środa, 16 kwietnia 2014

Rozdział 13

Wtuliłam się jeszcze bardziej w poduszkę. Była to naprawdę miękka, miła w dotyku, wygodna, pięknie pachnąca poduszka. Usłyszałam cichy śmiech. Zignorowałam to. Pewnie Klaus naśmiewa się ze mnie i z moich pięknych min, kiedy śpię. Wtuliłam się w poduszkę jeszcze bardziej, tym samym słysząc coraz to głośniejszy chichot pierwotnego. Miałam to gdzieś. Chciałam się wyspać. Nic więcej mnie w tej chwili nie obchodziło. Nie interesował mnie Klaus, wiedźmy, Marcel i cała reszta. Najważniejsze było to, żeby mieć cały czas zamknięte oczy i nie wracać do rzeczywistości.
- Kochana nie żeby mi przeszkadzało, to, że za każdym razem wtulasz się we mnie jeszcze bardziej, ale musimy już wstawać, jeśli chcesz zobaczyć wszystko co mam zamiar ci pokazać- usłyszałam. Zaraz! Co?! Wtulasz się we mnie?! O co mu chodzi? Otworzyłam oczy i dopiero teraz zdałam sobie sprawę co miał na myśli hybryda. Okazało się, że moją bardzo wygodną poduszką był tors pierwotnego. Spojrzałam na niego. Był uśmiechnięty. Szczerze jeszcze nigdy nie widziałam go tak wesołego. Powoli zaczęłam podnosić się do pozycji siedzącej. Gdy oparłam się o łóżko, przeciagnełam rękami. Zawsze tak robię, gdy wstaję. Przyzwyczajenie. Ponownie mój wzrok skierował się w stronę Klausa. Patrzył na mnie. Uśmiechnęłam się lekko. Po chwili wstał z łóżka i podszedł do walizki. Wziął jakieś rzeczy i skierował się do łazienki. 
- Idę wziąć prysznic- oznajmił- Oczywiście jesteś mile widziana- dodał i z chytrym uśmieszkiem wszedł do łazienki. Dupek! Nagle zaczęłam odczuwać głód. Nie dobrze... To było najgorsze w byciu wampirem. Odczuwasz cholerny głód, podczas, którego masz ochotę rozszarpać gardło każdemu człowiekowi. Nauczyłam się nad nim panować, ale tylko po części. Nigdy nie da się zapanować nad nim w całości. Zwalczam go pijąc krew z woreczka, zamiast krew z żyły. Tym samym nie krzywdzę ludzi. Sama byłam krzywdzona przez wampira, jak jeszcze byłam człowiekiem. Ale to opowieść na inny dzień. Nawet nie wiem, kiedy ze zdenerwowania zaczęłam przygryzać dolną wargę. Zauważyłam to dopiero, gdy posaczyła się z niej niewielka ilość krwi. To wcale nie pomagało w powstrzymaniu głodu. 
- Krew jest w lodówce- usłyszałam głos hybrydy. Odwróciłam głowę w jego strone. 
- Poczekaj, ale skąd...- zaczełam.
- Skąd jest krew czy skąd wiedziałem, że jesteś głodna?- zapytał.

"Inaczej się wtedy zachowujesz i przygryzasz wargę"
- Oba- powiedziałam szybko.
- Krew jest ze szpitala. Kiedy wczoraj się kąpałaś, poszedłem po nią. A to, ze jesteś głodna mozna łatwo zauważyć. Inaczej sie wtedy zachowujesz i przygryzasz wargę.
- Dziękuje- mruknełam i poszłam do kuchni po woreczek życiodajnego płynu. Wyjełam z lodówki dwie porcje. Znikły w mgnieniu oka. Gdy głód zanikł wparowałam do łazienki. Po jakiś trzydziestu minutach byłam juz gotowa do zwiedzania Londynu. Wyszliśmy z hotelu. Okazało się, ze Davina zostaje w pokoju, ponieważ ma zamiar spróbować skontaktować się z Ness. Chodziliśmy po pięknych ulicach Londynu. Tu było naprawde pięknie. Jak uda nam się zabić Marcela i będę wolna, to tu wrócę. Tak, napewno tu wrócę. Jak się okazało Klaus był świetnym przewodnikiem. Przy prawie każdym miejscu opowiadał mi historie, o których zwykli przewodnicy, nawet nie mająją pojęcia. Aktualnie siedzieliśmy w kawiarnii, piliśmy kawę i rozmawialiśmy o wszytskim, co tylko nam przyszło do głowy. Szczerze to nigdy nie pomyślałabym, że mogę się tak świetnie bawić w towarzystwie pierwotnego. Nasza rozmowę przerwał telefon Klausa. Odebrał, ale po chwili odłożył słuchawkę od ucha i skierował w moją stronę.
- Do ciebie- powiedział, a ja zdziwiona złapałam za słuchawkę. 
- Halo?- zapytałam niepewnie.
- Siema Blondie! Jak tam w Londynie?- usłyszłam głos, który dobrze znałam.
- Damon- przywitałam się radosnie. W tym samym czasie wyszliśmy z Klausem z kawiarnii i pierwotny postanowił zostawić mnie samą, bym mogła swobodnie pogadac z Damonem. Domyslałam się, że on w tym czasie pójdzie się pożywić. 
- Haloo... Blondie jesteś tam?- zapytał Damon.
- Tak, jestem. Trochę się zamysliłam- odpowiedziałam.
- A o czym, a raczej o kim ty tak intensywnie myślisz? Czyzby nasza ukochana hybryda tak bardzo namieszała ci w głowie?
- Damon... Zamknij się lepiej- zaśmialam sie. 
- Oj dobra Blondie. Już przestaje- poinformował mnie.
- Bardzo dobrze. A jak tam u ciebie? Jak tam Elijah i Katherine?- zapytałam zainteresowana. 
- U mnie jak zawsze. Spanie, picie krwi, picie alkoholu, kłótnie z Katherine. Choć teraz jest ich coraz mniej. I to jest bardzo nie w porzadku. U Elijah też po staremu. Cały czas chodzi w garniturze. Ale powiec ty mi, po co chodzić w normalny dzień w garniturze? Rozumiem moze uważa ze wyglada w nim bardziej męsko, ale nadal nie widze w tym sensu. A u Katherine... Zaraz, co cie interesuje Katherine. A no tak! Zapomniałem. Nasz sobowtór cos mi tam mówił, ze się zaczęłyście przyjaźnić. Wiec u naszego sobowtorka takze wszytsko po staremu. Jest jej troche nudno, bo i ty i Davina wyjechałyście i nie ma z kim pogadac, bo oczywiscie ze mna sie tylko kłóci, a Elijah praktycznie nie ma w domu. I wiesz co? Ostatnio twój ukochany wampirek pytał o ciebie. Jak mu tam było? A no tak, Marcel. Pytał sie gdzie aktualnie jestescie i takie tam, ale ja mu nic nie powiedziałem zeby nie było- wyjaśnił mi Damon.
- A i nie uwierzysz kto sie do mnie odezwał- dodał po chwili.
- No dawaj kto?- zapytałam rozbawiona. Nigdy jeszcze tak z nim nie rozmawiałam przez telefon.
- Mój kochany braciszek. Stefan- poinformował mnie.
- Stefan? Serio?- zapytałam zdziwiona. Z tego co słyszałam, to Damon nie miał z nim przez ostatni czas kontaktu.
- Tak. Zadzwonił do mnie i opowiedział mi jak to jest podróżowac po świecie ze swoją miłościa życia i takie tam, ale ja ci nie bede tego opowiadać, bo ty sama wiesz jak to jest- zaczał.
- Damon! Zamknij sie!- zaśmiałam się. On sobie nigdy nie odpuści. 
- Dobra Blondie juz jestem cicho- zaśmiał się. 
- Dobra Caroline ja musze już kończyć bo Katherine coś wrzeszczy i zaraz rozniesie dom, a tego bym nie chciał, bo Klaus własnoręcznie by mnie zabił. Miłego czasu spędzonego z naszym kochanym pierwotnym- zaśmial się ponownie Damon.
- Dobra. Cześć Damon- pozegnalam się i rozłączyłam. Teraz miałam dość duży problem. Musiałam znaleźć pierwotnego. Wytęzyłam swój wampirzy słuch i usłyszłam cichy pisk. Ruszyłam w tą stronę. Po chwili byłam na miejscu i zastałam Klausa karmiącego się na jakiejś dziewczynie. Wiedziałam, że jak zaraz nie zareaguje to ona zginie. W wampirzym tempie podbiegłam do nich i odepchnełam pierwotnego od dziewczyny. 
- Co do...- zaczął gniewnie, ale kiedy mnie zobaczył, złość go opuściła.
- Caroline, co tu robisz? Czyżbysz chciała się do mnie przyłączyć- zapytał rozbawiony. Prawie zabił niewinnego człowieka, a on się śmieje. A no tak... To jest wielki Klaus Mikaelson. Dla niego jeden człowiek w tą czy w tą... Co za różnica... Przecież to tylko pożywienie. Nic znacząca rzecz. 
- Prawie ją zabiłeś?!- wybuchłam- A ty sie śmiejesz?! Tak to jest naprawdę zabawne Klaus!
- Caroline. Taka jest nasza natuta. Musimy zabijać ludzi, aby miec pożywienie- wyjasnił.
- Wcale nie! Mozemy się na nich żywić, mozemy też żywić sie krwią z torebki i krwią zwierzecą, ale nikt ci nie każe zabijać!- krzyczałam. 
- Caroline...- zaczął.
"Zapomnisz o wszystkim, co się tutaj wydarzyło"
- Nie! Ten temat jest już skończony- powiedziałam głosem niecierpiącym sprzeciwu. Podeszłam do ledwo żywej, przerażonej dziewczyny i wgryzłam się w swój nadgarstek, tym samym powodując, że poleciała z niego krew. Podłożyłam go dziewczynie do ust, tak, ze byłam pewna, że krew wleje jej się do gardła. Krew wampira leczy ludzi. Gdy wszytskie rany na jej ciele znikneły, podeszłam jeszcze blizej niej i ją zahipnotyzowałam.
- Zapomnisz o wszytskim co sie tutaj wydarzyło. Wrócisz szybko do domu i na następny raz nie będziesz chodziła po takich uliczkach- powiedziałam, a dziewczyna ruszyła do domu. Odwrociłam się w stronę Klausa, który cały czas stał za mną i przyglądał się całej tej scenie. Szybko ruszyłam przed siebie, tym samym mijając go bez słowa. Klaus jak na zawołanie pobiegl za mną. Już po chwili szliśmy obok siebie. 
- Caroline... Nie bądź zła. Trochę mnie poniosło- powiedział pierwotny.
- Trochę?! O mało jej nie zabileś?!- chciałam wrzasnąć najgłośniej jak tylko potrafiłam, ale wiedziałam, że nie mogę.
"Nie bądź zła. Trochę mnie poniosło" 
Było tu za dużo ludzi.
- Kochana w porównaniu do ciebie mi nie zależy na ludzkim życiu, więc dla mnie jedna ludzka śmierc nic nie znaczy- oznajmił.
- Ale dla mnie tak. Proszę cię obiecaj mi, że dopóki spędzam z tobą czas nie zabijesz żadnego niewinnego człowieka- poprosiłam.
- Caroline...- zaczał pierowtny.
- Klaus obiecaj mi to- złapałam jego dłonie w swoje i spojrzałam w jego oczy.
- Dobrze- mruknał. Nie wierzyłam. Klaus Mikaelson obiecaj mi że nie bedzie krzywdził ludzi, dopóki spędzam z nim czas. Z radości mocno go prztuliłam. Klaus po chwili odwzajemnił uścisk. Gdy oderwaliśmy się od siebie pierwotny był uśmiechnęiety.
- Czyli, że już nie jesteś zła?- zapytał niepewnie hybryda.
- Nie- odpowiedziałam wesoła. Dopiero teraz zauważyłam, że powili się ściemniło. Klaus chyba też to zauważył po złapał mnie za rękę i zacząłl gdzieś prowadzić. 
- Gdzie idziemy?- zapytałam.
- Kochana nie można być w Londynie i nie pójść na London Eye- powiedział. Uśmiechnełam się jeszcze bardziej na te słowa. Od dziecka marzyłam żeby kiedykolwiek pójść na London Eye. Wyobrażałam sobie jaki jest piękny widok. Po chwili byliśmy już na miejscu. Weszlismy do komory, w której nikogo nie było. Po chwili koło zaczeło kierowac się w górę. Podeszłam blizej szyby by podziwiać piękne widoki. Opowieści o wspaniałych widokach wcale nie były bujdą. Tu było po prostu cudownie.
- Caroline mogę cię o coś spytać?- zapytał niepewnie pierwotny.
- Jasne- odpowiedziałam wciąż zafascynowana widokami. 
- Dlaczego tak bardzo nie cierpisz krzywdzić ludzi?- zapytał.
- Bo po prstu nie lubie- odpowiedziałam, próbując wymigać się od prawdziwej odpowiedzi. 
- Nic nie dzieje się bez przyczyny Caroline- stwierdził.
- Wiem jak to jest być krzywdzonym- odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Co?- zapytał zdziwiony pierwotny.
- Jak jeszcze byłam człowiekiem byłam wykorzystywana i manipulowana przez wampira- oznajmiłam.
- Przez jakiego wampira Caroline?- zapytał groźnym głosem.
- To nie jest ważne- mruknęłam szybko.
- Jak nie jest ważne? Caroline czy ty siebie słyszysz?
- Powiem ci kto to był pod jednym warunkiem- powiedziałam.
- Jakim?
- Obiecasz, że nie skrzywdzisz tego wampira. 
- Kochana nie mogę ci tego obiecać. Ten ktos powinien ponieść karę za to co ci zrobił.
- Albo mi to obiecasz, albo mozesz sobie tylko pomażyć o tym, że ci powiem.
- Dobrze obiecuję.
- Dobrze. Więc... To był Damon.
- Damon Salvatore?!
- Tak.
- Przykro mi Caroline, ale nie będę w stanie dotrzymać danej ci obietnicy- powiedział wściekły. Spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem. Wiedziałam, że jeśli zaraz nie załagodze jakoś sytuacji, mój przyjaciel ma ostro przejebane...



