważałam, ale kiedy cię poznałam zrozumiałam, że dla niektórych możesz być inny- oznajmiła.
Oderwałem swój wzrok od jej ust i spojrzałem zdziwiony w jej oczy. Wyrażały mnóstwo uczuć.
Strach.
Ból.
Prawdę.
Współczucie.
Pożądanie?
Czy to możliwe, aby ta młoda wampirzyca, chociaż w najmniejszym stopniu miała ochotę mnie pocałować?
- Klaus tylko proszę cię, nie krzywdź Damona- poprosiła.
- Caroline…- zacząłem.
- Klaus błagam! Damon to chyba jedyny przyjaciel, który mi został- powiedziała.
- Co?- zapytałem zdziwiony.
- Z Eleną pokłóciłam się jeszcze przed porwaniem mnie, a Stefan wyjechał i najwyraźniej ma mnie gdzieś- oznajmiła.
 Byłem pewny, że kogoś nie wymieniła. Tylko, kogo?
A no tak! Wiedźmę Bennet.
- A co z Bonnie?- spytałem.
Caroline nie odpowiedziała. Spojrzałem na nią. Jej oczy się zaszkliły, a po chwili łzy spłynęły po jej policzku.
Nie miałem pojęcia, co się dzieje.
- Ej, mała, co jest?- zapytałem z troską w głosie.
- Bonnie…- załkała cicho.
- Bonnie co, Caroline?- zapytałem ciekawy.
- Ona nie żyje- powiedziała i wybuchła głośnym płaczem.
"Ona nie żyje"
Mocno ją przytuliłem.
O dziwo nie protestowała. Wręcz przeciwnie. Wtuliła się we mnie jeszcze bardziej.
Głaskałem ją po jej złocistych włosach i złożyłem na jej głowie pocałunek.
- Caroline nie skrzywdzę Damona- powiedziałem.
Spojrzała na mnie oczami pełnymi od łez.
- Obiecujesz?- cicho zapytała.
- Obiecuję- zapewniłem ją.
Uśmiechnęła się lekko.
- Powinniśmy już wrócić- powiedziałem, gdy zauważyłem, że jest już noc.
Caroline pokiwała głową.
- Klaus… Dziękuje- powiedziała i złożyła na moim policzku lekki pocałunek. Spojrzałem na nią zdziwiony, a jednocześnie pełny szczęścia, ale ona tylko się uśmiechnęła i ruszyła w stronę hotelu. Szybko znalazłem się tuż obok nie i w ciszy przemierzaliśmy drogę do hotelu. Gdy znaleźliśmy się na korytarzu prowadzącym do naszego pokoju, Caroline nie wyglądała jakby płakała.
I całe szczęście.
Nienawidzę, kiedy ona płacze.
Otworzyłem drzwi i weszliśmy do środka.
Czułem się jakoś inaczej.
Ktoś tu był…
- Pójdę po krew- powiedziała Caroline i skierowała się w stronę kuchni.
Ja zaś skierowałem się do sypialni, gdzie według moich wampirzych zdolności znajdował się intruz. Szybko otworzyłem drzwi i moim oczom ukazała się Davina przeglądająca mój szkicownik. Po chwili obok mnie stała również Caroline. Kiedy czarownica wyczuła naszą obecność, spojrzała na nas i uśmiechnęła się szeroko.
- Damon miał rację. Naprawdę słodko razem wyglądacie- powiedziała, na co uśmiechnąłem się pod
nosem.
"Naprawdę słodko razem wyglądacie"
- Skontaktowałam się z Ness i przyszłam tutaj, aby wam o tym powiedzieć, ale drzwi były zamknięte, więc otworzyłam je za pomocą magii i czekałam na was- oznajmiła po chwili.
- Skontaktowałaś się z Ness? I co?- zapytała zaciekawiona Caroline.
- Przedstawiłam jej w skrócie naszą sytuację i jutro mamy się z nią spotkać, aby wyjaśnić jej wszystko ze szczegółami- powiedziała z uśmiechem.
Nie ma chwili, aby ta dziewczyna się nie uśmiechała.
Chyba za to ja lubię.
- Ale zgodziła się nam pomóc?- spytałem.
- Oczywiście! Ona szczerze nienawidzi Marcela i z chęcią pomoże nam go zabić…




Siema!
Przepraszam, ze nie było mnie tak długo, ale niestety wena mnie opuściła.
Rozdział taki sobie, ale musiałam cos napisać.
Zapraszam do pozostawiania Waszej opinii w komentarzach.
Życzę Wam udanego weekendu!

Pozdrawiam Caroline.  


środa, 16 kwietnia 2014

Rozdział 13

Wtuliłam się jeszcze bardziej w poduszkę. Była to naprawdę miękka, miła w dotyku, wygodna, pięknie pachnąca poduszka. Usłyszałam cichy śmiech. Zignorowałam to. Pewnie Klaus naśmiewa się ze mnie i z moich pięknych min, kiedy śpię. Wtuliłam się w poduszkę jeszcze bardziej, tym samym słysząc coraz to głośniejszy chichot pierwotnego. Miałam to gdzieś. Chciałam się wyspać. Nic więcej mnie w tej chwili nie obchodziło. Nie interesował mnie Klaus, wiedźmy, Marcel i cała reszta. Najważniejsze było to, żeby mieć cały czas zamknięte oczy i nie wracać do rzeczywistości.
- Kochana nie żeby mi przeszkadzało, to, że za każdym razem wtulasz się we mnie jeszcze bardziej, ale musimy już wstawać, jeśli chcesz zobaczyć wszystko co mam zamiar ci pokazać- usłyszałam. Zaraz! Co?! Wtulasz się we mnie?! O co mu chodzi? Otworzyłam oczy i dopiero teraz zdałam sobie sprawę co miał na myśli hybryda. Okazało się, że moją bardzo wygodną poduszką był tors pierwotnego. Spojrzałam na niego. Był uśmiechnięty. Szczerze jeszcze nigdy nie widziałam go tak wesołego. Powoli zaczęłam podnosić się do pozycji siedzącej. Gdy oparłam się o łóżko, przeciagnełam rękami. Zawsze tak robię, gdy wstaję. Przyzwyczajenie. Ponownie mój wzrok skierował się w stronę Klausa. Patrzył na mnie. Uśmiechnęłam się lekko. Po chwili wstał z łóżka i podszedł do walizki. Wziął jakieś rzeczy i skierował się do łazienki. 
- Idę wziąć prysznic- oznajmił- Oczywiście jesteś mile widziana- dodał i z chytrym uśmieszkiem wszedł do łazienki. Dupek! Nagle zaczęłam odczuwać głód. Nie dobrze... To było najgorsze w byciu wampirem. Odczuwasz cholerny głód, podczas, którego masz ochotę rozszarpać gardło każdemu człowiekowi. Nauczyłam się nad nim panować, ale tylko po części. Nigdy nie da się zapanować nad nim w całości. Zwalczam go pijąc krew z woreczka, zamiast krew z żyły. Tym samym nie krzywdzę ludzi. Sama byłam krzywdzona przez wampira, jak jeszcze byłam człowiekiem. Ale to opowieść na inny dzień. Nawet nie wiem, kiedy ze zdenerwowania zaczęłam przygryzać dolną wargę. Zauważyłam to dopiero, gdy posaczyła się z niej niewielka ilość krwi. To wcale nie pomagało w powstrzymaniu głodu. 
- Krew jest w lodówce- usłyszałam głos hybrydy. Odwróciłam głowę w jego strone. 
- Poczekaj, ale skąd...- zaczełam.
- Skąd jest krew czy skąd wiedziałem, że jesteś głodna?- zapytał.

