środa, 26 lutego 2014

Rozdział 9

*Oczami Klausa*
- Domyślam się, że są tu w sprawie Kateriny- powiedziałem do brata.
- Ja też tak myślę- oznajmił mój brat.
- Pójdę powiedzieć Caroline- powiedziałem. Bałem się jej reakcji. Będzie się bała. Mimo iż jest silna będzie się bała.
- Dobrze. Powiedz jej żeby poszła do mojej sypialni. Tam jest Katerina- powiedział.
- O ile będzie miała zamiar zostawić Damona- powiedziałem.
- Masz rację. Ale wierzę w Twój dar przekonywania. Ja wyjdę i porozmawiam z Marcelem- oznajmił.
- Dobrze. Za chwilę do ciebie dołączę- odpowiedziałem.
Elijah ruszył do drzwi, a ja w stronę schodów. Caroline cały czas siedziała przy Damonie. Gdy wyczuła moją obecność, odwróciła się do mnie.
- Czego chcesz?- zapytała szorstko.
- Caroline...- zacząłem- Posłuchaj mnie. Masz iść teraz do sypialni Elijah i nie wychodzić z niej dopóki do ciebie nie przyjdę. Rozumiesz?
- Nie! Nie! I jeszcze raz nie!- zaczęła krzyczeć- Nie będziesz mi rozkazywał. Zostaje z Damonem czy Ci się to podoba czy nie!
- Caroline- powiedziałem już podniesionym głosem- Tu nie chodzi o to czy mi się podoba to, ze siedzisz z tym debilem. 
- A o co?- zapytała.
- Marcel i jego wampiry złożyły nam właśnie wizytę w sprawie Kateriny- powiedziałem.
- Co?- zapytała Caroline przestraszonym głosem.
- Twój ulubiony wampirek przyszedł nas odwiedzić. A teraz... - podszedłem do Caroline i przerzuciłem ją sobie przez ramię. Oczywiście zaczęła się wyrywać, kopać. W wampirzym tempie znalazłem się w sypialni Elijah, gdzie spała Katerina- A teraz poczekasz tutaj dopóki po ciebie nie przyjdę. Zrozumiałaś?
- Nie! Klaus nie będziesz mnie więził...- zaczęła krzyczeć. 
Moja ręka momentalnie zasłoniła jej usta, a palec wskazujący u drugiej do moich ust.
- Ciii... Kochana troszeczkę ciszej, bo obudzisz naszą kochaną Katerinę- powiedziałem z udawanym przejęciem tym, że obudzi brunetkę. 
- Klaus...- zaczęła błagalnym głosem. Wiedziałem co powie "Chcę wrócić do Damona"
- Caroline wrócisz do Damona jak tylko Marcel stąd pójdzie- powiedziałem- Obiecuję, ale ty musisz obiecać, że nie wyjdziesz z tego pokoju dopóki do ciebie nie przyjdę- chwyciłem jej twarz w moje dłonie, tak, że teraz patrzyliśmy sobie prosto w oczy- Obiecujesz?
- Obiecuję- wyszeptała.
Patrzyłem w jej piękne, błyszczące, niebieskie oczy. Potrafiłem się w nich zatracić. Chciałem się w nich zatracić. Ale nie mogę. Nie teraz. 
- Jak Katerina się obudzi powiedz jej żeby nie wychodziła. Jak będzie się wykłócać po prosto skręć jej kark- powiedziałem, a Caroline cicho się zaśmiała. 
Zabrałem swoje dłonie z jej twarzy i ruszyłem w stronę drzwi. Gdy wychodziłem uśmiechnąłem się do Caroline, a ona odwzajemniła uśmiech. Zamknąłem za sobą drzwi i skierowałem się do głównego wejścia gdzie Elijah miał zacząć rozmawiać z Marcelem. Kiecy wyszedłem na zewnątrz Marcel uśmiechał się. To był ten jego uśmiech, kiedy wie że dostanie to co chce. Tylko czego on chce?