piątek, 4 kwietnia 2014

Rozdział 12

*Oczami Caroline*
Weszłam do sypialni mojej i Klausa. Gdy przekroczyłam próg pomieszczenia, ujrzałam pierwotnego pakującego walizkę. Za jakieś trzy godziny miałam wylecieć do Londynu. Z Klausem. W innych okolicznościach nie miałabym nic przeciwko, ale on mi wyznał miłość! Z jednej strony nie powinnam być zdziwiona tym wyznaniem, ponieważ przeczytałam w jego pamiętniku, że darzy mnie tym uczuciem, ale z drugiej strony... Między słowami pisanymi na kartce, a słowami wypowiedzianymi prosto w oczy jest duża różnica. Najgorsze było jednak to, że moje uczucia względem hybrydą są zmienne. Czasami go nienawidzę, ale częściej zdaje mi się przyłapać siebie na szukaniu w Klausie dobra. Chciałabym go usprawiedliwić z tych wszystkich okropnych rzeczy, które zrobił. Tylko nie mam najmniejszego pojęcia dlaczego? Moze dlatego, że czuję do niego to samo co on do mnie? Caroline poczekaj... Czy ty właśnie przyznałaś przed samą sobą, że kochasz Klausa? Nie... Na pewno nie... Pewnie potrzebuję krwi i moja głowa płata mi figle... A co jeśli nie? Co jeśli ty naprawdę go kochasz Caroline? Stałam tak, patrząc na pierwotnego pakującego walizki, a jednocześnie gryząc się ze swoimi myślami. Hybryda chyba wyczuł moją obecność i odwrócił się do mnie z uśmiechem na twarzy.
-Gotowa?- spytał cały czas mi się przyglądajac. Spojrzałam na jego twarz. Chyba dopiero zdałam sobie sprawę jaki Klaus jest przystojny. Znaczy od zawsze wiedziałam, ze jest seksowny... Nawet bardzo... Ale chyba dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo on jest przystojny. 
- Tak- wydukałam, patrząc w jego oczy. Znów pogrążyłam się w myślach, dotyczących moich uczuć względem pierwotnego. 
- Coś się stało?- zapytał zaniepokojony. Troska u Klausa? Rzadko spotykana, ale... To uczucie, które czuję, gdy hybryda się o mnie troszczy lub boi jest nie do opisania. 
- Co? Nie. Dlaczego miałoby się coś stać?- nie potrafiłam poprawnie złożyć zdania. Caroline, co się z tobą dzieje? Nigdy się tak nie zachowywałam. Chyba, że byłam zakochana... Zaraz Caroline. Czy ty znowu przyznałaś, że kochasz tego psychopatę? Tym razem to nie może być przypadek! Nie, po prostu skojarzyłam sobie mój stan, z moim zachowaniem, kiedy byłam zakochana w Tylerze. Ja na pewno nie kocham Klausa. Prawda, Caroline? Nie kochasz go? No błagam cię! Przez cały czas powtarzałeś mi, że nic do niego nie czuję. A teraz? Zamilkłeś? Gdyby ktoś, słyszał moją "wymianę zdań" między myślami, pewnie uznałby mnie za chorą psychicznie. Nie dziwiłabym się tej osobie. W końcu kłócę się ze swoich głosem rozsądku o to, że nie kocham pierwotnej hybrydy, o imieniu Klaus.
- Jesteś taka nieobecna- powiedział i skupił wzrok na mojej twarzy. Cały czas byłam pogrążoną w "kłótni" między- jak się nie dawno dowiedziałam, głosem rozsądku, a głosem serca.
- Halo- Klaus zaczął machać rękami przed moimi oczami. Kiedy on znalazł się tak blisko mnie?- Ziemia do Caroline...- Odtrąciłam swoje myśli na bok. Hybryda stała przede mną i patrzyła na mnie czułym wzrokiem, oczekując odpowiedzi. Tylko o czym on gadał?
- Co?- zapytałam.
- Właśnie o tym mówię- powiedział i pokazał na mnie ręką- Jesteś bardzo zamyślona, nieobecna. Czy coś się stało, Caroline?
- Tak. To znaczy nie!- nie potrafiłam wybrać. Z jednej strony nic poważnego się nie stało, ale z drugiej... Uświadomiłam sobie, że kocham Klausa! To jest coś ważnego. Tylko czy mu o tym powiedzieć?
- Zdecydowałaś się już?- spytał rozbawiony pierwotny.
- Tak- powiedziałam stanowczo. Postanowiłam. Jebać głos rozsądku, który karze mi siedzieć cicho. Powiem Klausowi co do niego czuję. Teraz. W tej chwili. Wciągnęłam głęboko powietrze. 
- Klaus ja ci muszę coś powiedzieć- zaczęłam.
- Słucham- powiedział.
- Twoje wyznanie. Tam nad wodospadem- Klaus spojrzał na mnie zaciekawiony- Dało mi dużo do myślenia. Po tym co mi powiedziałeś, doszłam do jednego wniosku.
- Jakiego?- spytała nieśmiało hybryda.
- Kocham Cię Klaus- oznajmiłam. 
- Co?- spytał bardzo zdziwiony pierwotny.
- Kocham Cię! Zawsze cię kochałam, ale dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę! Nie wiem czy to co czuję jest dobre czy złe, ale mam to gdzieś! Kocham cie i wreszcie to zrozumiałam- chciałam coś jeszcze powiedzieć, ale hybryda przerwała mi moją wypowiedź pocałunkiem. W chwili kiedy jego wargi musnęły moje, poczułam dziwne uczucie przechodzące przez całe moje ciało. Od razu pogłębiłam pocałunek. Pierwotny całował cudownie. W końcu czego innego można było się spodziewać po tysiącletnim doświadczeniu? Zarzuciłam moje ręce na jego szyję, tym samym przyciagając go bliżej siebie. Dłonie Klausa badały moje plecy, włosy. Po chwili pierwotny przerwał pocałunek. Spojrzał mi w oczy, pogładził po policzku i uśmiechnął się szeroko.
- Nawet nie wiesz ile razy o tym marzyłem- wyznał i znów mnie pocałował. Złapał mnie w talii, przyciagając tak blisko siebie, jak tylko się dało. Chciałam żeby ta chwila trwała wiecznie. W wampirzym tempie znalazliśmy się na łóżku. Klaus delikatnie mnie na nim położyć, ciągle całując. Oparł się łokciami na łóżku, tak żeby mnie nie przygnieść swoim ciałem. Jego starania wyszły na marne. Po chwili złapałam do za kark przyciagając do siebie. Klaus oderwał się od moich ust i zaczął całować moją szyję. W nadnaturalnym tempie zmieniłam nasze pozycje, tak, że teraz ja siedziałam na pierwotnym. 
- I co teraz ze mną zrobisz, panno Forbes?- zapytał śmiejąc się. 
- Domyśl się- powiedziałam składając na jego ustach delikatny pocałunek. Hybryda uśmiechnęła się szeroko i przyciągnęła mnie do siebie. Zaczął mnie zachłannie całować. Odwzajemniłam każdy pocałunek...
- Proszę zapiąć pasy. Zaraz lądujemy- usłyszałam głośny głos. Otworzyłam szeroko oczy. Znajdowałam się w samolocie. Czyli to wszystko mi się śniło? Caroline?! Jak mogłaś śnić o Klausie i sobie w takiej sytuacji. Właśnie Klaus. Odwróciłam swoją głowę w bok. Pierwotny siedział obok mnie i coś rysował. 
- Obudziłaś się- stwierdził, nie odrywając się od szkicowania.
- Ile spałam?- spytałam.
- Praktycznie cały lot- oznajmił. Co? Przez prawie trzy godziny śniłam o Klausie?
- Zapnij pasy, Caroline- powiedział z uśmiechem na twarzy. Przekręciłam tylko teatralnie oczami. Po jakiś dziesięciu minutach, siedziałam z Daviną na lotnisku i czekałyśmy na to aż Klaus wypożyczy jakiś samochód.
- Jak długo znasz Ness?- zaczęłam rozmowę.
- Z jakieś dwa lata- oznajmiła- Teraz moje pytanie.
- Słucham cię.
- Jak długo znasz Klausa. 
- Z jakiś rok na pewno będzie- powiedziałam. 
Po chwili przyszedł Klaus, wziął nasze walizki i zaprowadził do auta. Było to czarne auto. I z pewnością drogie auto...
- Klaus zapłaciłeś za to?- zapytałam. Pierwotny uśmiechnął się szeroko.
- Oczywiście, że nie kochana. W końcu od czego jest siła perswazji- powiedział z udawaną dumą. 
Davina usiadła z tyłu, ja na przodzie, a Klaus od strony kierowcy. Droga minęła nam w ciszy. Postanowiliśmy zatrzymać się w hotelu, ponieważ Ness mieszka w jakiejś wiosce oddalonej od Londynu jakieś kilkadziesiat kilometrów. Klaus postanowił, że zatrzymamy się w jego ulubionym hotelu. Budynek był wielki i piękny. Okna w pokojach były duże, i przy każdym pomieszczeniu był balkon pełny pięknych, kolorowych kwiatów. Gdy weszliśmy do budynku Klaus skierował się w stronę recepcji. Oczywiście, jak można by się tego spodziewać zahipnotyzował recepcjonistkę i wziął największe apartamenty. Davina miała swój, a ja i Klaus mieliśmy wspólny. To oznacza spanie z pierwotnym w jednym łóżku. Niedobrze. Po tym co mi się dzisiaj śniło, boję się przesiadywać z nim w jednym pomieszczeniu, a co dopiero spać w jednym łóżku. Nie boję się Klausa. Boję się siebie i tego co mój mózg może wymyślić tym razem. Ruszyliśmy w stronę pokoi. Gdy weszłam do środka, wstrzymałam powietrze. Tu było pięknie. Po przekroczeniu progu widać było duży salon. Po prawej stronie była kuchnia, a po lewej sypialnia i łazienka. Oczywiście wszystko było ogromnych rozmiarów. Postawiłam swoją walizkę i ruszyłam na balkon. Widok byl olśniewający. Widać było cały Londyn. 
- Podoba ci się?- spytał Klaus, cały czas uważnie mnie obserwując.
- Tu jest pięknie- powiedziałam bez zastanowienia. 
- Dlatego to właśnie jest mój ulubiony pokój, w tym hotelu- oznajmił i stanął tuż obok mnie.
- Ile razy byłeś w Londynie?- zapytałam, spoglądając na hybrydę.
- Dużo- powiedział- Czasami w interesach, a czasami po prostu aby zwiedzić Londyn.
- Fajnie jest tak podróżować po świecie- stwierdziłam.
- Wiesz... Moja propozycja z balu jest nadal aktualna- oznajmił. 
Ach tak. Pamiętny bal u pierwotnych, na który zaprosił mnie Klaus i, na którym zaoferował, że zabierze mnie gdziekolwiek chce. Zaraz jakie on wtedy miasta wymienił, jako przykład? A tak... Rzym, Paryż, Tokio... Nigdy tego nikomu nie przyznałam, ale bardzo dobrze bawiłam się na tym balu, który praktycznie cały spędziłam z hybrydą. 
- Powinniśmy odpocząć. Jutro czeka nas długie zwiedzanie miasta- poinformował mnie..
- Zaraz... Co? Będziemy zwiedzać miasto?- zapytałam zaskoczona.
- Oczywiście, że tak. Nigdy bym sobie nie darował, gdybym cię nie oprowadził po tym pięknym miejscu- wskazał ręką na miasto. Uśmiechnęłam się do niego. Kiedy weszłam z powrotem do pokoju, od razu dopadłam walizki, wyjęłam z niej kosmetyczkę, pidżamę i ruszyłam w stronę łazienki. Po jakiś czterdziestu minutach wyszłam z łazienki i rzuciłam się na łóżko. Gdy Klaus zauważył, że wyszłam z łazienki, wziął potrzebne mu rzeczy z walizki i wszedł do pomieszczenia, z którego ja przed chwilą wyszłam. Gdy pierwotny wyszedł z łazienki położył się obok mnie. Chwilę na niego patrzyłam. 
- Co dzisiaj rysowałeś w samolocie?- zapytałam. Klaus przekręcił się na bok, tak, że teraz patrzył mi prosto w oczy. 
- Ciebie- odpowiedział na moje pytanie.
- Mnie?- spytałam.
- Tak ciebie- powiedział z uśmiechem na twarzy- Kiedy spałaś.
- Kiedy spałam?! Gorszego momentu nie mogłeś wybrać. Pewnie się wierciłam, miałam dziwne miny...- Klaus zaczął się śmiać.
- Wcale nie... Wyglądałaś pięknie- oznajmił i włożył mi kosmyk moich blond loków za ucho.
- Na pewno- śmiałam się- Ściemniasz. 
- Caroline nie ściemniam- zaczął się śmiać razem ze mną.
- Dobra ja Idę spać- oznajmiłam i zgasiłam lampkę, która stała na szafce obok mojego łóżka. 
- Dobranoc Klaus- powiedziałam.
- Dobranoc Caroline- odpowiedział Klaus.
Zamknęłam oczy i czekałam na sen. O dziwo, zaszczycił mnie dzisiaj wyjątkowo szybko. Wtulona w miękką poduszkę odpłynęłam do krainy snów. 




niedziela, 30 marca 2014

#Niespodzianka!

Tak jak jest napisane w tytule mam dla was niespodziankę.
A mianowicie nowy bloga.
Opowiada on o historii bliźniaczek, które są córkami Klausa i Caroline.
Prowadze go wraz z dwoma przyjaciółkami.
Mam nadzieję, że przeczytacie pierwszy rozdział i jeśli wam sie spodoba i będziecie mieli ochotę to będziecie go czytac dalej.
Więc zapraszm na Eyes don't lie!
Pozdrawiam K.