"Inaczej się wtedy zachowujesz i przygryzasz wargę"
- Oba- powiedziałam szybko.
- Krew jest ze szpitala. Kiedy wczoraj się kąpałaś, poszedłem po nią. A to, ze jesteś głodna mozna łatwo zauważyć. Inaczej sie wtedy zachowujesz i przygryzasz wargę.
- Dziękuje- mruknełam i poszłam do kuchni po woreczek życiodajnego płynu. Wyjełam z lodówki dwie porcje. Znikły w mgnieniu oka. Gdy głód zanikł wparowałam do łazienki. Po jakiś trzydziestu minutach byłam juz gotowa do zwiedzania Londynu. Wyszliśmy z hotelu. Okazało się, ze Davina zostaje w pokoju, ponieważ ma zamiar spróbować skontaktować się z Ness. Chodziliśmy po pięknych ulicach Londynu. Tu było naprawde pięknie. Jak uda nam się zabić Marcela i będę wolna, to tu wrócę. Tak, napewno tu wrócę. Jak się okazało Klaus był świetnym przewodnikiem. Przy prawie każdym miejscu opowiadał mi historie, o których zwykli przewodnicy, nawet nie mająją pojęcia. Aktualnie siedzieliśmy w kawiarnii, piliśmy kawę i rozmawialiśmy o wszytskim, co tylko nam przyszło do głowy. Szczerze to nigdy nie pomyślałabym, że mogę się tak świetnie bawić w towarzystwie pierwotnego. Nasza rozmowę przerwał telefon Klausa. Odebrał, ale po chwili odłożył słuchawkę od ucha i skierował w moją stronę.
- Do ciebie- powiedział, a ja zdziwiona złapałam za słuchawkę. 
- Halo?- zapytałam niepewnie.
- Siema Blondie! Jak tam w Londynie?- usłyszłam głos, który dobrze znałam.
- Damon- przywitałam się radosnie. W tym samym czasie wyszliśmy z Klausem z kawiarnii i pierwotny postanowił zostawić mnie samą, bym mogła swobodnie pogadac z Damonem. Domyslałam się, że on w tym czasie pójdzie się pożywić. 
- Haloo... Blondie jesteś tam?- zapytał Damon.
- Tak, jestem. Trochę się zamysliłam- odpowiedziałam.
- A o czym, a raczej o kim ty tak intensywnie myślisz? Czyzby nasza ukochana hybryda tak bardzo namieszała ci w głowie?
- Damon... Zamknij się lepiej- zaśmialam sie. 
- Oj dobra Blondie. Już przestaje- poinformował mnie.
- Bardzo dobrze. A jak tam u ciebie? Jak tam Elijah i Katherine?- zapytałam zainteresowana. 
- U mnie jak zawsze. Spanie, picie krwi, picie alkoholu, kłótnie z Katherine. Choć teraz jest ich coraz mniej. I to jest bardzo nie w porzadku. U Elijah też po staremu. Cały czas chodzi w garniturze. Ale powiec ty mi, po co chodzić w normalny dzień w garniturze? Rozumiem moze uważa ze wyglada w nim bardziej męsko, ale nadal nie widze w tym sensu. A u Katherine... Zaraz, co cie interesuje Katherine. A no tak! Zapomniałem. Nasz sobowtór cos mi tam mówił, ze się zaczęłyście przyjaźnić. Wiec u naszego sobowtorka takze wszytsko po staremu. Jest jej troche nudno, bo i ty i Davina wyjechałyście i nie ma z kim pogadac, bo oczywiscie ze mna sie tylko kłóci, a Elijah praktycznie nie ma w domu. I wiesz co? Ostatnio twój ukochany wampirek pytał o ciebie. Jak mu tam było? A no tak, Marcel. Pytał sie gdzie aktualnie jestescie i takie tam, ale ja mu nic nie powiedziałem zeby nie było- wyjaśnił mi Damon.
- A i nie uwierzysz kto sie do mnie odezwał- dodał po chwili.
- No dawaj kto?- zapytałam rozbawiona. Nigdy jeszcze tak z nim nie rozmawiałam przez telefon.
- Mój kochany braciszek. Stefan- poinformował mnie.
- Stefan? Serio?- zapytałam zdziwiona. Z tego co słyszałam, to Damon nie miał z nim przez ostatni czas kontaktu.
- Tak. Zadzwonił do mnie i opowiedział mi jak to jest podróżowac po świecie ze swoją miłościa życia i takie tam, ale ja ci nie bede tego opowiadać, bo ty sama wiesz jak to jest- zaczał.
- Damon! Zamknij sie!- zaśmiałam się. On sobie nigdy nie odpuści. 
- Dobra Blondie juz jestem cicho- zaśmiał się. 
- Dobra Caroline ja musze już kończyć bo Katherine coś wrzeszczy i zaraz rozniesie dom, a tego bym nie chciał, bo Klaus własnoręcznie by mnie zabił. Miłego czasu spędzonego z naszym kochanym pierwotnym- zaśmial się ponownie Damon.
- Dobra. Cześć Damon- pozegnalam się i rozłączyłam. Teraz miałam dość duży problem. Musiałam znaleźć pierwotnego. Wytęzyłam swój wampirzy słuch i usłyszłam cichy pisk. Ruszyłam w tą stronę. Po chwili byłam na miejscu i zastałam Klausa karmiącego się na jakiejś dziewczynie. Wiedziałam, że jak zaraz nie zareaguje to ona zginie. W wampirzym tempie podbiegłam do nich i odepchnełam pierwotnego od dziewczyny. 
- Co do...- zaczął gniewnie, ale kiedy mnie zobaczył, złość go opuściła.
- Caroline, co tu robisz? Czyżbysz chciała się do mnie przyłączyć- zapytał rozbawiony. Prawie zabił niewinnego człowieka, a on się śmieje. A no tak... To jest wielki Klaus Mikaelson. Dla niego jeden człowiek w tą czy w tą... Co za różnica... Przecież to tylko pożywienie. Nic znacząca rzecz. 
- Prawie ją zabiłeś?!- wybuchłam- A ty sie śmiejesz?! Tak to jest naprawdę zabawne Klaus!
- Caroline. Taka jest nasza natuta. Musimy zabijać ludzi, aby miec pożywienie- wyjasnił.
- Wcale nie! Mozemy się na nich żywić, mozemy też żywić sie krwią z torebki i krwią zwierzecą, ale nikt ci nie każe zabijać!- krzyczałam. 
- Caroline...- zaczął.
"Zapomnisz o wszystkim, co się tutaj wydarzyło"
- Nie! Ten temat jest już skończony- powiedziałam głosem niecierpiącym sprzeciwu. Podeszłam do ledwo żywej, przerażonej dziewczyny i wgryzłam się w swój nadgarstek, tym samym powodując, że poleciała z niego krew. Podłożyłam go dziewczynie do ust, tak, ze byłam pewna, że krew wleje jej się do gardła. Krew wampira leczy ludzi. Gdy wszytskie rany na jej ciele znikneły, podeszłam jeszcze blizej niej i ją zahipnotyzowałam.
- Zapomnisz o wszytskim co sie tutaj wydarzyło. Wrócisz szybko do domu i na następny raz nie będziesz chodziła po takich uliczkach- powiedziałam, a dziewczyna ruszyła do domu. Odwrociłam się w stronę Klausa, który cały czas stał za mną i przyglądał się całej tej scenie. Szybko ruszyłam przed siebie, tym samym mijając go bez słowa. Klaus jak na zawołanie pobiegl za mną. Już po chwili szliśmy obok siebie. 
- Caroline... Nie bądź zła. Trochę mnie poniosło- powiedział pierwotny.
- Trochę?! O mało jej nie zabileś?!- chciałam wrzasnąć najgłośniej jak tylko potrafiłam, ale wiedziałam, że nie mogę.
"Nie bądź zła. Trochę mnie poniosło" 
Było tu za dużo ludzi.
- Kochana w porównaniu do ciebie mi nie zależy na ludzkim życiu, więc dla mnie jedna ludzka śmierc nic nie znaczy- oznajmił.
- Ale dla mnie tak. Proszę cię obiecaj mi, że dopóki spędzam z tobą czas nie zabijesz żadnego niewinnego człowieka- poprosiłam.
- Caroline...- zaczał pierowtny.
- Klaus obiecaj mi to- złapałam jego dłonie w swoje i spojrzałam w jego oczy.
- Dobrze- mruknał. Nie wierzyłam. Klaus Mikaelson obiecaj mi że nie bedzie krzywdził ludzi, dopóki spędzam z nim czas. Z radości mocno go prztuliłam. Klaus po chwili odwzajemnił uścisk. Gdy oderwaliśmy się od siebie pierwotny był uśmiechnęiety.
- Czyli, że już nie jesteś zła?- zapytał niepewnie hybryda.
- Nie- odpowiedziałam wesoła. Dopiero teraz zauważyłam, że powili się ściemniło. Klaus chyba też to zauważył po złapał mnie za rękę i zacząłl gdzieś prowadzić. 
- Gdzie idziemy?- zapytałam.
- Kochana nie można być w Londynie i nie pójść na London Eye- powiedział. Uśmiechnełam się jeszcze bardziej na te słowa. Od dziecka marzyłam żeby kiedykolwiek pójść na London Eye. Wyobrażałam sobie jaki jest piękny widok. Po chwili byliśmy już na miejscu. Weszlismy do komory, w której nikogo nie było. Po chwili koło zaczeło kierowac się w górę. Podeszłam blizej szyby by podziwiać piękne widoki. Opowieści o wspaniałych widokach wcale nie były bujdą. Tu było po prostu cudownie.
- Caroline mogę cię o coś spytać?- zapytał niepewnie pierwotny.
- Jasne- odpowiedziałam wciąż zafascynowana widokami. 
- Dlaczego tak bardzo nie cierpisz krzywdzić ludzi?- zapytał.
- Bo po prstu nie lubie- odpowiedziałam, próbując wymigać się od prawdziwej odpowiedzi. 
- Nic nie dzieje się bez przyczyny Caroline- stwierdził.
- Wiem jak to jest być krzywdzonym- odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Co?- zapytał zdziwiony pierwotny.
- Jak jeszcze byłam człowiekiem byłam wykorzystywana i manipulowana przez wampira- oznajmiłam.
- Przez jakiego wampira Caroline?- zapytał groźnym głosem.
- To nie jest ważne- mruknęłam szybko.
- Jak nie jest ważne? Caroline czy ty siebie słyszysz?
- Powiem ci kto to był pod jednym warunkiem- powiedziałam.
- Jakim?
- Obiecasz, że nie skrzywdzisz tego wampira. 
- Kochana nie mogę ci tego obiecać. Ten ktos powinien ponieść karę za to co ci zrobił.
- Albo mi to obiecasz, albo mozesz sobie tylko pomażyć o tym, że ci powiem.
- Dobrze obiecuję.
- Dobrze. Więc... To był Damon.
- Damon Salvatore?!
- Tak.
- Przykro mi Caroline, ale nie będę w stanie dotrzymać danej ci obietnicy- powiedział wściekły. Spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem. Wiedziałam, że jeśli zaraz nie załagodze jakoś sytuacji, mój przyjaciel ma ostro przejebane...