- Czego chcesz Marcel?- warknąłem.
- Niklaus...- zaczął mój brat- Marcel dał nam wybór. Albo oddajemy mu Katerinę, albo Caroline.
Miałem nadzieję, że się przesłyszałem. On chciał zabrać Caroline. Moją Caroline! Po moim trupie on dostanie Caroline. Ale mój brat za nic nie odda Kateriny. Więc... Zostaje nam opcja numer trzy...
- Wybieram trzecią opcję- powiedziałem i uśmiechnąłem się. Elijah posłał mi pytające spojrzenie- Zabijmy ich wszystkich.
Na te słowa wampiry Marcela zaczęły się cofać, a sam Marcel otworzył szeroko oczy ze zdziwienia. Widziałem w nich wszystkiego po trochu strach, rozbawienie, zdziwienie, wyższość... Wszystkie wampiry Marcela były przerażone. Wiedziały,że jedno małe ugryzienie wilkołaka i kończą swój marny żywot. Tak się bardzo dobrze składa, że jestem pół wilkołakiem. Więc jeśli ugryzę któregokolwiek z nich umrze. Oczywiście jeśli nie dostanie lekarstwa. Czyli mojej krwi. Nagle wszystkie wampiry z Marcelem włącznie leżały na ziemi i zwijały się z bólu. Po chwili wszyscy leżeli ze skręconymi karkami. Ani ja, ani Elijah nie wiedział co się dzieje. Nagle zobaczyłem blond dziewczynę idącą w naszą stronę. Davina... Jak zwykle uśmiechnięta. 
- Witajcie. Macie tutaj niezły bałagan- powiedziała i skierowała wzrok na leżące wampiry.
- Witaj Davino- przywitał się mój brat- Zgaduję, że to- wskazał ręką na wampiry- To twoja sprawka.
- Uznałam, że przyda wam się mała pomoc. Marcel najwyraźniej przewidział to, że Klaus będzie próbował ich zabić, więc wysłał część swoich wampirów na tyły domu, aby w razie czego wskoczyć przez okno i zabrać jakąś blondynkę. Nie mam pojęcia o kim mówił, ale wy chyba tak- wyjaśniła. 
Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że mówi o Caroline. Marcel jest cwańszy niż myślałem. Nie dobrze...
- Umówmy się tak- zaczęła blondynka- Ja posprzątam ten bałagan, ale musicie mi odpowiedzieć na parę pytań.
- Zgoda- powiedziałem równo z Elijah.
- Dobrze- oznajmiła czarownica i uśmiechnęła się.
Zaczęła mówić jakieś słowa w obcym języku i po chwili ciała zaczęły znikać. Jedno po drugim. 
- Gdzie oni się podziali?- spytał zaskoczony Elijah. 
Ja też byłem zaskoczony. Nigdy nie widziałem takiego zaklęcia. Ale w końcu to Davina. Siedemnastoletnia czarownica. Jedna z najpotężniejszych czarownic. Nie chciałbym być na miejscu osób, których nienawidzi. 
- Gdy się obudzą będą w posiadłości Marcela- wyjaśniła- Teraz wasza kolej wywiązania się z umowy.