poniedziałek, 24 marca 2014

Rozdział 11

*Oczami Klausa*
- To co Marcel pozwolisz mi pokazać Caroline świat?- zapytałem.
- Klaus posłuchaj...- zaczął.
- Tak, tak wiem. Zasady na to nie pozwalają i takie tam- przedrzeźniałem go.
- Czyli rozumiesz?- zapytał niepewnie.
- Nie. To ty nie rozumiesz! Jestem pierwotna hybrydą i przyszedłem Ci tylko oznajmić, że mam gdzieś twoje zdanie i że jadę z Caroline zwiedzać świat- oznajmiłem.
- Niklaus... Spokojnie- zaczął, jak zwykle mój opanowany starszy braciszek- Marcel Caroline zasługuje na więcej niż siedzenie w naszej posiadłości. Niklaus chce jej pokazać świat. Na dodatek masz pewność, że Niklaus wróci tu. Będziesz miał także spokój od kłótni, bijatyk i takich tam- powiedział. Spojrzałem na Marcela. Siedział na krześle na przeciwko mnie i rozważał propozycję Elijah.
- Zgoda- powiedział. Mimowolnie się uśmiechnąłem. Znowu dostałem to co chce. 
- Więc Marcel my już pójdziemy- powiedział Elijah. Po chwili byliśmy już na zewnątrz. Elijah poszedł do domu, a ja postanowiłem zawitać do baru, gdzie pewnie aktualnie przesiadywał Damon i poinformować go, że jego plan wypalił. Gdy wszedłem do baru zobaczyłem przy ladzie śmiejących się Damona i Davine. Podszedłem do nich i usiadłem na krześle obok młodej czarownicy.
- I jak?- zapytała.
- Radzę Ci się nie upić, bo musisz jeszcze spakować walizki- powiedziałem.
- Mówiłem, że się uda- odparł Damon.
- Miałeś dobry plan- oznajmiłem. Na twarz wampira wskoczyło zaskoczenie- Mam tylko jedno pytanie.
- Jakie?- zapytał nadal zdziwiony brunet.
- Jak ty wytrzymasz z Kateriną w jednym domu?- spytałem. Damon głośno się zaśmiał.
- Też się nad tym zastanawiam Klaus- odpowiedział- Na szczęście znalazłem miejsce, w którym mogę przesiadywać- machnął ręko dookoła na znak, że chodziło mu o ten bar.
- Masz szczęście- przyznałem.
- Wiem- powiedział.
- Dobra trzeba się zbierać- poinformowałem ich. Damon zapłacił za alkohol, który wypił i wszyscy wyszliśmy z baru. Po jakiś piętnastu minutach byliśmy w domu. Gdy wszedłem do środka zobaczyłem śmiejących się Caroline, Katerinę i Elijah.
- Co was tak bawi?- spytał Damon.
- Nic szczególnego- odpowiedziała brunetka. 
- Mam nadzieję, że Elijah powiedział wam, że Marcel zgodził się na naszą podróż- mruknąłem.
- Właśnie- powiedziała Caroline- Musze się spakować- oznajmiła po czym ruszyła do pokoju. Elijah i Katerina postanowili wyjść na spacer, a Damon i Davina jeszcze trochę popić. Postanowiłem sprawdzić czy Caroline czegoś nie potrzebuje. Gdy wszedłem do sypialni zobaczyłem blondynkę przeszukującą szafę.
- Potrzebujesz czegoś kochana- spytałem. 
- Nie mów do mnie kochana- powiedziała.
- Nie obrażaj się kochana- drażniłem się z nią. Caroline przekręciła teatralnie oczami i wróciła do przeszukiwania szafy. Gdy coś znalazła rzucała na łóżko. 
- Chyba musimy iść na zakupy- zauważyłem.
- Dlaczego?- spytała.
- Jedziemy do Londynu. Tam przeważnie pada i jest zimno, a ty masz tylko letnie ciuchy- powiedziałem.
- Masz rację- powiedziała- To kiedy idziemy na te zakupy?
- Teraz- powiedziałem- Za pięć minut na dole- dodałem i wyszedłem z pokoju.
Po pięciu minutach Caroline czekała na dole. Wyszliśmy z posiadłości niezauważeni przez Damona i Davine. Wsiedliśmy do samochodu i po jakiś piętnastu minutach byliśmy w centrum handlowym. Gdy skończyliśmy zakupy postanowiliśmy przejść się na spacer. Szliśmy w ciszy. Milczenie przerwała Caroline. 
- Myślisz, że się uda?- spytała.
- Co się uda?- zapytałem.
- No czy uda nam się zabić Marcela?
- Myślę, że jeśli te cztery czarownice zgodzą się nam pomóc to się uda.
- A co jeśli się nie zgodzą?
- To wtedy znajdziemy inny sposób.
- A jak nie?
- Caroline posłuchaj mnie- złapałem jej dłonie w swoje i spojrzałem w jej piękne oczy- Zrobię wszytko, aby zabić Marcela. Zrozumiałaś?
- Tak- wyszeptała i spuściła wzrok. 
- Chodź pokaże ci moje ulubione miejsce- powiedziałem. Puściłem jedną rękę Caroline, ale drugą cały czas trzymałem w swojej dłoni. Szliśmy tak przez całą drogę. Gdy doszliśmy na miejsce przed naszymi oczami zobaczyliśmy piękny wodospad i łąkę pełną kwiatów. Caroline stała w miejscu i z uśmiechem na twarzy oglądała to miejsce.
- Podoba ci się? - zapytałem.
- Tu jest pięknie- powiedziała. Usiedliśmy na ziemi i patrzyliśmy na wodospad. 
- Skąd znasz Marcela?- zapytała Caroline.
- To długa historia- próbowałem się wymigać od odpowiedzi.
- Lubię długie historie- nie dawała za wygraną.
- Nie odpuścisz?
- Nie- powiedziała z uśmiechem na twarzy.
- Więc... Nie wiem od czego zacząć- powiedziałem.
- Może od początku- oznajmiła blondynka.
- Spotkałem Marcela kiedy miał góra dwanaście lat. Był bity przez sługę swojego ojca. Zauważyłem w nim siebie. Siebie, kiedy Mikael- mój ojciec mnie bił. Zabiłem sługę, a Marcela zabrałem do siebie. Wychowywałem go wraz z rodzeństwem. Uczyłem walczyć. Kochałem go jak syna- opowiadałem, ale Caroline mi przerwała.
- To po co opuszczałeś Nowy Orlean?
- Myślisz, że chciałem stąd wyjeżdżać? Nigdy nie chciałem opuszczać tego miejsca, ale musiałem. Mikael nas znalazł. Spalił cały Nowy Orlean. Mi, Elijah i naszej siostrze udało się uciec, ale myśleliśmy, że Marcelowi się nie udało. Przez te wszystkie lata żyłem w przekonaniu, że nie żyje. Kiedy wróciłem do Nowego Orleanu i zobaczyłem, że Marcel żyje pomyślałem, że może wszystko będzie tak jak dawniej, ale się przeliczyłem. Teraz muszę z nim walczyć o władzę i o ciebie- powiedziałem.
- Nie musisz o mnie walczyć- mruknęła.
- Muszę Caroline. Nigdy bym sobie nie darował gdybym o ciebie nie walczył- powiedziałem pewnie.
- Dlaczego? Dlaczego chcesz o mnie walczyć? Dlaczego jeszcze mnie nie oddałeś?- spytała.
- Dobrze wiesz dlaczego- powiedziałem cicho.
- Nie! Nie wiem! Dlaczego?!- krzyczała.
- Bo cię kocham!- krzyknąłem. Caroline zaniemówiła. Otwierała usta, by później po prostu je zamknąć. 
- Co?- wydukała.
- Kocham Cię Caroline Forbes- złapałem jej twarz w dłonie- Kocham Cię jak nikogo innego na świecie. Dlatego nigdy cię nie oddam. Rozumiesz?
- Tak- powiedziała to tak cicho, że normalny człowiek nigdy by tego nie usłyszał. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Nasze twarze minimalnie zaczęły się przybliżać. Po chwili nasze usta dzieliły milimetry.
- Chyba musimy już wracać- wyszeptała Caroline. Przytaknąłem. Wstaliśmy z ziemi i ruszyliśmy w stronę samochodu. Całą drogi odbyliśmy w ciszy. 