piątek, 4 kwietnia 2014

Rozdział 12

*Oczami Caroline*
Weszłam do sypialni mojej i Klausa. Gdy przekroczyłam próg pomieszczenia, ujrzałam pierwotnego pakującego walizkę. Za jakieś trzy godziny miałam wylecieć do Londynu. Z Klausem. W innych okolicznościach nie miałabym nic przeciwko, ale on mi wyznał miłość! Z jednej strony nie powinnam być zdziwiona tym wyznaniem, ponieważ przeczytałam w jego pamiętniku, że darzy mnie tym uczuciem, ale z drugiej strony... Między słowami pisanymi na kartce, a słowami wypowiedzianymi prosto w oczy jest duża różnica. Najgorsze było jednak to, że moje uczucia względem hybrydą są zmienne. Czasami go nienawidzę, ale częściej zdaje mi się przyłapać siebie na szukaniu w Klausie dobra. Chciałabym go usprawiedliwić z tych wszystkich okropnych rzeczy, które zrobił. Tylko nie mam najmniejszego pojęcia dlaczego? Moze dlatego, że czuję do niego to samo co on do mnie? Caroline poczekaj... Czy ty właśnie przyznałaś przed samą sobą, że kochasz Klausa? Nie... Na pewno nie... Pewnie potrzebuję krwi i moja głowa płata mi figle... A co jeśli nie? Co jeśli ty naprawdę go kochasz Caroline? Stałam tak, patrząc na pierwotnego pakującego walizki, a jednocześnie gryząc się ze swoimi myślami. Hybryda chyba wyczuł moją obecność i odwrócił się do mnie z uśmiechem na twarzy.
-Gotowa?- spytał cały czas mi się przyglądajac. Spojrzałam na jego twarz. Chyba dopiero zdałam sobie sprawę jaki Klaus jest przystojny. Znaczy od zawsze wiedziałam, ze jest seksowny... Nawet bardzo... Ale chyba dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo on jest przystojny. 
- Tak- wydukałam, patrząc w jego oczy. Znów pogrążyłam się w myślach, dotyczących moich uczuć względem pierwotnego. 
- Coś się stało?- zapytał zaniepokojony. Troska u Klausa? Rzadko spotykana, ale... To uczucie, które czuję, gdy hybryda się o mnie troszczy lub boi jest nie do opisania. 
- Co? Nie. Dlaczego miałoby się coś stać?- nie potrafiłam poprawnie złożyć zdania. Caroline, co się z tobą dzieje? Nigdy się tak nie zachowywałam. Chyba, że byłam zakochana... Zaraz Caroline. Czy ty znowu przyznałaś, że kochasz tego psychopatę? Tym razem to nie może być przypadek! Nie, po prostu skojarzyłam sobie mój stan, z moim zachowaniem, kiedy byłam zakochana w Tylerze. Ja na pewno nie kocham Klausa. Prawda, Caroline? Nie kochasz go? No błagam cię! Przez cały czas powtarzałeś mi, że nic do niego nie czuję. A teraz? Zamilkłeś? Gdyby ktoś, słyszał moją "wymianę zdań" między myślami, pewnie uznałby mnie za chorą psychicznie. Nie dziwiłabym się tej osobie. W końcu kłócę się ze swoich głosem rozsądku o to, że nie kocham pierwotnej hybrydy, o imieniu Klaus.
- Jesteś taka nieobecna- powiedział i skupił wzrok na mojej twarzy. Cały czas byłam pogrążoną w "kłótni" między- jak się nie dawno dowiedziałam, głosem rozsądku, a głosem serca.
- Halo- Klaus zaczął machać rękami przed moimi oczami. Kiedy on znalazł się tak blisko mnie?- Ziemia do Caroline...- Odtrąciłam swoje myśli na bok. Hybryda stała przede mną i patrzyła na mnie czułym wzrokiem, oczekując odpowiedzi. Tylko o czym on gadał?
- Co?- zapytałam.
- Właśnie o tym mówię- powiedział i pokazał na mnie ręką- Jesteś bardzo zamyślona, nieobecna. Czy coś się stało, Caroline?
- Tak. To znaczy nie!- nie potrafiłam wybrać. Z jednej strony nic poważnego się nie stało, ale z drugiej... Uświadomiłam sobie, że kocham Klausa! To jest coś ważnego. Tylko czy mu o tym powiedzieć?
- Zdecydowałaś się już?- spytał rozbawiony pierwotny.
- Tak- powiedziałam stanowczo. Postanowiłam. Jebać głos rozsądku, który karze mi siedzieć cicho. Powiem Klausowi co do niego czuję. Teraz. W tej chwili. Wciągnęłam głęboko powietrze. 
- Klaus ja ci muszę coś powiedzieć- zaczęłam.
- Słucham- powiedział.
- Twoje wyznanie. Tam nad wodospadem- Klaus spojrzał na mnie zaciekawiony- Dało mi dużo do myślenia. Po tym co mi powiedziałeś, doszłam do jednego wniosku.
- Jakiego?- spytała nieśmiało hybryda.
- Kocham Cię Klaus- oznajmiłam. 
- Co?- spytał bardzo zdziwiony pierwotny.
- Kocham Cię! Zawsze cię kochałam, ale dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę! Nie wiem czy to co czuję jest dobre czy złe, ale mam to gdzieś! Kocham cie i wreszcie to zrozumiałam- chciałam coś jeszcze powiedzieć, ale hybryda przerwała mi moją wypowiedź pocałunkiem. W chwili kiedy jego wargi musnęły moje, poczułam dziwne uczucie przechodzące przez całe moje ciało. Od razu pogłębiłam pocałunek. Pierwotny całował cudownie. W końcu czego innego można było się spodziewać po tysiącletnim doświadczeniu? Zarzuciłam moje ręce na jego szyję, tym samym przyciagając go bliżej siebie. Dłonie Klausa badały moje plecy, włosy. Po chwili pierwotny przerwał pocałunek. Spojrzał mi w oczy, pogładził po policzku i uśmiechnął się szeroko.
- Nawet nie wiesz ile razy o tym marzyłem- wyznał i znów mnie pocałował. Złapał mnie w talii, przyciagając tak blisko siebie, jak tylko się dało. Chciałam żeby ta chwila trwała wiecznie. W wampirzym tempie znalazliśmy się na łóżku. Klaus delikatnie mnie na nim położyć, ciągle całując. Oparł się łokciami na łóżku, tak żeby mnie nie przygnieść swoim ciałem. Jego starania wyszły na marne. Po chwili złapałam do za kark przyciagając do siebie. Klaus oderwał się od moich ust i zaczął całować moją szyję. W nadnaturalnym tempie zmieniłam nasze pozycje, tak, że teraz ja siedziałam na pierwotnym. 