Zaprosiliśmy ją do środka. Udaliśmy się do salonu, gdzie mieliśmy odpowiadać na pytania Daviny. Postanowiłem jeszcze tylko pójść do Caroline i powiedzieć jej, że może już iść do Damona. Gdy przekroczyłem próg sypialni Elijah, zobaczyłem śpiącą Caroline na fotelu. Podszedłem do niej, wziąłem na ręce i zaniosłem do mojej sypialni. Ułożyłem na łóżku i przykryłem kołdrą. Chwilę się jej przyglądałem. Jej blond loki opadały na twarz, tym samym ją zasłaniając. Pocałowałem ją delikatnie w czoło i wyszedłem. Po chwili byłem w salonie. Usiadłem na kanapie obok Elijah. 
- Więc co chciałabyś wiedzieć?- spytałem.
- Najpierw... Kim jest blondynka, o której mówił Marcel?- spytała. 
- Caroline Forbes- zaczął wyjaśniać Elijah- Jest około dwuletnim wampirem. Marcel ją porwał aby wzięła udział w tej całej "gierce". I tak jakoś wyszło, że wylosował on akurat mojego brata. Ale teraz Marcel chce ją zabrać.
- To dlaczego jej po prostu nie oddacie?-zapytała.
- Bo to nie jest takie proste- odpowiedziałem.
- Znamy Caroline. Znaczy ja poznałem ją trochę bliżej dopiero teraz, ale Niklaus wcześniej- wyjaśnił mój brat.
- Czyli jest waszą przyjaciółką?- zapytała coraz bardziej zainteresowana rozmową.
- Można tak powiedzieć- mruknąłem. 
Davina chwilę mi się przyglądała. Na jej twarzy pojawił się uśmiech, który mówił "Wiem. Już wszystko wiem". 
- O mój Boże... Ty ją kochasz!- krzyknęła zaskoczona.
- To aż tak widać?- zapytałem.
- Nie, ale kiedy spytałam się czy jest waszą przyjaciółką w twoich oczach pojawiło się coś takiego co widziałam tylko u osób, które szczerze kochają osobę, o której się mówi- wyjaśniła.
- Jak się poznaliście?- zapytała szybko.
- To dość długa historia- powiedziała.
- Mam czas. Dużo czasu- powiedziała dziewczyna.
- Więc... Wróciłem do Mystic Falls, aby wykonać rytuał, który miał uwolnić moją wilkołaczą stronę. Do tego potrzebny był mi wampir, czarownica, wilkołak i żywy sobowtór. Czarownicę miałem, a jak wiesz w Mystic Falls roi się od nadprzyrodzonych istot, więc wilkołak i wampir nie były problemem. Sobowtóra też łatwo było zdobyć. Wystarczyło zagrozić, że zabije jej bliskich. Wilkołakiem złożonym w ofierze miał być nie jaki Tyler Lockwood, a wampirem Caroline Forbes. Oczywiście nie obeszło by się bez próby popsucia mojego planu przez Damona Salvatore. Napoił Elenę, czyli sobowtóra krwią, aby po tym jak zabiję ją w rytuale powstała jako wampir. Dopiero później zdał sobie sprawę z tego, że ona nigdy mu tego nie wybaczy. Więc postanowił wykraść Tylera i Caroline, aby nie wykonać rytuału przy tej pełni tylko przy następnej. Oczywiście ja zawsze mam plan awaryjny. Wilkołaka miałem już przyszykowanego. Został tylko wampir. Postanowiłem się zemścić za to, że próbowali popsuć moje plany i przemieniłem w wampira ciotkę Eleny. Rytuał poszedł bardzo dobrze i uwolniłem swoją wilkołaczą stronę. Wyjechałem tworzyć takich jak ja. Niestety wszystkie wilkołaki, które próbowałem przemienić w wampiry umierały. Ciekawy