poniedziałek, 10 marca 2014

Rozdział 10

*Oczami Caroline*
Powoli otwieram oczy. Nie chcę wracać do rzeczywistości. Do Marcela, Klausa, wszystkich problemów. Ale muszę... Nie tylko żeby sprawdzić czy stan Damona się poprawił, ale dlatego, że jestem Caroline Forbes. Ja nigdy się nie poddaje. Gdy otworzyłam swoje oczy, zobaczyłam młodą, uśmiechniętą blondynkę siedzącą na łóżku. Najwyraźniej zobaczyła, że się obudziłam, bo uśmiechnęła się szerzej i sięgnęła ręką po coś na szafce. Po chwili jej ręka była skierowana w moją stronę, a w niej szklanka z krwią. 
- Jestem Davina- oznajmiła.
- Caroline- przedstawiłam się.
- Wiem- powiedziała, a ja posłałam jej pytające spojrzenie.
- Weź tą krew bo mnie ręka boli- dodała po chwili. 
Cicho się zaśmiałam, podniosłam się do pozycji siedzącej i wzięłam od niej szklankę. 
- Skąd wiesz jak mam na imię?- zapytałam.
- Hmm... Niech pomyślę... Jesteś blond wampirzycą, która zmieniła Klausa Mikaelsona w mniej krwiożerczego potwora, wampirzycą którą Marcel chce dla siebie. Musiałam o ciebie popytać. A że Klaus miał u mnie dług odpowiedział na parę pytań- powiedziała.
- Znasz Klausa?- zapytałam.
- Tak. Wczoraj skręciłam kark Marcelowi i jego wampirom, więc będę tu mieszkać. Dla bezpieczeństwa- wyjaśniła.
- Czyli mam rozumieć, że jesteś...-moją wypowiedź przerwała blondynka.
- Czarownicą. Jedną z najpotężniejszych- powiedziała.
- Pomogę wam zabić Marcela- dodała po chwili ciszy.
- Dlaczego?- zapytałam ciekawa.
- Nie lubię go. Lubię za to Klausa i Elijah, wiec jeśli mogę im pomóc, zrobię to z przyjemnością- oznajmiła.
- Wydaje mi się, że ty trochę o mnie wiesz, ale ja nic nie wiem o tobie. Opowiedz mi- poprosiłam.
- To opowieść na inny dzień- powiedziała- A tak w ogóle to Damon się obudził. 
- Co?- zapytałam.
- Obudził się. Kilka moich ziółek i szybciej wyzdrowiał- powiedziała.
- Dziękuje. To ja może do niego pójdę- powiedziałam i wstałam z łóżka. Dopiero teraz zauważyłam że mam na sobie wczorajsze ubranie.
- Ale najpierw pójdę się przebrać- oznajmiłam, a Davina się zaśmiała i wyszła z pokoju. Wzięłam w ręce jakiś T-shirt, spodenki i sweter od Klausa i poszłam do łazienki. Po jakiś piętnastu minutach byłam przebrana i poszłam do Damona. Siedział na łóżku i pił krew ze szklanki. Gdy mnie zobaczył odstawił krew i uśmiechnął się szeroko.
- Cześć Blondi- przywitał się.
- Cześć Damon- powiedziałam i usiadłam na łóżku obok niego- Jak się czujesz?
- Lepiej. Ta ładna blondynka dała mi coś tam do picia i mi się polepszyło- oznajmił.
- Przepraszam- powiedziałam.
- Za co?- zapytał ze zdziwieniem.
- No gdyby nie ja to byś nie wylądował z kołkiem w brzuchu- mruknęłam.
- Nie pierwszy i nie ostatni raz Blondi. To nie twoja wina- powiedział i uśmiechnął się.
- Co u reszty- spytałam. Damon uniósł pytająco brew- No wiesz Elena, Stefan, Matt, mama...
- Więc gdy nie wróciłaś po dwóch dniach do domu twoja matka wariowała. Później Marcel wysłał te listy z twojego kąta, więc się trochę uspokoiła. Ogółem u niej wszytko dobrze. Elena i Stefan wyruszyli razem w podróż dookoła świata. Matt nadal pracuje w Grillu co mi osobiście bardzo pasuje bo mam zniżkę na Bourbon. Jeremy chodzi do szkoły, ale teraz gdy mnie nie ma to pewnie zrobi sobie labę. A i wrócił twój wilczek. Jak mu tam było?
- Tyler- mruknęłam.
- Właśnie Tyler. Wrócił i wypytywał o ciebie. Chyba chce do ciebie wrócić. Ale ja mu powiedziałem żeby spadaj i już więcej o tobie nie wspominał. Przynajmniej przy mnie- powiedział.
- Powiedziałeś do niego "Spadaj"?- zapytałam.
- No może trochę mniej grzeczniej, ale coś w ten deseń- oznajmił.
Zaśmiałam się. Damon chwilę patrzył na mnie wzrokiem "Co ty robisz?" ale po chwili śmiał się razem ze mną. Nigdy bym nie pomyślała, że mogę się tak świetnie bawić w towarzystwie Damona. Nagle Damon spoważniał. Odwróciłam głowę i zobaczyłam stojącego w drzwiach Klausa.
- Davina ma  pomysł jak zabić Marcela- oznajmił- Czekamy na dole- dodał i wyszedł. 
Co mu się stało? Nadal jest na mnie zły? Damon zaczął powoli podnosić się z łóżka. Posłałam mu pytające spojrzenie.
- Caroline ja też z chęcią poleżał bym jeszcze z tobą w łóżku, ale wilczek Klaus nie będzie czekać wieczność- powiedział uśmiechnięty. Przewróciłam teatralnie oczami i też podniosłam się z łóżka. Po chwili byliśmy w salonie. Byli tam wszyscy. Davina i Katherine, które siedziały na kanapie, Elijah, który przechadzał się nerwowo po pokoju i Klaus, który stał przy barku i popijał whisky. Gdy wyczuł naszą obecność odstawił szklankę i podszedł do kanapy.
- Więc Davino mówiłaś, że masz pomysł jak zabić Marcela- zaczął.
- Tak mam pomysł- oznajmiła.
- Jaki?- spytał Damon. Katherine odwróciła głowę w naszą stronę i była wyraźnie zszokowana kiedy zobaczyła bruneta.
- Damon co tu robisz?- spytała.
- Mógłbym Cię zapytać o to samo- odpowiedział.
- Też miała brać udział w gierce Marcela- oznajmiłam.
- Jej to akurat mi nie szkoda- szepnął mi do ucha.
- Słyszałam!- krzyknęła oburzona Katherine.
- Mamusia cie nie nauczyła, że nie ładnie podsłuchiwać?- spytał zirytowany Damon.
- Nie, nie nauczyła. Mogę wiedzieć, dlaczego mam spędzać z tobą czas w tym domu?- spytała. Już zapomniałam jak oni się kłócą. Uwielbiam to!
- Podziękuj naszej ulubionej hybrydzie- oznajmił Damon.
- Nie ma za co Katerina- zaśmiał się Klaus.
- Dobrze może wrócimy do próby uśmiercenia Marcela?- spytał Elijah. 
- To dobry pomysł- oznajmiłam.
- Więc Davino jaki masz plan?- spytał Klaus.
- Marcel jest silny, ma mnóstwo wampirów po swojej stronie. Jeśli zechce czarownice też przejdą na jego stronę. Więc potrzebujemy czegoś co będzie silniejsze od Marcela i jego armii.
- A co to ma być?- spytała Katherine.
- Katherine tego też cię mama nie nauczyła? Nie można przerywać komuś wypowiedzi- oznajmił Damon. Katherine posłała mu "mordercze" spojrzenie.
- Są to cztery czarownice. Są to najsilniejsze czarownice na świecie- oznajmiła.
- Dlaczego są najsilniejszymi czarownicami?- spytał zaciekawiony Klaus.
- Każda z nich ma moc jednego z żywiołów- wyjaśniła.