- I co teraz ze mną zrobisz, panno Forbes?- zapytał śmiejąc się. 
- Domyśl się- powiedziałam składając na jego ustach delikatny pocałunek. Hybryda uśmiechnęła się szeroko i przyciągnęła mnie do siebie. Zaczął mnie zachłannie całować. Odwzajemniłam każdy pocałunek...
- Proszę zapiąć pasy. Zaraz lądujemy- usłyszałam głośny głos. Otworzyłam szeroko oczy. Znajdowałam się w samolocie. Czyli to wszystko mi się śniło? Caroline?! Jak mogłaś śnić o Klausie i sobie w takiej sytuacji. Właśnie Klaus. Odwróciłam swoją głowę w bok. Pierwotny siedział obok mnie i coś rysował. 
- Obudziłaś się- stwierdził, nie odrywając się od szkicowania.
- Ile spałam?- spytałam.
- Praktycznie cały lot- oznajmił. Co? Przez prawie trzy godziny śniłam o Klausie?
- Zapnij pasy, Caroline- powiedział z uśmiechem na twarzy. Przekręciłam tylko teatralnie oczami. Po jakiś dziesięciu minutach, siedziałam z Daviną na lotnisku i czekałyśmy na to aż Klaus wypożyczy jakiś samochód.
- Jak długo znasz Ness?- zaczęłam rozmowę.
- Z jakieś dwa lata- oznajmiła- Teraz moje pytanie.
- Słucham cię.
- Jak długo znasz Klausa. 
- Z jakiś rok na pewno będzie- powiedziałam. 
Po chwili przyszedł Klaus, wziął nasze walizki i zaprowadził do auta. Było to czarne auto. I z pewnością drogie auto...
- Klaus zapłaciłeś za to?- zapytałam. Pierwotny uśmiechnął się szeroko.
- Oczywiście, że nie kochana. W końcu od czego jest siła perswazji- powiedział z udawaną dumą. 
Davina usiadła z tyłu, ja na przodzie, a Klaus od strony kierowcy. Droga minęła nam w ciszy. Postanowiliśmy zatrzymać się w hotelu, ponieważ Ness mieszka w jakiejś wiosce oddalonej od Londynu jakieś kilkadziesiat kilometrów. Klaus postanowił, że zatrzymamy się w jego ulubionym hotelu. Budynek był wielki i piękny. Okna w pokojach były duże, i przy każdym pomieszczeniu był balkon pełny pięknych, kolorowych kwiatów. Gdy weszliśmy do budynku Klaus skierował się w stronę recepcji. Oczywiście, jak można by się tego spodziewać zahipnotyzował recepcjonistkę i wziął największe apartamenty. Davina miała swój, a ja i Klaus mieliśmy wspólny. To oznacza spanie z pierwotnym w jednym łóżku. Niedobrze. Po tym co mi się dzisiaj śniło, boję się przesiadywać z nim w jednym pomieszczeniu, a co dopiero spać w jednym łóżku. Nie boję się Klausa. Boję się siebie i tego co mój mózg może wymyślić tym razem. Ruszyliśmy w stronę pokoi. Gdy weszłam do środka, wstrzymałam powietrze. Tu było pięknie. Po przekroczeniu progu widać było duży salon. Po prawej stronie była kuchnia, a po lewej sypialnia i łazienka. Oczywiście wszystko było ogromnych rozmiarów. Postawiłam swoją walizkę i ruszyłam na balkon. Widok byl olśniewający. Widać było cały Londyn. 
- Podoba ci się?- spytał Klaus, cały czas uważnie mnie obserwując.
- Tu jest pięknie- powiedziałam bez zastanowienia. 
- Dlatego to właśnie jest mój ulubiony pokój, w tym hotelu- oznajmił i stanął tuż obok mnie.
- Ile razy byłeś w Londynie?- zapytałam, spoglądając na hybrydę.
- Dużo- powiedział- Czasami w interesach, a czasami po prostu aby zwiedzić Londyn.
- Fajnie jest tak podróżować po świecie- stwierdziłam.
- Wiesz... Moja propozycja z balu jest nadal aktualna- oznajmił. 
Ach tak. Pamiętny bal u pierwotnych, na który zaprosił mnie Klaus i, na którym zaoferował, że zabierze mnie gdziekolwiek chce. Zaraz jakie on wtedy miasta wymienił, jako przykład? A tak... Rzym, Paryż, Tokio... Nigdy tego nikomu nie przyznałam, ale bardzo dobrze bawiłam się na tym balu, który praktycznie cały spędziłam z hybrydą. 
- Powinniśmy odpocząć. Jutro czeka nas długie zwiedzanie miasta- poinformował mnie..
- Zaraz... Co? Będziemy zwiedzać miasto?- zapytałam zaskoczona.
- Oczywiście, że tak. Nigdy bym sobie nie darował, gdybym cię nie oprowadził po tym pięknym miejscu- wskazał ręką na miasto. Uśmiechnęłam się do niego. Kiedy weszłam z powrotem do pokoju, od razu dopadłam walizki, wyjęłam z niej kosmetyczkę, pidżamę i ruszyłam w stronę łazienki. Po jakiś czterdziestu minutach wyszłam z łazienki i rzuciłam się na łóżko. Gdy Klaus zauważył, że wyszłam z łazienki, wziął potrzebne mu rzeczy z walizki i wszedł do pomieszczenia, z którego ja przed chwilą wyszłam. Gdy pierwotny wyszedł z łazienki położył się obok mnie. Chwilę na niego patrzyłam. 
- Co dzisiaj rysowałeś w samolocie?- zapytałam. Klaus przekręcił się na bok, tak, że teraz patrzył mi prosto w oczy. 
- Ciebie- odpowiedział na moje pytanie.
- Mnie?- spytałam.
- Tak ciebie- powiedział z uśmiechem na twarzy- Kiedy spałaś.
- Kiedy spałam?! Gorszego momentu nie mogłeś wybrać. Pewnie się wierciłam, miałam dziwne miny...- Klaus zaczął się śmiać.
- Wcale nie... Wyglądałaś pięknie- oznajmił i włożył mi kosmyk moich blond loków za ucho.
- Na pewno- śmiałam się- Ściemniasz. 
- Caroline nie ściemniam- zaczął się śmiać razem ze mną.
- Dobra ja Idę spać- oznajmiłam i zgasiłam lampkę, która stała na szafce obok mojego łóżka. 
- Dobranoc Klaus- powiedziałam.
- Dobranoc Caroline- odpowiedział Klaus.
Zamknęłam oczy i czekałam na sen. O dziwo, zaszczycił mnie dzisiaj wyjątkowo szybko. Wtulona w miękką poduszkę odpłynęłam do krainy snów. 