o co chodzi postanowiłem wrócić do Mystic Falls. Tam okazało się, że Elena żyje jako człowiek. Nie wiem jakim cudem. Okazało się, że mogę przemienić wilkołaki w wampiry tylko wtedy kiedy wypiją krew sobowtóra. I tak powstała moja pierwsza udana hybryda- Tyler. Obecnie był chłopakiem Caroline. Hybrydy, które stworzyłem były powiązane ze mną czymś w rodzaju więzi. Robiły to o co je prosiłem. Zawsze. Bez wyjątku. Kiedyś kazałem Tylerowi ugryźć Caroline. Oczywiście wiedział, że ugryzienie wilkołaka zabija wampira. Chciałem mu udowodnić, że musi robić to co chce. Że taka jest jego natura. Oczywiście spierał się, że nigdy nie ugryzie Caroline, ale po jakiś dwóch godzinach przyszedł do mnie i powiedział, że ją ugryzł. Błagał mnie o moją krew, by uleczyć Caroline. Uznałem, że ją wyleczę. W końcu nic nie zrobiła, niczemu nie była winna. Jak postanowiłem tak też zrobiłem. Zaskoczyła mnie. Mimo iż wiedziała kim jestem i co mogę jej zrobić nie bała się powiedzieć co o mnie sądzi. Moja matka postanowiła urządzić bal. Zaprosiłem na niego Caroline. Zaskakiwała mnie od nowa. Była miła, ale też nie bała się powiedzieć co o mnie sądzi. Caroline zaczęła mnie zmieniać. Przy niej czułem się jakbym znów żył. Często wykorzystywali ją do odwrócenia mojej uwagi. Nie przeszkadzało mi to. Po woli się w niej zakochiwałem. Ale nie potrafiłem przyjąć tego do wiadomości. Ja pierwotna hybryda zakochał się w młodej wampirzycy. Ale im więcej czasu z nią spędzałem, tym bardziej byłem przekonany do tego, że ja kocham- wyjaśniłem.
Spojrzałem na młodą czarownicę. Była wyraźnie zainteresowana moją opowieścią. Uśmiechnęła się szeroko. Spojrzałem na Elijah. Był on uśmiechnięty. Jeszcze chyba nigdy nie widziałem żeby się tak uśmiechał. 
- Chętnie poznam Caroline- poinformowała nas Davina- Ale teraz mam do was prośbę.
- Jaką prośbę?- zapytałem. 
- Potrzebuję ochrony- oznajmiła- Po tym co zrobiłam Marcel będzie chciał mnie zabić. 
- Masz rację- powiedział mój brat.
- Wiem, że chcecie zabić Marcela i pomogę wam z tym z ogromną chęcią, ale potrzebuję ochrony. Nie zawsze jestem tak silna jak dzisiaj, i nie zawsze będę potrafiła powalić sto wampirów- oznajmiła.
- Dobrze- powiedziałem. Nie wiem dlaczego, ale ją lubię- Możesz tu zamieszkać. Elijah pojedzie z tobą po twoje rzeczy.
- Naprawdę?- spytali równocześnie Davina i Elijah, wyraźnie zaskoczeni. 
- Tak, naprawdę- powiedziałem.
- Caroline naprawdę Cię zmienia- zachichotała Davina- Nie mogę się doczekać poznania jej- dodała z uśmiechem.
- Chodźmy już po twoje rzeczy- powiedział Elijah.
Davina przytaknęła i po chwili wyszli. Podszedłem do barku i nalałem sobie whisky i usiadłem na kanapie. Chwyciłem szkicownik i ołówek. Zacząłem rysować to co rysuję od paru miesięcy. Piękną, blond wampirzycę...