- Poczekaj, ale przecież każda czarownica może wyczarować trochę ognia, wody, silniejszy wiatr, potrafi sprawić, że kwiatek zakwitnie- powiedziała Katherine.
- Tak, ale one mają siłę danego żywiołu. Jeśli którejś przypadł ogień, to może nie tylko wzniecić mały ogień jak inne czarownice, ale może podpalić całe państwa, miasta, potrafi chodzić w ogniu, transportować się w nim- oznajmiła.
- Transportować?- spytałam.
- Tak. Przypuśćmy jest w Nowym Orleanie, ale chce być w innym miejscu. Może przenieść się do tego miejsca szybciej niż normalnie. Ale pod jednym warunkiem, ze będzie się przemieszczać w postaci ognia, a co za tym idzie ogień musi przechodzić przez każde miejsce przez które będzie się przemieszczać. Nigdy nie zastanawialiście się skąd są niewyjaśnione pożary. Płonące lasy, tornada, powodzie, trzęsienia Ziemi. To nie natura. To czarownice. Cztery najsilniejsze czarownice!- powiedziała. 
- Czyli mam rozumieć, że chcesz żeby te czarownice nam pomogły?- spytał Damon. Davina przytaknęła głową.
- Skąd pewność, że nam pomogą?- zapytałam.
- Znam je. Osobiście jednej uratowałam życie. Mają u mnie dług- oznajmiła.
- Gdzie się znajdują?- spytał Klaus.
- Wiem na pewno, że Ness mieszka w Londynie, ale gdzie jest pozostała trójka to nie mam pojęcia- powiedziała.
- Ness- to jedna z tych czarownic?- zapytała Katherine.
- Tak. Jej żywioł to woda. Jest jeszcze Rose od ziemi, Katy od powietrza i Alice od ognia- wyjaśniła nam.
- Jak dowiemy się, gdzie znajdują się pozostałe trzy czarownice?- włączył się do rozmowy Elijah.
- Wiem, że Ness ma kontakt z Katy, wiec jak będziemy u niej to się zapytamy. Za to Katy ma podobnież kontakt z Rose, a ona z Alice- oznajmiła.
- Kto ma z tobą jechać?- spytał Elijah.
- Na pewno ty albo Klaus. Choć lepiej byłoby gdyby pojechał Klaus- powiedziała.
- Dlaczego?- spytał Damon.
- Bo jako jedyny z nas wszystkich na pewno wznieci jakąś bójkę z Marcelem- mówi zgodnie z prawdą.
- No to mamy problem- oznajmił Klaus.
- Jaki?- spytałam.
- Nie zostawię Cię tu samej. Nie teraz gdy Marcel chce cię zabrać- wyjaśnił.
- To wymyśl coś- powiedziała Katherine- Jesteś Klaus Mikaelson! Ty zawsze postawisz na swoim! Chcesz zabić Marcela, ale nie chcesz zostawiać Caroline. Pójdź do niego i powiedz mu, że chcesz ja zabrać w podróż dookoła świata lub coś w tym stylu- dodała.
- Marcel nie zgodzi się żebym gdziekolwiek zabierał Caroline- powiedział Klaus.
- Oczywiście, że się zgodzi- oznajmił Damon. Klaus posłał mu pytające spojrzenie- Marcel potrzebuje teraz czasu żeby wymyślić nowy plan. A ty Klaus wcale mu tego nie ułatwiasz. Kiedy powiesz, że wyjeżdżasz uzna to za wspaniały pomysł. Po pierwsze nikt mu nie będzie przeszkadzać w knuciu zabrania Blondi, a po drugie będzie miał pewność, że wrócisz z Caroline z powrotem do Nowego Orleanu...
- Niby jaką ma mieć pewność, że Klaus wróci z Caroline- przerwała Katherine.
- Bo to Caroline! Klaus jej nie zostawi- odpowiedział Damon.
- Ale...- zaczęła Katherine.
- Nie zwracając uwagi na naszego kochanego sobowtóry mam zamiar kontynuować- Katherine posłała mu kolejne "mordercze" spojrzenie, a Damon się uśmiechnął- Kiedy powiesz mu, że masz zamiar zabrać w podróż dookoła świata uzna, że będzie miał mnóstwo czasu na tworzenie i wzmacnianie swojego planu. W rzeczywistości tak nie będzie. Wyruszycie w cztery miejsca, ładnie- zrobił nacisk na słowo "ładnie" i jednocześnie skierował je do Klausa- poprosicie nasze ślicznotki, bo wnioskuje, że są śliczne, aby nam pomogły i wszyscy będą szczęśliwi!
Jak zawsze optymistyczny Damon. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo mi tego brakowało. Optymistycznego Damona, jego sarkazmu, przeważnie nieśmiesznych żartów.
"To, że ty  mnie nie doceniasz, nie znaczy, że inni tego nie robią"
- To jest dobry plan- przyznał Elijah.
- Serio!? Przecież to plan Damona! On nie może być dobry!- krzyknęła Katherine.
- Widzisz Katherine to, że ty mnie nie doceniałaś nie znaczy, że inni tego nie robią - dociął jej brunet. Katherine zrezygnowana opadła na kanapę. 
- No to postanowione- powiedziała Davina- Klaus najlepiej jak pójdziesz do Marcela teraz. Razem z Elijah, żeby w razie jakbyś miał zamiar przywalić Marcelowi powstrzyma cię- oznajmiła.
- Masz racje- przyznał Elijah- Niklaus chodź- powiedział i razem z Klausem wyszli.
- Jestem za tym żeby pójść gdzieś się napić- oznajmił Damon. 
- Nie mogę wychodzić- mruknęłam.
- Ja też- dodała Katherine.
- Ale ja mogę. I chętnie się napije- powiedziała Davina.
- To my żegnamy panie. Tymczasowo oczywiście- te dwa ostatnie słowa skierował do brunetki. Młoda czarownica oznajmiła, że pójdzie po kurtkę i po chwili byli już gotowi do wyjścia. Pożegnali się ze mną i chwile po tym byłam z Katherine sama w domu. Spojrzałam na nią. Wszystkie wspomnienia wróciły.
***
Godziny odwiedzin w szpitalu już się skończyły. Siedziałam na łóżku szpitalnym i rozmyślałam jakim cudem teraz dobrze się czuję. Przecież jeszcze dzień wcześniej byłam bliska śmierci. Jechałam samochodem z moim chłopakiem i jego kolegą. Nagle Tyler, który kierował zaczął wrzeszczeć z bólu i złapał się za głowę tym samym puszczając kierownicę. Przywaliliśmy w drzewo. Na początku nic mi nie było, ale później zemdlałam. Moje rozmyślenia przerwała Elena, która weszła do mojej sali.
- Elena co ty tu robisz?- zapytałam zdziwiona widząc moją przyjaciółkę przy łóżku.
- Nie jestem Elena. Nazywam się Katherine Pierce i chcę żebyś przekazała braciom Salvatore wiadomość- oznajmiła. To nie jest Elena. Pewnie z Bonnie znów robią sobie jakieś żarty.
- Poczekaj co? Jaką wiadomość?- spytałam z z trudem ukrywając śmiech. Jestem pewna, że Bonnie zaraz wyskoczy za rogu i wszystkie trzy zaczniemy się głośno śmiać.
- Przekaż im, że zabawa dopiero się zaczyna- powiedziała i wzięła poduszkę w ręce. Po sekundzie wylądowała ona na mojej twarzy. Elena zaczęła mnie dusić... Próbowałam się wyrwać, ale ona była zbyt silna. Po chwili widziałam tylko ciemność... Umarłam...