niedziela, 30 marca 2014

#Niespodzianka!

Tak jak jest napisane w tytule mam dla was niespodziankę.
A mianowicie nowy bloga.
Opowiada on o historii bliźniaczek, które są córkami Klausa i Caroline.
Prowadze go wraz z dwoma przyjaciółkami.
Mam nadzieję, że przeczytacie pierwszy rozdział i jeśli wam sie spodoba i będziecie mieli ochotę to będziecie go czytac dalej.
Więc zapraszm na Eyes don't lie!
Pozdrawiam K.

poniedziałek, 24 marca 2014

Rozdział 11

*Oczami Klausa*
- To co Marcel pozwolisz mi pokazać Caroline świat?- zapytałem.
- Klaus posłuchaj...- zaczął.
- Tak, tak wiem. Zasady na to nie pozwalają i takie tam- przedrzeźniałem go.
- Czyli rozumiesz?- zapytał niepewnie.
- Nie. To ty nie rozumiesz! Jestem pierwotna hybrydą i przyszedłem Ci tylko oznajmić, że mam gdzieś twoje zdanie i że jadę z Caroline zwiedzać świat- oznajmiłem.
- Niklaus... Spokojnie- zaczął, jak zwykle mój opanowany starszy braciszek- Marcel Caroline zasługuje na więcej niż siedzenie w naszej posiadłości. Niklaus chce jej pokazać świat. Na dodatek masz pewność, że Niklaus wróci tu. Będziesz miał także spokój od kłótni, bijatyk i takich tam- powiedział. Spojrzałem na Marcela. Siedział na krześle na przeciwko mnie i rozważał propozycję Elijah.
- Zgoda- powiedział. Mimowolnie się uśmiechnąłem. Znowu dostałem to co chce. 
- Więc Marcel my już pójdziemy- powiedział Elijah. Po chwili byliśmy już na zewnątrz. Elijah poszedł do domu, a ja postanowiłem zawitać do baru, gdzie pewnie aktualnie przesiadywał Damon i poinformować go, że jego plan wypalił. Gdy wszedłem do baru zobaczyłem przy ladzie śmiejących się Damona i Davine. Podszedłem do nich i usiadłem na krześle obok młodej czarownicy.
- I jak?- zapytała.
- Radzę Ci się nie upić, bo musisz jeszcze spakować walizki- powiedziałem.
- Mówiłem, że się uda- odparł Damon.
- Miałeś dobry plan- oznajmiłem. Na twarz wampira wskoczyło zaskoczenie- Mam tylko jedno pytanie.
- Jakie?- zapytał nadal zdziwiony brunet.
- Jak ty wytrzymasz z Kateriną w jednym domu?- spytałem. Damon głośno się zaśmiał.
- Też się nad tym zastanawiam Klaus- odpowiedział- Na szczęście znalazłem miejsce, w którym mogę przesiadywać- machnął ręko dookoła na znak, że chodziło mu o ten bar.
- Masz szczęście- przyznałem.
- Wiem- powiedział.
- Dobra trzeba się zbierać- poinformowałem ich. Damon zapłacił za alkohol, który wypił i wszyscy wyszliśmy z baru. Po jakiś piętnastu minutach byliśmy w domu. Gdy wszedłem do środka zobaczyłem śmiejących się Caroline, Katerinę i Elijah.
- Co was tak bawi?- spytał Damon.
- Nic szczególnego- odpowiedziała brunetka. 
- Mam nadzieję, że Elijah powiedział wam, że Marcel zgodził się na naszą podróż- mruknąłem.
- Właśnie- powiedziała Caroline- Musze się spakować- oznajmiła po czym ruszyła do pokoju. Elijah i Katerina postanowili wyjść na spacer, a Damon i Davina jeszcze trochę popić. Postanowiłem sprawdzić czy Caroline czegoś nie potrzebuje. Gdy wszedłem do sypialni zobaczyłem blondynkę przeszukującą szafę.
- Potrzebujesz czegoś kochana- spytałem. 
- Nie mów do mnie kochana- powiedziała.
- Nie obrażaj się kochana- drażniłem się z nią. Caroline przekręciła teatralnie oczami i wróciła do przeszukiwania szafy. Gdy coś znalazła rzucała na łóżko. 
- Chyba musimy iść na zakupy- zauważyłem.
- Dlaczego?- spytała.
- Jedziemy do Londynu. Tam przeważnie pada i jest zimno, a ty masz tylko letnie ciuchy- powiedziałem.
- Masz rację- powiedziała- To kiedy idziemy na te zakupy?
- Teraz- powiedziałem- Za pięć minut na dole- dodałem i wyszedłem z pokoju.
Po pięciu minutach Caroline czekała na dole. Wyszliśmy z posiadłości niezauważeni przez Damona i Davine. Wsiedliśmy do samochodu i po jakiś piętnastu minutach byliśmy w centrum handlowym. Gdy skończyliśmy zakupy postanowiliśmy przejść się na spacer. Szliśmy w ciszy. Milczenie przerwała Caroline. 
- Myślisz, że się uda?- spytała.
- Co się uda?- zapytałem.
- No czy uda nam się zabić Marcela?
- Myślę, że jeśli te cztery czarownice zgodzą się nam pomóc to się uda.
- A co jeśli się nie zgodzą?
- To wtedy znajdziemy inny sposób.
- A jak nie?
- Caroline posłuchaj mnie- złapałem jej dłonie w swoje i spojrzałem w jej piękne oczy- Zrobię wszytko, aby zabić Marcela. Zrozumiałaś?
- Tak- wyszeptała i spuściła wzrok. 
- Chodź pokaże ci moje ulubione miejsce- powiedziałem. Puściłem jedną rękę Caroline, ale drugą cały czas trzymałem w swojej dłoni. Szliśmy tak przez całą drogę. Gdy doszliśmy na miejsce przed naszymi oczami zobaczyliśmy piękny wodospad i łąkę pełną kwiatów. Caroline stała w miejscu i z uśmiechem na twarzy oglądała to miejsce.
- Podoba ci się? - zapytałem.
- Tu jest pięknie- powiedziała. Usiedliśmy na ziemi i patrzyliśmy na wodospad. 
- Skąd znasz Marcela?- zapytała Caroline.
- To długa historia- próbowałem się wymigać od odpowiedzi.
- Lubię długie historie- nie dawała za wygraną.
- Nie odpuścisz?
- Nie- powiedziała z uśmiechem na twarzy.
- Więc... Nie wiem od czego zacząć- powiedziałem.
- Może od początku- oznajmiła blondynka.
- Spotkałem Marcela kiedy miał góra dwanaście lat. Był bity przez sługę swojego ojca. Zauważyłem w nim siebie. Siebie, kiedy Mikael- mój ojciec mnie bił. Zabiłem sługę, a Marcela zabrałem do siebie. Wychowywałem go wraz z rodzeństwem. Uczyłem walczyć. Kochałem go jak syna- opowiadałem, ale Caroline mi przerwała.
- To po co opuszczałeś Nowy Orlean?
- Myślisz, że chciałem stąd wyjeżdżać? Nigdy nie chciałem opuszczać tego miejsca, ale musiałem. Mikael nas znalazł. Spalił cały Nowy Orlean. Mi, Elijah i naszej siostrze udało się uciec, ale myśleliśmy, że Marcelowi się nie udało. Przez te wszystkie lata żyłem w przekonaniu, że nie żyje. Kiedy wróciłem do Nowego Orleanu i zobaczyłem, że Marcel żyje pomyślałem, że może wszystko będzie tak jak dawniej, ale się przeliczyłem. Teraz muszę z nim walczyć o władzę i o ciebie- powiedziałem.
- Nie musisz o mnie walczyć- mruknęła.
- Muszę Caroline. Nigdy bym sobie nie darował gdybym o ciebie nie walczył- powiedziałem pewnie.
- Dlaczego? Dlaczego chcesz o mnie walczyć? Dlaczego jeszcze mnie nie oddałeś?- spytała.
- Dobrze wiesz dlaczego- powiedziałem cicho.
- Nie! Nie wiem! Dlaczego?!- krzyczała.
- Bo cię kocham!- krzyknąłem. Caroline zaniemówiła. Otwierała usta, by później po prostu je zamknąć. 
- Co?- wydukała.
- Kocham Cię Caroline Forbes- złapałem jej twarz w dłonie- Kocham Cię jak nikogo innego na świecie. Dlatego nigdy cię nie oddam. Rozumiesz?
- Tak- powiedziała to tak cicho, że normalny człowiek nigdy by tego nie usłyszał. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Nasze twarze minimalnie zaczęły się przybliżać. Po chwili nasze usta dzieliły milimetry.
- Chyba musimy już wracać- wyszeptała Caroline. Przytaknąłem. Wstaliśmy z ziemi i ruszyliśmy w stronę samochodu. Całą drogi odbyliśmy w ciszy. 