środa, 19 lutego 2014

Drugi blog ;)

Kiedyś wpadłam na pomysł założenia bloga o Katherine i Damonie. Oczywiście wątek Klaroline też pojawi się w tym blogu ;) 
Serdecznie zapraszam :



Mam nadzieję, że zajrzycie i ocenicie ;)

Pozdrawiam xx 

niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział 8

*Oczami Klausa*
- Co Ty tutaj robisz?
- Raczej co TY tutaj robisz!- wykrzyknąłem.
Byłem wściekły. Cholernie wściekły. Tylko nie wiem czy na Caroline, która chciała wyjechać, czy na tego debila Damona, który na pewno podsunął jej ten pomysł, czy na mnie za to, że jej nie przypilnowałem. Spojrzałem w jej oczy. Widać w nich strach. Ona się boi. Boi się mnie. Patrzyłem na nią, a ona na mnie. Po chwili nie mogłem wytrzymać naszego kontaktu wzrokowego, więc odwróciłem wzrok i praktycznie wywrzeszczałem:
- Zadałem Ci pytanie! Masz na nie odpowiedzieć!
- Nie widzisz?! Chciałam uciec. Uciec jak najdalej od Nowego Orleanu, tej całej gierki, Marcela i Ciebie!- krzyczała, a w jej oczach pojawiały się łzy.
- No to masz problem kochana. Bo ode mnie strasznie trudno uciec- powiedziałem i uśmiechnąłem się.
- Właśnie zauważyłam- odgryzła się- A teraz mnie przepuść.
- Nie ma takiej mowy- odpowiedziałem- Wracamy do domu.
- Ale ja muszę iść pomóc Damonowi- krzyczała.
- O tym co musisz decyduje ja- oznajmiłem.
- Mam to gdzieś! Masz mnie przepuścić!- nadal krzyczała.
- Nie!- krzyknąłem.
- Klaus, proszę- mówiła już trochę łagodniej- To mój przyjaciel.
- Twój przyjaciel? Od kiedy?- zapytałem- Nie pamiętasz już jak się Tobą bawił?
W tej samej chwili poczułem jak jej ręka zaciśnięta w pięść ląduje na moim policzku. Caroline mnie uderzyła. Gdyby to była inna dziewczyna pewnie by już nie żyła. Zachwiałem się od uderzenia i w tej samej chwili Caroline znalazła się przy Damonie. Zaczęła nim potrząsać.
- Klaus dlaczego on się nie budzi?- spytała, a łza spłynęła po jej policzku.
- Widzisz kochana. Mam tysiąc lat i gdy rzuciłem go na drzewo musiał trafić na jakąś grubą gałąź, która wbiła mu się w miejsce gdzie od serca dzieliły go dokładnie milimetry. Normalny wampir po czymś takim traci przytomność na jakiś dzień, a później przez jakieś 2 godziny nie może się nigdzie ruszyć bo czuje niemiłosierny ból w klatce piersiowej. Biedny Damon- zadrwiłem.
- No trudno chyba musimy wrócić do domu i tam wyleczyć Damona- powiedziała.
- Wreszcie się ze mną... Czekaj co?! Wyleczyć Damona? Ty sobie żarty robisz?- spytałem zaskoczony.
- Nie, nie robię sobie z ciebie żartów. I tak dobrze słyszałeś wyleczyć Damona. To mój przyjaciel i go nie zostawię.
- Nie ma mowy- powiedziałem.
- Klaus!- krzyknęła- To przez ciebie on jest w takim stanie!
- Tak prze ze mnie. I co z tego?- spytałem już trochę zirytowany.
- To, że powinieneś mu teraz pomóc!- wywrzeszczała.
- Kochana chyba zapominasz kim jestem. Jestem pierwotną hybrydą i nikt nie ma prawa mówić mi co mam robić!- krzyknąłem.
- Ja Ci nie mówię co powinieneś zrobić, ja Ci mówię co MUSISZ zrobić!- wywrzeszczała mi w twarz.
- Kochana, chyba za daleko się posuwasz, nie sądzisz?- spytałem zdenerwowany zachowaniem blondynki.
- Nie, nie sądzę! Powinieneś wreszcie zrozumieć, że nie jesteś pępkiem świata. Są inne osoby, które potrzebują pomocy, NIE TYLKO TY! Mam gdzieś Twoje zdanie i albo zabierasz Damona z nami, albo ja nigdzie nie idę- powiedziała zdeterminowana. 
Wiedziałem, że będzie trzymać przy swoim. Jest uparta. Bardzo uparta. Może nawet bardziej niż ja. Spojrzałem na wampirzycę. Już nie wpatrywała się tymi pięknymi błękitnymi oczami we mnie lecz w Damona. Bała się o niego. Jestem ciekawy dlaczego jej uczucia do wampira się zmieniły. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Caroline.
- To co? Zabieramy Damona do domu czy stoimy tu w nieskończoność?
- Dobra. Ale gdy tylko wyzdrowieje ma wracać do Mystic Falls- powiedziałem i podszedłem do wampira.
Po drodze spojrzałem na twarz blondynki. W jej oczach znów widać było ten niepowtarzalny błysk. Podniosłem Damona z ziemi i zatargałem do samochodu. Gdy kierowałem się do drzwi od strony kierowcy usłyszałem ten piękny głos.
- Klaus...- zawahała się- Dziękuje- dodała i uśmiechnęła się słabo.