***

Okazało się, że gdy umarłam miałam w sobie krew wampira. Później dowiedziałam się, że Elena to sobowtór Katherine, dlatego wyglądają tak samo. Na początku nienawidziłam się za bycie wampirem. Ale później dostrzegłam w wampirzym życiu korzyści. Jesteś silna, wiecznie młoda, jeśli chcesz nie musisz krzywdzić ludzi i możesz im także pomagać. 
- Przepraszam- mruknęła Katherine.
- Co?!- myślałam, że się przesłyszałam. Katherine Pierce przeprasza. I to na dodatek mnie!
- Przepraszam- powiedziała głośniej- Przepraszam za to, że cię zabiłam.
- Nie wierzę- powiedziałam bardziej do siebie niż do niej- Katherine Pierce mnie przeprasza. Katherine Pierce w ogóle przeprasza. Marcel zrobił ci tam pranie mózgu?
Katherine cicho się zaśmiała.
- Ludzie się zmieniają Caroline. A ja zrozumiałam, że nie muszę być zimną suką- przyznała- Chcę być miła i dobra. Taka jak ty- powiedziała.
- Tak jak ja?- zapytałam ze zdziwieniem.
- Tak taka jak. Na początku nie wiedziałam dlaczego tak wszyscy do ciebie lgną, ale teraz już rozumiem. Jesteś miła, dobra, przyjacielska, silna jak na młodego wampira. Miałam nadzieję, że sie kiedyś zaprzyjaźnimy- powiedziała szczerze.
- Ja też chciałam się z tobą zaprzyjaźnić. Nie chcę mieć w tobie wroga Katherine- oświadczyłam także szczerze. Przecież nawet ktoś taki jak Katherine zasługuje na przyjaźń. Przecież nie urodziła się zła. To życie ja taką zrobiło. Rodzice wygnali ją z domu gdy miała siedemnaście lat, a przed tym jeszcze odebrali jej córkę. Później jako sobowtór miała zginąć w rytuale Klausa, ale w porę się skapnęła o co chodzi, więc uciekła. Nie udało jej się uciec, więc zabiła się- tym samym stając się wampirem. Przez pięćset lat jej życia Klaus ją ścigał. Na pewno nigdy nie chciała być zła. Po prostu musiała być zła, aby przetrwać...
- To co? Spróbujemy się zaprzyjaźnić?- spytała nieśmiało.
- Tak- oznajmiłam i uśmiechnęłam się szeroko, a Katherine odwzajemniła uśmiech...