poniedziałek, 10 marca 2014

Rozdział 10

*Oczami Caroline*
Powoli otwieram oczy. Nie chcę wracać do rzeczywistości. Do Marcela, Klausa, wszystkich problemów. Ale muszę... Nie tylko żeby sprawdzić czy stan Damona się poprawił, ale dlatego, że jestem Caroline Forbes. Ja nigdy się nie poddaje. Gdy otworzyłam swoje oczy, zobaczyłam młodą, uśmiechniętą blondynkę siedzącą na łóżku. Najwyraźniej zobaczyła, że się obudziłam, bo uśmiechnęła się szerzej i sięgnęła ręką po coś na szafce. Po chwili jej ręka była skierowana w moją stronę, a w niej szklanka z krwią. 
- Jestem Davina- oznajmiła.
- Caroline- przedstawiłam się.
- Wiem- powiedziała, a ja posłałam jej pytające spojrzenie.
- Weź tą krew bo mnie ręka boli- dodała po chwili. 
Cicho się zaśmiałam, podniosłam się do pozycji siedzącej i wzięłam od niej szklankę. 
- Skąd wiesz jak mam na imię?- zapytałam.
- Hmm... Niech pomyślę... Jesteś blond wampirzycą, która zmieniła Klausa Mikaelsona w mniej krwiożerczego potwora, wampirzycą którą Marcel chce dla siebie. Musiałam o ciebie popytać. A że Klaus miał u mnie dług odpowiedział na parę pytań- powiedziała.
- Znasz Klausa?- zapytałam.
- Tak. Wczoraj skręciłam kark Marcelowi i jego wampirom, więc będę tu mieszkać. Dla bezpieczeństwa- wyjaśniła.
- Czyli mam rozumieć, że jesteś...-moją wypowiedź przerwała blondynka.
- Czarownicą. Jedną z najpotężniejszych- powiedziała.
- Pomogę wam zabić Marcela- dodała po chwili ciszy.
- Dlaczego?- zapytałam ciekawa.
- Nie lubię go. Lubię za to Klausa i Elijah, wiec jeśli mogę im pomóc, zrobię to z przyjemnością- oznajmiła.
- Wydaje mi się, że ty trochę o mnie wiesz, ale ja nic nie wiem o tobie. Opowiedz mi- poprosiłam.
- To opowieść na inny dzień- powiedziała- A tak w ogóle to Damon się obudził. 
- Co?- zapytałam.
- Obudził się. Kilka moich ziółek i szybciej wyzdrowiał- powiedziała.
- Dziękuje. To ja może do niego pójdę- powiedziałam i wstałam z łóżka. Dopiero teraz zauważyłam że mam na sobie wczorajsze ubranie.
- Ale najpierw pójdę się przebrać- oznajmiłam, a Davina się zaśmiała i wyszła z pokoju. Wzięłam w ręce jakiś T-shirt, spodenki i sweter od Klausa i poszłam do łazienki. Po jakiś piętnastu minutach byłam przebrana i poszłam do Damona. Siedział na łóżku i pił krew ze szklanki. Gdy mnie zobaczył odstawił krew i uśmiechnął się szeroko.
- Cześć Blondi- przywitał się.
- Cześć Damon- powiedziałam i usiadłam na łóżku obok niego- Jak się czujesz?
- Lepiej. Ta ładna blondynka dała mi coś tam do picia i mi się polepszyło- oznajmił.
- Przepraszam- powiedziałam.
- Za co?- zapytał ze zdziwieniem.
- No gdyby nie ja to byś nie wylądował z kołkiem w brzuchu- mruknęłam.
- Nie pierwszy i nie ostatni raz Blondi. To nie twoja wina- powiedział i uśmiechnął się.
- Co u reszty- spytałam. Damon uniósł pytająco brew- No wiesz Elena, Stefan, Matt, mama...
- Więc gdy nie wróciłaś po dwóch dniach do domu twoja matka wariowała. Później Marcel wysłał te listy z twojego kąta, więc się trochę uspokoiła. Ogółem u niej wszytko dobrze. Elena i Stefan wyruszyli razem w podróż dookoła świata. Matt nadal pracuje w Grillu co mi osobiście bardzo pasuje bo mam zniżkę na Bourbon. Jeremy chodzi do szkoły, ale teraz gdy mnie nie ma to pewnie zrobi sobie labę. A i wrócił twój wilczek. Jak mu tam było?
- Tyler- mruknęłam.
- Właśnie Tyler. Wrócił i wypytywał o ciebie. Chyba chce do ciebie wrócić. Ale ja mu powiedziałem żeby spadaj i już więcej o tobie nie wspominał. Przynajmniej przy mnie- powiedział.
- Powiedziałeś do niego "Spadaj"?- zapytałam.
- No może trochę mniej grzeczniej, ale coś w ten deseń- oznajmił.
Zaśmiałam się. Damon chwilę patrzył na mnie wzrokiem "Co ty robisz?" ale po chwili śmiał się razem ze mną. Nigdy bym nie pomyślała, że mogę się tak świetnie bawić w towarzystwie Damona. Nagle Damon spoważniał. Odwróciłam głowę i zobaczyłam stojącego w drzwiach Klausa.
- Davina ma  pomysł jak zabić Marcela- oznajmił- Czekamy na dole- dodał i wyszedł. 
Co mu się stało? Nadal jest na mnie zły? Damon zaczął powoli podnosić się z łóżka. Posłałam mu pytające spojrzenie.
- Caroline ja też z chęcią poleżał bym jeszcze z tobą w łóżku, ale wilczek Klaus nie będzie czekać wieczność- powiedział uśmiechnięty. Przewróciłam teatralnie oczami i też podniosłam się z łóżka. Po chwili byliśmy w salonie. Byli tam wszyscy. Davina i Katherine, które siedziały na kanapie, Elijah, który przechadzał się nerwowo po pokoju i Klaus, który stał przy barku i popijał whisky. Gdy wyczuł naszą obecność odstawił szklankę i podszedł do kanapy.
- Więc Davino mówiłaś, że masz pomysł jak zabić Marcela- zaczął.
- Tak mam pomysł- oznajmiła.
- Jaki?- spytał Damon. Katherine odwróciła głowę w naszą stronę i była wyraźnie zszokowana kiedy zobaczyła bruneta.
- Damon co tu robisz?- spytała.
- Mógłbym Cię zapytać o to samo- odpowiedział.
- Też miała brać udział w gierce Marcela- oznajmiłam.
- Jej to akurat mi nie szkoda- szepnął mi do ucha.
- Słyszałam!- krzyknęła oburzona Katherine.
- Mamusia cie nie nauczyła, że nie ładnie podsłuchiwać?- spytał zirytowany Damon.
- Nie, nie nauczyła. Mogę wiedzieć, dlaczego mam spędzać z tobą czas w tym domu?- spytała. Już zapomniałam jak oni się kłócą. Uwielbiam to!
- Podziękuj naszej ulubionej hybrydzie- oznajmił Damon.
- Nie ma za co Katerina- zaśmiał się Klaus.
- Dobrze może wrócimy do próby uśmiercenia Marcela?- spytał Elijah. 
- To dobry pomysł- oznajmiłam.
- Więc Davino jaki masz plan?- spytał Klaus.
- Marcel jest silny, ma mnóstwo wampirów po swojej stronie. Jeśli zechce czarownice też przejdą na jego stronę. Więc potrzebujemy czegoś co będzie silniejsze od Marcela i jego armii.
- A co to ma być?- spytała Katherine.
- Katherine tego też cię mama nie nauczyła? Nie można przerywać komuś wypowiedzi- oznajmił Damon. Katherine posłała mu "mordercze" spojrzenie.
- Są to cztery czarownice. Są to najsilniejsze czarownice na świecie- oznajmiła.
- Dlaczego są najsilniejszymi czarownicami?- spytał zaciekawiony Klaus.
- Każda z nich ma moc jednego z żywiołów- wyjaśniła.
