- Caroline?!
*Oczami Elijah*
Siedziałem w pokoju Daviny. Opowiedziałem jej całą historię- o Caroline i Katerinie.
- Elijah nie do końca rozumiem co mam zrobić- powiedziała młoda czarownica.
- To bardzo proste Davino. Chcę tylko żebyś rzuciła czar lokalizujący- oznajmiłem.
- Dobrze, ale potrzebuje czegoś co należało do Kateriny- powiedziała.
- Oczywiście- odpowiedziałem i podałem jej bransoletkę mojej ukochanej.
![]() |
| Davina ;3 |
- Jest w waszym starym domu- powiedziała i uśmiechnęła się.
- Dziękuje- odpowiedziałem, ucałowałem jej dłoń i opuściłem mieszkanie.
*Oczami Caroline*
Stałam w miejscu i przyglądałam się mojemu przyjacielowi- choć nawet nie wiem czy mogę nazwać go przyjacielem. Spędzałam z nim czas tylko ze względu na Elenę i Stefana- zresztą tak samo jak on ze mną. Po chwili oprzytomniałam.
- Damon?!
- Co tu robisz?- zapytaliśmy w tym samym czasie.
- Ty pierwszy- powiedziałam.
- No więc- zaczął- Ja szukałem Ciebie.
- Ty, szukałeś mnie?- spytałam z nie do wierzeniem.
Damon był ostatnią osobą, która zaczęła by mnie szukać. Przynajmniej tak myślałam.
- To aż takie zaskoczenie?- spytał i uśmiechnął się.
- Tak- powiedziałam i odwzajemniłam uśmiech.
- Wracając do mojej opowieści. Wyjechałaś tak nagle i na początku wszyscy myśleli, że coś Ci się stało i takie tam, ale później wysłałaś nam listy, że wszystko ok i tak dalej- rozpoczął swoją opowieść, ale mu przerwałam.
- To dalej nie wyjaśnia dlaczego zacząłeś mnie szukać-powiedziałam.
- Blondi, daj mi dokończyć- powiedział z udawanym oburzeniem.
- Dobrze, proszę kontynuuj- odpowiedziałam.
- Dziękuje bardzo. Więc zdziwiło mnie to, że wysłałaś też list MNIE- powiedział- Powiedziałem o tym reszcie, ale oni mnie zbyli tym, ze może przez przypadek mi to wysłałaś lub po prostu mnie lubisz. Oczywiście nadal w to nie wierzyłem. Dlatego też poszedłem do mojej przyjaciółki czarownicy i poprosiłem żeby Cię zlokalizowała. Rzuciła zaklęcie i nic. Powiedziała mi, że jakaś czarownica musiała rzucić zaklęcie, aby nie można było zlokalizować tego miejsca. Wydało mi się to dziwne, więc postanowiłem przyjechać do pierwotnych z prośbą o pomoc i natknąłem się na Ciebie- powiedział- Teraz Twoja kolej.
- Więc- zaczęłam- Jechałam do Mystic Falls i nagle ktoś wyskoczył mi przed samochód. Myślałam, że go potrąciłam, więc wysiadłam z auta by sprawdzić czy coś się stało. Kiedy wyszłam na drogę nikogo nie było. Jedyne co usłyszałam to "Jesteś idealna" i później leżałam z skręconym karkiem. Gdy się obudziłam znajdowałam się w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Zaczęłam krzyczeć i wołać o pomoc. Okazało się, że porwał mnie niejaki Marcel i że jestem kolejną nagrodą w jego chorej gierce- miałam kontynuować, ale moją wypowiedź przerwał Damon.
- Nagrodą?! W jakiej gierce?- spytał.-Już Ci wyjaśniam. Co miesiąc w Nowym Orleanie jest spotkanie wampirów płci męskiej, na którym Marcel losuje imię któregoś z nich. Ten, który zostanie wylosowany dostaje swoją "nagrodę". Tą "nagrodą" jest wampirzyca. Musi ona być posłuszna temu kto ją "wygrał", bo inaczej znów wraca do Marcela i ponownie bierze udział w losowaniu. A teraz kontynuuje swoją opowieść. Po chyba jakiś 2 tygodniach przyszła kolej na mnie. I oczywiście miałam takie szczęście i Marcel wylosował nikogo innego jak Klausa Mikaelsona. I według zasad tej gry jestem teraz jego własnością- skończyłam i spojrzałam na Damona.
Zobaczyłam w jego oczach coś czego nigdy jeszcze nie widziałam. Troskę.
- O mój Boże. Nic Ci nie jest?! Ten Marcel Ci nic nie zrobił?- spytał z niespotykaną u niego troska w głosie i mocno przytulił- Zabiję gnoja- dodał po chwili.
Po tych słowach wtuliłam się w niego i parę łez spłynęło po moim policzku, mocząc mu koszulę. Po chwili odkleiliśmy się od siebie i popatrzyliśmy na siebie. Damon lekko się uśmiechnął, a ja odwzajemniłam uśmiech.
- Idziemy Blondi- powiedział.
- Co?- spytałam zdziwiona.
- Zabieram Cie stąd- oznajmił.
- Damon, ja nie mogę- powiedziałam.
- Od kiedy słuchasz się kogokolwiek?
- Damon, Ty nie rozumiesz. Nie mogę się ruszyć z domu "właściciela" bo Marcel zabierze mnie znów do siebie.
- Z tego co mi wiadomo to wampiry mają teraz jakąś imprezę, więc nikt nie zauważy jak wyjedziemy, a w Mystic Falls będziesz bezpieczna.
- Masz rację. Chodźmy.
Wyszliśmy z domu i wsiadłam do jego samochodu. Po chwili zapalił silnik i auto ruszyło. Damon jechał chyba z największą prędkością jaką jego samochód mógł osiągnąć. Po paru minutach byliśmy już za miastem. Zaczęłam wierzyć, że może uda mi się stąd uciec, ale nagle jakaś postać pojawiła się tuż przed nami na drodze.
- Damon uważaj!- zdążyłam krzyknąć.
Mój przyjaciel wyszedł z samochodu by sprawdzić czy tajemniczej postaci coś się stało. Nagle zobaczyłam Damona, który został rzucony na następne drzewo z niewiarygodną siłą. Szybko wybiegłam z auta. Chciałam podbiec do mojego przyjaciela, ale ktoś nagle pojawił się przede mną.
- Co Ty tu robisz?- spytałam, próbując wyminąć wampira.
- Raczej co TY tu robisz?!- powiedział, a w jego głosie słychać było złość. Wielką złość. Wiedziałam, że to nie wróży nic dobrego.