środa, 26 lutego 2014

Rozdział 9

*Oczami Klausa*
- Domyślam się, że są tu w sprawie Kateriny- powiedziałem do brata.
- Ja też tak myślę- oznajmił mój brat.
- Pójdę powiedzieć Caroline- powiedziałem. Bałem się jej reakcji. Będzie się bała. Mimo iż jest silna będzie się bała.
- Dobrze. Powiedz jej żeby poszła do mojej sypialni. Tam jest Katerina- powiedział.
- O ile będzie miała zamiar zostawić Damona- powiedziałem.
- Masz rację. Ale wierzę w Twój dar przekonywania. Ja wyjdę i porozmawiam z Marcelem- oznajmił.
- Dobrze. Za chwilę do ciebie dołączę- odpowiedziałem.
Elijah ruszył do drzwi, a ja w stronę schodów. Caroline cały czas siedziała przy Damonie. Gdy wyczuła moją obecność, odwróciła się do mnie.
- Czego chcesz?- zapytała szorstko.
- Caroline...- zacząłem- Posłuchaj mnie. Masz iść teraz do sypialni Elijah i nie wychodzić z niej dopóki do ciebie nie przyjdę. Rozumiesz?
- Nie! Nie! I jeszcze raz nie!- zaczęła krzyczeć- Nie będziesz mi rozkazywał. Zostaje z Damonem czy Ci się to podoba czy nie!
- Caroline- powiedziałem już podniesionym głosem- Tu nie chodzi o to czy mi się podoba to, ze siedzisz z tym debilem. 
- A o co?- zapytała.
- Marcel i jego wampiry złożyły nam właśnie wizytę w sprawie Kateriny- powiedziałem.
- Co?- zapytała Caroline przestraszonym głosem.
- Twój ulubiony wampirek przyszedł nas odwiedzić. A teraz... - podszedłem do Caroline i przerzuciłem ją sobie przez ramię. Oczywiście zaczęła się wyrywać, kopać. W wampirzym tempie znalazłem się w sypialni Elijah, gdzie spała Katerina- A teraz poczekasz tutaj dopóki po ciebie nie przyjdę. Zrozumiałaś?
- Nie! Klaus nie będziesz mnie więził...- zaczęła krzyczeć. 
Moja ręka momentalnie zasłoniła jej usta, a palec wskazujący u drugiej do moich ust.
- Ciii... Kochana troszeczkę ciszej, bo obudzisz naszą kochaną Katerinę- powiedziałem z udawanym przejęciem tym, że obudzi brunetkę. 
- Klaus...- zaczęła błagalnym głosem. Wiedziałem co powie "Chcę wrócić do Damona"
- Caroline wrócisz do Damona jak tylko Marcel stąd pójdzie- powiedziałem- Obiecuję, ale ty musisz obiecać, że nie wyjdziesz z tego pokoju dopóki do ciebie nie przyjdę- chwyciłem jej twarz w moje dłonie, tak, że teraz patrzyliśmy sobie prosto w oczy- Obiecujesz?
- Obiecuję- wyszeptała.
Patrzyłem w jej piękne, błyszczące, niebieskie oczy. Potrafiłem się w nich zatracić. Chciałem się w nich zatracić. Ale nie mogę. Nie teraz. 
- Jak Katerina się obudzi powiedz jej żeby nie wychodziła. Jak będzie się wykłócać po prosto skręć jej kark- powiedziałem, a Caroline cicho się zaśmiała. 
Zabrałem swoje dłonie z jej twarzy i ruszyłem w stronę drzwi. Gdy wychodziłem uśmiechnąłem się do Caroline, a ona odwzajemniła uśmiech. Zamknąłem za sobą drzwi i skierowałem się do głównego wejścia gdzie Elijah miał zacząć rozmawiać z Marcelem. Kiecy wyszedłem na zewnątrz Marcel uśmiechał się. To był ten jego uśmiech, kiedy wie że dostanie to co chce. Tylko czego on chce?
- Czego chcesz Marcel?- warknąłem.
- Niklaus...- zaczął mój brat- Marcel dał nam wybór. Albo oddajemy mu Katerinę, albo Caroline.
Miałem nadzieję, że się przesłyszałem. On chciał zabrać Caroline. Moją Caroline! Po moim trupie on dostanie Caroline. Ale mój brat za nic nie odda Kateriny. Więc... Zostaje nam opcja numer trzy...
- Wybieram trzecią opcję- powiedziałem i uśmiechnąłem się. Elijah posłał mi pytające spojrzenie- Zabijmy ich wszystkich.
Na te słowa wampiry Marcela zaczęły się cofać, a sam Marcel otworzył szeroko oczy ze zdziwienia. Widziałem w nich wszystkiego po trochu strach, rozbawienie, zdziwienie, wyższość... Wszystkie wampiry Marcela były przerażone. Wiedziały,że jedno małe ugryzienie wilkołaka i kończą swój marny żywot. Tak się bardzo dobrze składa, że jestem pół wilkołakiem. Więc jeśli ugryzę któregokolwiek z nich umrze. Oczywiście jeśli nie dostanie lekarstwa. Czyli mojej krwi. Nagle wszystkie wampiry z Marcelem włącznie leżały na ziemi i zwijały się z bólu. Po chwili wszyscy leżeli ze skręconymi karkami. Ani ja, ani Elijah nie wiedział co się dzieje. Nagle zobaczyłem blond dziewczynę idącą w naszą stronę. Davina... Jak zwykle uśmiechnięta. 
- Witajcie. Macie tutaj niezły bałagan- powiedziała i skierowała wzrok na leżące wampiry.
- Witaj Davino- przywitał się mój brat- Zgaduję, że to- wskazał ręką na wampiry- To twoja sprawka.
- Uznałam, że przyda wam się mała pomoc. Marcel najwyraźniej przewidział to, że Klaus będzie próbował ich zabić, więc wysłał część swoich wampirów na tyły domu, aby w razie czego wskoczyć przez okno i zabrać jakąś blondynkę. Nie mam pojęcia o kim mówił, ale wy chyba tak- wyjaśniła. 
Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że mówi o Caroline. Marcel jest cwańszy niż myślałem. Nie dobrze...
- Umówmy się tak- zaczęła blondynka- Ja posprzątam ten bałagan, ale musicie mi odpowiedzieć na parę pytań.
- Zgoda- powiedziałem równo z Elijah.
- Dobrze- oznajmiła czarownica i uśmiechnęła się.
Zaczęła mówić jakieś słowa w obcym języku i po chwili ciała zaczęły znikać. Jedno po drugim. 
- Gdzie oni się podziali?- spytał zaskoczony Elijah. 
Ja też byłem zaskoczony. Nigdy nie widziałem takiego zaklęcia. Ale w końcu to Davina. Siedemnastoletnia czarownica. Jedna z najpotężniejszych czarownic. Nie chciałbym być na miejscu osób, których nienawidzi. 
- Gdy się obudzą będą w posiadłości Marcela- wyjaśniła- Teraz wasza kolej wywiązania się z umowy.
Zaprosiliśmy ją do środka. Udaliśmy się do salonu, gdzie mieliśmy odpowiadać na pytania Daviny. Postanowiłem jeszcze tylko pójść do Caroline i powiedzieć jej, że może już iść do Damona. Gdy przekroczyłem próg sypialni Elijah, zobaczyłem śpiącą Caroline na fotelu. Podszedłem do niej, wziąłem na ręce i zaniosłem do mojej sypialni. Ułożyłem na łóżku i przykryłem kołdrą. Chwilę się jej przyglądałem. Jej blond loki opadały na twarz, tym samym ją zasłaniając. Pocałowałem ją delikatnie w czoło i wyszedłem. Po chwili byłem w salonie. Usiadłem na kanapie obok Elijah. 
- Więc co chciałabyś wiedzieć?- spytałem.
- Najpierw... Kim jest blondynka, o której mówił Marcel?- spytała. 
- Caroline Forbes- zaczął wyjaśniać Elijah- Jest około dwuletnim wampirem. Marcel ją porwał aby wzięła udział w tej całej "gierce". I tak jakoś wyszło, że wylosował on akurat mojego brata. Ale teraz Marcel chce ją zabrać.
- To dlaczego jej po prostu nie oddacie?-zapytała.
- Bo to nie jest takie proste- odpowiedziałem.
- Znamy Caroline. Znaczy ja poznałem ją trochę bliżej dopiero teraz, ale Niklaus wcześniej- wyjaśnił mój brat.
- Czyli jest waszą przyjaciółką?- zapytała coraz bardziej zainteresowana rozmową.
- Można tak powiedzieć- mruknąłem. 
Davina chwilę mi się przyglądała. Na jej twarzy pojawił się uśmiech, który mówił "Wiem. Już wszystko wiem". 
- O mój Boże... Ty ją kochasz!- krzyknęła zaskoczona.
- To aż tak widać?- zapytałem.
- Nie, ale kiedy spytałam się czy jest waszą przyjaciółką w twoich oczach pojawiło się coś takiego co widziałam tylko u osób, które szczerze kochają osobę, o której się mówi- wyjaśniła.
- Jak się poznaliście?- zapytała szybko.
- To dość długa historia- powiedziała.
- Mam czas. Dużo czasu- powiedziała dziewczyna.
- Więc... Wróciłem do Mystic Falls, aby wykonać rytuał, który miał uwolnić moją wilkołaczą stronę. Do tego potrzebny był mi wampir, czarownica, wilkołak i żywy sobowtór. Czarownicę miałem, a jak wiesz w Mystic Falls roi się od nadprzyrodzonych istot, więc wilkołak i wampir nie były problemem. Sobowtóra też łatwo było zdobyć. Wystarczyło zagrozić, że zabije jej bliskich. Wilkołakiem złożonym w ofierze miał być nie jaki Tyler Lockwood, a wampirem Caroline Forbes. Oczywiście nie obeszło by się bez próby popsucia mojego planu przez Damona Salvatore. Napoił Elenę, czyli sobowtóra krwią, aby po tym jak zabiję ją w rytuale powstała jako wampir. Dopiero później zdał sobie sprawę z tego, że ona nigdy mu tego nie wybaczy. Więc postanowił wykraść Tylera i Caroline, aby nie wykonać rytuału przy tej pełni tylko przy następnej. Oczywiście ja zawsze mam plan awaryjny. Wilkołaka miałem już przyszykowanego. Został tylko wampir. Postanowiłem się zemścić za to, że próbowali popsuć moje plany i przemieniłem w wampira ciotkę Eleny. Rytuał poszedł bardzo dobrze i uwolniłem swoją wilkołaczą stronę. Wyjechałem tworzyć takich jak ja. Niestety wszystkie wilkołaki, które próbowałem przemienić w wampiry umierały. Ciekawy o co chodzi postanowiłem wrócić do Mystic Falls. Tam okazało się, że Elena żyje jako człowiek. Nie wiem jakim cudem. Okazało się, że mogę przemienić wilkołaki w wampiry tylko wtedy kiedy wypiją krew sobowtóra. I tak powstała moja pierwsza udana hybryda- Tyler. Obecnie był chłopakiem Caroline. Hybrydy, które stworzyłem były powiązane ze mną czymś w rodzaju więzi. Robiły to o co je prosiłem. Zawsze. Bez wyjątku. Kiedyś kazałem Tylerowi ugryźć Caroline. Oczywiście wiedział, że ugryzienie wilkołaka zabija wampira. Chciałem mu udowodnić, że musi robić to co chce. Że taka jest jego natura. Oczywiście spierał się, że nigdy nie ugryzie Caroline, ale po jakiś dwóch godzinach przyszedł do mnie i powiedział, że ją ugryzł. Błagał mnie o moją krew, by uleczyć Caroline. Uznałem, że ją wyleczę. W końcu nic nie zrobiła, niczemu nie była winna. Jak postanowiłem tak też zrobiłem. Zaskoczyła mnie. Mimo iż wiedziała kim jestem i co mogę jej zrobić nie bała się powiedzieć co o mnie sądzi. Moja matka postanowiła urządzić bal. Zaprosiłem na niego Caroline. Zaskakiwała mnie od nowa. Była miła, ale też nie bała się powiedzieć co o mnie sądzi. Caroline zaczęła mnie zmieniać. Przy niej czułem się jakbym znów żył. Często wykorzystywali ją do odwrócenia mojej uwagi. Nie przeszkadzało mi to. Po woli się w niej zakochiwałem. Ale nie potrafiłem przyjąć tego do wiadomości. Ja pierwotna hybryda zakochał się w młodej wampirzycy. Ale im więcej czasu z nią spędzałem, tym bardziej byłem przekonany do tego, że ja kocham- wyjaśniłem.
Spojrzałem na młodą czarownicę. Była wyraźnie zainteresowana moją opowieścią. Uśmiechnęła się szeroko. Spojrzałem na Elijah. Był on uśmiechnięty. Jeszcze chyba nigdy nie widziałem żeby się tak uśmiechał. 
- Chętnie poznam Caroline- poinformowała nas Davina- Ale teraz mam do was prośbę.
- Jaką prośbę?- zapytałem. 
- Potrzebuję ochrony- oznajmiła- Po tym co zrobiłam Marcel będzie chciał mnie zabić. 
- Masz rację- powiedział mój brat.
- Wiem, że chcecie zabić Marcela i pomogę wam z tym z ogromną chęcią, ale potrzebuję ochrony. Nie zawsze jestem tak silna jak dzisiaj, i nie zawsze będę potrafiła powalić sto wampirów- oznajmiła.
- Dobrze- powiedziałem. Nie wiem dlaczego, ale ją lubię- Możesz tu zamieszkać. Elijah pojedzie z tobą po twoje rzeczy.
- Naprawdę?- spytali równocześnie Davina i Elijah, wyraźnie zaskoczeni. 
- Tak, naprawdę- powiedziałem.
- Caroline naprawdę Cię zmienia- zachichotała Davina- Nie mogę się doczekać poznania jej- dodała z uśmiechem.
- Chodźmy już po twoje rzeczy- powiedział Elijah.
Davina przytaknęła i po chwili wyszli. Podszedłem do barku i nalałem sobie whisky i usiadłem na kanapie. Chwyciłem szkicownik i ołówek. Zacząłem rysować to co rysuję od paru miesięcy. Piękną, blond wampirzycę...




środa, 19 lutego 2014

Drugi blog ;)

Kiedyś wpadłam na pomysł założenia bloga o Katherine i Damonie. Oczywiście wątek Klaroline też pojawi się w tym blogu ;) 
Serdecznie zapraszam :



Mam nadzieję, że zajrzycie i ocenicie ;)