- Poczekaj, ale przecież każda czarownica może wyczarować trochę ognia, wody, silniejszy wiatr, potrafi sprawić, że kwiatek zakwitnie- powiedziała Katherine.
- Tak, ale one mają siłę danego żywiołu. Jeśli którejś przypadł ogień, to może nie tylko wzniecić mały ogień jak inne czarownice, ale może podpalić całe państwa, miasta, potrafi chodzić w ogniu, transportować się w nim- oznajmiła.
- Transportować?- spytałam.
- Tak. Przypuśćmy jest w Nowym Orleanie, ale chce być w innym miejscu. Może przenieść się do tego miejsca szybciej niż normalnie. Ale pod jednym warunkiem, ze będzie się przemieszczać w postaci ognia, a co za tym idzie ogień musi przechodzić przez każde miejsce przez które będzie się przemieszczać. Nigdy nie zastanawialiście się skąd są niewyjaśnione pożary. Płonące lasy, tornada, powodzie, trzęsienia Ziemi. To nie natura. To czarownice. Cztery najsilniejsze czarownice!- powiedziała. 
- Czyli mam rozumieć, że chcesz żeby te czarownice nam pomogły?- spytał Damon. Davina przytaknęła głową.
- Skąd pewność, że nam pomogą?- zapytałam.
- Znam je. Osobiście jednej uratowałam życie. Mają u mnie dług- oznajmiła.
- Gdzie się znajdują?- spytał Klaus.
- Wiem na pewno, że Ness mieszka w Londynie, ale gdzie jest pozostała trójka to nie mam pojęcia- powiedziała.
- Ness- to jedna z tych czarownic?- zapytała Katherine.
- Tak. Jej żywioł to woda. Jest jeszcze Rose od ziemi, Katy od powietrza i Alice od ognia- wyjaśniła nam.
- Jak dowiemy się, gdzie znajdują się pozostałe trzy czarownice?- włączył się do rozmowy Elijah.
- Wiem, że Ness ma kontakt z Katy, wiec jak będziemy u niej to się zapytamy. Za to Katy ma podobnież kontakt z Rose, a ona z Alice- oznajmiła.
- Kto ma z tobą jechać?- spytał Elijah.
- Na pewno ty albo Klaus. Choć lepiej byłoby gdyby pojechał Klaus- powiedziała.
- Dlaczego?- spytał Damon.
- Bo jako jedyny z nas wszystkich na pewno wznieci jakąś bójkę z Marcelem- mówi zgodnie z prawdą.
- No to mamy problem- oznajmił Klaus.
- Jaki?- spytałam.
- Nie zostawię Cię tu samej. Nie teraz gdy Marcel chce cię zabrać- wyjaśnił.
- To wymyśl coś- powiedziała Katherine- Jesteś Klaus Mikaelson! Ty zawsze postawisz na swoim! Chcesz zabić Marcela, ale nie chcesz zostawiać Caroline. Pójdź do niego i powiedz mu, że chcesz ja zabrać w podróż dookoła świata lub coś w tym stylu- dodała.
- Marcel nie zgodzi się żebym gdziekolwiek zabierał Caroline- powiedział Klaus.
- Oczywiście, że się zgodzi- oznajmił Damon. Klaus posłał mu pytające spojrzenie- Marcel potrzebuje teraz czasu żeby wymyślić nowy plan. A ty Klaus wcale mu tego nie ułatwiasz. Kiedy powiesz, że wyjeżdżasz uzna to za wspaniały pomysł. Po pierwsze nikt mu nie będzie przeszkadzać w knuciu zabrania Blondi, a po drugie będzie miał pewność, że wrócisz z Caroline z powrotem do Nowego Orleanu...
- Niby jaką ma mieć pewność, że Klaus wróci z Caroline- przerwała Katherine.
- Bo to Caroline! Klaus jej nie zostawi- odpowiedział Damon.
- Ale...- zaczęła Katherine.
- Nie zwracając uwagi na naszego kochanego sobowtóry mam zamiar kontynuować- Katherine posłała mu kolejne "mordercze" spojrzenie, a Damon się uśmiechnął- Kiedy powiesz mu, że masz zamiar zabrać w podróż dookoła świata uzna, że będzie miał mnóstwo czasu na tworzenie i wzmacnianie swojego planu. W rzeczywistości tak nie będzie. Wyruszycie w cztery miejsca, ładnie- zrobił nacisk na słowo "ładnie" i jednocześnie skierował je do Klausa- poprosicie nasze ślicznotki, bo wnioskuje, że są śliczne, aby nam pomogły i wszyscy będą szczęśliwi!
Jak zawsze optymistyczny Damon. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo mi tego brakowało. Optymistycznego Damona, jego sarkazmu, przeważnie nieśmiesznych żartów.
"To, że ty  mnie nie doceniasz, nie znaczy, że inni tego nie robią"
- To jest dobry plan- przyznał Elijah.
- Serio!? Przecież to plan Damona! On nie może być dobry!- krzyknęła Katherine.
- Widzisz Katherine to, że ty mnie nie doceniałaś nie znaczy, że inni tego nie robią - dociął jej brunet. Katherine zrezygnowana opadła na kanapę. 
- No to postanowione- powiedziała Davina- Klaus najlepiej jak pójdziesz do Marcela teraz. Razem z Elijah, żeby w razie jakbyś miał zamiar przywalić Marcelowi powstrzyma cię- oznajmiła.
- Masz racje- przyznał Elijah- Niklaus chodź- powiedział i razem z Klausem wyszli.
- Jestem za tym żeby pójść gdzieś się napić- oznajmił Damon. 
- Nie mogę wychodzić- mruknęłam.
- Ja też- dodała Katherine.
- Ale ja mogę. I chętnie się napije- powiedziała Davina.
- To my żegnamy panie. Tymczasowo oczywiście- te dwa ostatnie słowa skierował do brunetki. Młoda czarownica oznajmiła, że pójdzie po kurtkę i po chwili byli już gotowi do wyjścia. Pożegnali się ze mną i chwile po tym byłam z Katherine sama w domu. Spojrzałam na nią. Wszystkie wspomnienia wróciły.
***
Godziny odwiedzin w szpitalu już się skończyły. Siedziałam na łóżku szpitalnym i rozmyślałam jakim cudem teraz dobrze się czuję. Przecież jeszcze dzień wcześniej byłam bliska śmierci. Jechałam samochodem z moim chłopakiem i jego kolegą. Nagle Tyler, który kierował zaczął wrzeszczeć z bólu i złapał się za głowę tym samym puszczając kierownicę. Przywaliliśmy w drzewo. Na początku nic mi nie było, ale później zemdlałam. Moje rozmyślenia przerwała Elena, która weszła do mojej sali.
- Elena co ty tu robisz?- zapytałam zdziwiona widząc moją przyjaciółkę przy łóżku.
- Nie jestem Elena. Nazywam się Katherine Pierce i chcę żebyś przekazała braciom Salvatore wiadomość- oznajmiła. To nie jest Elena. Pewnie z Bonnie znów robią sobie jakieś żarty.
- Poczekaj co? Jaką wiadomość?- spytałam z z trudem ukrywając śmiech. Jestem pewna, że Bonnie zaraz wyskoczy za rogu i wszystkie trzy zaczniemy się głośno śmiać.
- Przekaż im, że zabawa dopiero się zaczyna- powiedziała i wzięła poduszkę w ręce. Po sekundzie wylądowała ona na mojej twarzy. Elena zaczęła mnie dusić... Próbowałam się wyrwać, ale ona była zbyt silna. Po chwili widziałam tylko ciemność... Umarłam...