Pozdrawiam xx 

niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział 8

*Oczami Klausa*
- Co Ty tutaj robisz?
- Raczej co TY tutaj robisz!- wykrzyknąłem.
Byłem wściekły. Cholernie wściekły. Tylko nie wiem czy na Caroline, która chciała wyjechać, czy na tego debila Damona, który na pewno podsunął jej ten pomysł, czy na mnie za to, że jej nie przypilnowałem. Spojrzałem w jej oczy. Widać w nich strach. Ona się boi. Boi się mnie. Patrzyłem na nią, a ona na mnie. Po chwili nie mogłem wytrzymać naszego kontaktu wzrokowego, więc odwróciłem wzrok i praktycznie wywrzeszczałem:
- Zadałem Ci pytanie! Masz na nie odpowiedzieć!
- Nie widzisz?! Chciałam uciec. Uciec jak najdalej od Nowego Orleanu, tej całej gierki, Marcela i Ciebie!- krzyczała, a w jej oczach pojawiały się łzy.
- No to masz problem kochana. Bo ode mnie strasznie trudno uciec- powiedziałem i uśmiechnąłem się.
- Właśnie zauważyłam- odgryzła się- A teraz mnie przepuść.
- Nie ma takiej mowy- odpowiedziałem- Wracamy do domu.
- Ale ja muszę iść pomóc Damonowi- krzyczała.
- O tym co musisz decyduje ja- oznajmiłem.
- Mam to gdzieś! Masz mnie przepuścić!- nadal krzyczała.
- Nie!- krzyknąłem.
- Klaus, proszę- mówiła już trochę łagodniej- To mój przyjaciel.
- Twój przyjaciel? Od kiedy?- zapytałem- Nie pamiętasz już jak się Tobą bawił?
W tej samej chwili poczułem jak jej ręka zaciśnięta w pięść ląduje na moim policzku. Caroline mnie uderzyła. Gdyby to była inna dziewczyna pewnie by już nie żyła. Zachwiałem się od uderzenia i w tej samej chwili Caroline znalazła się przy Damonie. Zaczęła nim potrząsać.
- Klaus dlaczego on się nie budzi?- spytała, a łza spłynęła po jej policzku.
- Widzisz kochana. Mam tysiąc lat i gdy rzuciłem go na drzewo musiał trafić na jakąś grubą gałąź, która wbiła mu się w miejsce gdzie od serca dzieliły go dokładnie milimetry. Normalny wampir po czymś takim traci przytomność na jakiś dzień, a później przez jakieś 2 godziny nie może się nigdzie ruszyć bo czuje niemiłosierny ból w klatce piersiowej. Biedny Damon- zadrwiłem.
- No trudno chyba musimy wrócić do domu i tam wyleczyć Damona- powiedziała.
- Wreszcie się ze mną... Czekaj co?! Wyleczyć Damona? Ty sobie żarty robisz?- spytałem zaskoczony.
- Nie, nie robię sobie z ciebie żartów. I tak dobrze słyszałeś wyleczyć Damona. To mój przyjaciel i go nie zostawię.
- Nie ma mowy- powiedziałem.
- Klaus!- krzyknęła- To przez ciebie on jest w takim stanie!
- Tak prze ze mnie. I co z tego?- spytałem już trochę zirytowany.
- To, że powinieneś mu teraz pomóc!- wywrzeszczała.
- Kochana chyba zapominasz kim jestem. Jestem pierwotną hybrydą i nikt nie ma prawa mówić mi co mam robić!- krzyknąłem.
- Ja Ci nie mówię co powinieneś zrobić, ja Ci mówię co MUSISZ zrobić!- wywrzeszczała mi w twarz.
- Kochana, chyba za daleko się posuwasz, nie sądzisz?- spytałem zdenerwowany zachowaniem blondynki.
- Nie, nie sądzę! Powinieneś wreszcie zrozumieć, że nie jesteś pępkiem świata. Są inne osoby, które potrzebują pomocy, NIE TYLKO TY! Mam gdzieś Twoje zdanie i albo zabierasz Damona z nami, albo ja nigdzie nie idę- powiedziała zdeterminowana. 
Wiedziałem, że będzie trzymać przy swoim. Jest uparta. Bardzo uparta. Może nawet bardziej niż ja. Spojrzałem na wampirzycę. Już nie wpatrywała się tymi pięknymi błękitnymi oczami we mnie lecz w Damona. Bała się o niego. Jestem ciekawy dlaczego jej uczucia do wampira się zmieniły. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Caroline.
- To co? Zabieramy Damona do domu czy stoimy tu w nieskończoność?
- Dobra. Ale gdy tylko wyzdrowieje ma wracać do Mystic Falls- powiedziałem i podszedłem do wampira.
Po drodze spojrzałem na twarz blondynki. W jej oczach znów widać było ten niepowtarzalny błysk. Podniosłem Damona z ziemi i zatargałem do samochodu. Gdy kierowałem się do drzwi od strony kierowcy usłyszałem ten piękny głos.
- Klaus...- zawahała się- Dziękuje- dodała i uśmiechnęła się słabo.

*Oczami Elijah*


Stałem przed drzwiami starej rezydencji mojej rodziny. Przyglądałem jej się. Od dwustu lat nie wiele się zmieniła. Są te same marmurowe schody, dębowe drzwi, jabłonki wokół posiadłości, dwie wysokie kolumny i piękne kwiaty. Podszedłem do drzwi i zapukałem. Nikt nie otwierał, wiec postanowiłem sprawdzić czy ktoś jest w domu. Wytężyłem swoje zmysły. Poczułem obecność tylko jednej osoby... Kateriny. Kopnąłem w drzwi, które chwilę potem wylądowały z hukiem na podłodze. Długi ganek prowadził do salonu, kuchni i specjalnego pomieszczenia. To miejsce zostało specjalnie wybudowane dla Klausa. Był to pokój tortur, ale także jako więzienie dla ludzi, którzy podpadli mojemu bratu. Klaus nie pozwalał tam wejść nikomu oprócz Marcela. Domyśliłem się, że pewnie tam trzyma Katerinę. Ostrożnie pociągnąłem za drzwi, o dziwo były otwarte. Długie schody prowadziły do podziemi. Powoli zacząłem z nich schodzić. Po chwili znalazłem się w ciemnym korytarzu. Gdyby nie to, że jako wampir miałem lepszy wzrok pewnie bym nic nie widział. Poczułem bardzo bliski mi zapach. Krew. Postanowiłem kierować się jej zapachem. Szedłem długim i ciemnym korytarzem gdy nagle zobaczyłem wyłaniającą się postać.
- Elijah?- usłyszałem troszeczkę zachrypnięty głos Kateriny.
- Katerina- odpowiedziałem jej.
- To naprawdę ty- powiedziała i uśmiechnęła się lekko.
Podeszła do mnie i położyła swoją dłoń na moim policzku. Cały czas była uśmiechnięta. Spojrzałem na nią. Była blada i brudna. 
- Zabierzesz mnie stąd?- spytała.
- Oczywiście, że tak- odpowiedziałem natychmiast i mocno ją przytuliłem.
- Skąd wiedziałeś, że tu jestem?- zapytała.
- Nie tylko ty miałaś być nagrodą w gierce Marcela. Była nią też Caroline Forbes- zacząłem, ale Katerina mi przerwała.
- Caroline?- spytała zdziwiona- Ją też uratowałeś?- zaśmiała się.
- Niestety nie. Musiała wziąć udział w losowaniu. Miała takie szczęście i wylosowanym wampirem był mój brat- powiedziałem.
- Zależy dla kogo szczęście- powiedziała i szeroko się uśmiechnęła.
- Masz rację. Więc Caroline musiała z nami i zamieszkać i miałem okazje ją poznać i wypytać trochę o tym jak ją tam traktowano. Później poszedłem do czarownicy z prośbą znalezienia Cię- wyjaśniłem.
- Dziękuje Elijah- powiedziała na co się uśmiechnąłem.
- Chodźmy stąd- oznajmiłem po czym wyszliśmy z posiadłości.
Na dworze było zimno, ale jako wampir nie odczuwałem zmian klimatycznych. Niestety Katerina tak, ponieważ piła za mało krwi. Zdjąłem swoją marynarkę i założyłem ją na ramiona brunetki. Chwile później byliśmy w samochodzie. Kiedy dojechałem do naszej wilii Katerina spała. Wziąłem ją ostrożnie na ręce i skierowałem się w stronę drzwi wejściowych. Kiedy wszedłem do domu zobaczyłem jak Klaus schodzi ze schodów. Był zły. Bardzo zły. Ciekawe kto go tak wkurzył.
- Ooo... Widzę, że szlachetny Elijah uratowałem damę z kłopotów- powiedział złośliwie.
- Niklaus... Któż Cię tak zdenerwował- spytałem.
- Idź połóż Katerinę- oznajmił. Najwyraźniej nie miał zamiaru mi odpowiedzieć.
Skierowałem się w stronę mojej sypialni. Położyłem wampirzycę na łóżko i postanowiłem znaleźć Caroline. Najpierw zajrzałem do jej pokoju, ale nikogo nie było. Usłyszałem jakiś odgłos z sypialni obok więc poszedłem tam. Caroline siedziała na łóżku, a obok nie leżał nieprzytomny Damon. Tylko co on tu robi?
- Witaj Caroline- przywitałem się.
- Witaj Elijah- odpowiedziała.
- Mogę zadać Ci dwa pytania?- spytałem niepewnie.
- Pewnie chcesz zapytać dlaczego Twój brat jest tak wkurzony i co Damon tu robi- powiedziała.
- Dokładnie o to chciałem spytać- odpowiedziałem i uśmiechnąłem się.
- Więc Klaus jest zły na mnie- zaczęła, ale jej przerwałem.
- Na ciebie?! Jesteś ostatnią osobą, na którą Klaus mógłby być zły- powiedziałem.
- Tak Elijah. Klaus jest zły na mnie za to, że próbowałam uciec. Kiedy wyszedłeś Damon tu przyszedł. Jako jedyny mnie szukał. Zaproponował, że mnie stąd zabierze. Ja się zgodziłam, ale po drodze znalazł nas Klaus. Rzucił Damona na drzewo i gałąź wbiła mi się obok serca. I kazałam Klausowi go tu zabrać i go wyleczyć. No i od tego czasu z nim nie rozmawiałam- oznajmiła mi.
- Wiesz już gdzie znajduje się Katherine?- spytała po chwili milczenia.
- Tak- uśmiechnąłem się- Teraz śpi w mojej sypialni.
- Jest tutaj? To po to wyszedłeś?- zapytała i uśmiechnęła się szeroko.
- Tak jest tutaj- powiedziałem.
Chciałem jeszcze coś dodać, ale Klaus mnie zawołał.
- Przepraszam Cię na chwilę Caroline- powiedziałem i wyszedłem z pokoju.
- Czego chcesz Klaus?- zwróciłem się do mojego brata, który wyglądał przez okno.
- Mamy kłopoty- powiedział.
- Co? Jakie kłopoty?- zapytałem. Niklaus skinął głową abym podszedł do okna. Na zewnątrz stał Marcel i jego wampiry. Dużo wampirów.
- Domyślam się, że są tu w sprawie Kateriny- powiedział mój brat.