***

Okazało się, że gdy umarłam miałam w sobie krew wampira. Później dowiedziałam się, że Elena to sobowtór Katherine, dlatego wyglądają tak samo. Na początku nienawidziłam się za bycie wampirem. Ale później dostrzegłam w wampirzym życiu korzyści. Jesteś silna, wiecznie młoda, jeśli chcesz nie musisz krzywdzić ludzi i możesz im także pomagać. 
- Przepraszam- mruknęła Katherine.
- Co?!- myślałam, że się przesłyszałam. Katherine Pierce przeprasza. I to na dodatek mnie!
- Przepraszam- powiedziała głośniej- Przepraszam za to, że cię zabiłam.
- Nie wierzę- powiedziałam bardziej do siebie niż do niej- Katherine Pierce mnie przeprasza. Katherine Pierce w ogóle przeprasza. Marcel zrobił ci tam pranie mózgu?
Katherine cicho się zaśmiała.
- Ludzie się zmieniają Caroline. A ja zrozumiałam, że nie muszę być zimną suką- przyznała- Chcę być miła i dobra. Taka jak ty- powiedziała.
- Tak jak ja?- zapytałam ze zdziwieniem.
- Tak taka jak. Na początku nie wiedziałam dlaczego tak wszyscy do ciebie lgną, ale teraz już rozumiem. Jesteś miła, dobra, przyjacielska, silna jak na młodego wampira. Miałam nadzieję, że sie kiedyś zaprzyjaźnimy- powiedziała szczerze.
- Ja też chciałam się z tobą zaprzyjaźnić. Nie chcę mieć w tobie wroga Katherine- oświadczyłam także szczerze. Przecież nawet ktoś taki jak Katherine zasługuje na przyjaźń. Przecież nie urodziła się zła. To życie ja taką zrobiło. Rodzice wygnali ją z domu gdy miała siedemnaście lat, a przed tym jeszcze odebrali jej córkę. Później jako sobowtór miała zginąć w rytuale Klausa, ale w porę się skapnęła o co chodzi, więc uciekła. Nie udało jej się uciec, więc zabiła się- tym samym stając się wampirem. Przez pięćset lat jej życia Klaus ją ścigał. Na pewno nigdy nie chciała być zła. Po prostu musiała być zła, aby przetrwać...
- To co? Spróbujemy się zaprzyjaźnić?- spytała nieśmiało.
- Tak- oznajmiłam i uśmiechnęłam się szeroko, a Katherine odwzajemniła uśmiech...