*Oczami Elijah*


Stałem przed drzwiami starej rezydencji mojej rodziny. Przyglądałem jej się. Od dwustu lat nie wiele się zmieniła. Są te same marmurowe schody, dębowe drzwi, jabłonki wokół posiadłości, dwie wysokie kolumny i piękne kwiaty. Podszedłem do drzwi i zapukałem. Nikt nie otwierał, wiec postanowiłem sprawdzić czy ktoś jest w domu. Wytężyłem swoje zmysły. Poczułem obecność tylko jednej osoby... Kateriny. Kopnąłem w drzwi, które chwilę potem wylądowały z hukiem na podłodze. Długi ganek prowadził do salonu, kuchni i specjalnego pomieszczenia. To miejsce zostało specjalnie wybudowane dla Klausa. Był to pokój tortur, ale także jako więzienie dla ludzi, którzy podpadli mojemu bratu. Klaus nie pozwalał tam wejść nikomu oprócz Marcela. Domyśliłem się, że pewnie tam trzyma Katerinę. Ostrożnie pociągnąłem za drzwi, o dziwo były otwarte. Długie schody prowadziły do podziemi. Powoli zacząłem z nich schodzić. Po chwili znalazłem się w ciemnym korytarzu. Gdyby nie to, że jako wampir miałem lepszy wzrok pewnie bym nic nie widział. Poczułem bardzo bliski mi zapach. Krew. Postanowiłem kierować się jej zapachem. Szedłem długim i ciemnym korytarzem gdy nagle zobaczyłem wyłaniającą się postać.
- Elijah?- usłyszałem troszeczkę zachrypnięty głos Kateriny.
- Katerina- odpowiedziałem jej.
- To naprawdę ty- powiedziała i uśmiechnęła się lekko.
Podeszła do mnie i położyła swoją dłoń na moim policzku. Cały czas była uśmiechnięta. Spojrzałem na nią. Była blada i brudna. 
- Zabierzesz mnie stąd?- spytała.
- Oczywiście, że tak- odpowiedziałem natychmiast i mocno ją przytuliłem.
- Skąd wiedziałeś, że tu jestem?- zapytała.
- Nie tylko ty miałaś być nagrodą w gierce Marcela. Była nią też Caroline Forbes- zacząłem, ale Katerina mi przerwała.
- Caroline?- spytała zdziwiona- Ją też uratowałeś?- zaśmiała się.
- Niestety nie. Musiała wziąć udział w losowaniu. Miała takie szczęście i wylosowanym wampirem był mój brat- powiedziałem.
- Zależy dla kogo szczęście- powiedziała i szeroko się uśmiechnęła.
- Masz rację. Więc Caroline musiała z nami i zamieszkać i miałem okazje ją poznać i wypytać trochę o tym jak ją tam traktowano. Później poszedłem do czarownicy z prośbą znalezienia Cię- wyjaśniłem.
- Dziękuje Elijah- powiedziała na co się uśmiechnąłem.
- Chodźmy stąd- oznajmiłem po czym wyszliśmy z posiadłości.
Na dworze było zimno, ale jako wampir nie odczuwałem zmian klimatycznych. Niestety Katerina tak, ponieważ piła za mało krwi. Zdjąłem swoją marynarkę i założyłem ją na ramiona brunetki. Chwile później byliśmy w samochodzie. Kiedy dojechałem do naszej wilii Katerina spała. Wziąłem ją ostrożnie na ręce i skierowałem się w stronę drzwi wejściowych. Kiedy wszedłem do domu zobaczyłem jak Klaus schodzi ze schodów. Był zły. Bardzo zły. Ciekawe kto go tak wkurzył.
- Ooo... Widzę, że szlachetny Elijah uratowałem damę z kłopotów- powiedział złośliwie.
- Niklaus... Któż Cię tak zdenerwował- spytałem.
- Idź połóż Katerinę- oznajmił. Najwyraźniej nie miał zamiaru mi odpowiedzieć.
Skierowałem się w stronę mojej sypialni. Położyłem wampirzycę na łóżko i postanowiłem znaleźć Caroline. Najpierw zajrzałem do jej pokoju, ale nikogo nie było. Usłyszałem jakiś odgłos z sypialni obok więc poszedłem tam. Caroline siedziała na łóżku, a obok nie leżał nieprzytomny Damon. Tylko co on tu robi?
- Witaj Caroline- przywitałem się.
- Witaj Elijah- odpowiedziała.
- Mogę zadać Ci dwa pytania?- spytałem niepewnie.
- Pewnie chcesz zapytać dlaczego Twój brat jest tak wkurzony i co Damon tu robi- powiedziała.
- Dokładnie o to chciałem spytać- odpowiedziałem i uśmiechnąłem się.
- Więc Klaus jest zły na mnie- zaczęła, ale jej przerwałem.
- Na ciebie?! Jesteś ostatnią osobą, na którą Klaus mógłby być zły- powiedziałem.
- Tak Elijah. Klaus jest zły na mnie za to, że próbowałam uciec. Kiedy wyszedłeś Damon tu przyszedł. Jako jedyny mnie szukał. Zaproponował, że mnie stąd zabierze. Ja się zgodziłam, ale po drodze znalazł nas Klaus. Rzucił Damona na drzewo i gałąź wbiła mi się obok serca. I kazałam Klausowi go tu zabrać i go wyleczyć. No i od tego czasu z nim nie rozmawiałam- oznajmiła mi.
- Wiesz już gdzie znajduje się Katherine?- spytała po chwili milczenia.
- Tak- uśmiechnąłem się- Teraz śpi w mojej sypialni.
- Jest tutaj? To po to wyszedłeś?- zapytała i uśmiechnęła się szeroko.
- Tak jest tutaj- powiedziałem.
Chciałem jeszcze coś dodać, ale Klaus mnie zawołał.
- Przepraszam Cię na chwilę Caroline- powiedziałem i wyszedłem z pokoju.
- Czego chcesz Klaus?- zwróciłem się do mojego brata, który wyglądał przez okno.
- Mamy kłopoty- powiedział.
- Co? Jakie kłopoty?- zapytałem. Niklaus skinął głową abym podszedł do okna. Na zewnątrz stał Marcel i jego wampiry. Dużo wampirów.
- Domyślam się, że są tu w sprawie Kateriny- powiedział mój brat.



sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 7

Zeszłam powoli po schodach i weszłam do holu. Nikogo nie było. Nagle usłyszałam kroki w salonie. Ostrożnie ruszyłam w jego stronę. Gdy miałam przekroczyć próg pomieszczenia ktoś przycisnął mnie do ściany, ściskając za gardło. Nagle uścisk się poluźnił i usłyszałam znajomy mi głos:
- Caroline?!

*Oczami Elijah*


Siedziałem w pokoju Daviny. Opowiedziałem jej całą historię- o Caroline i Katerinie.

- Elijah nie do końca rozumiem co mam zrobić- powiedziała młoda czarownica.
- To bardzo proste Davino. Chcę tylko żebyś rzuciła czar lokalizujący- oznajmiłem.
- Dobrze, ale potrzebuje czegoś co należało do Kateriny- powiedziała.
- Oczywiście- odpowiedziałem i podałem jej bransoletkę mojej ukochanej.
Davina ;3
Czarownica wzięła ja ode mnie i poszła po mapę miasta. Wysypała na nią jakiś proch i położyła bransoletkę. Zaczęła wymawiać słowa w jakimś innym języku. Proch zaczął poruszać się po mapie. Nagle zatrzymał się na jakimś miejscu na mapie.
- Jest w waszym starym domu- powiedziała i uśmiechnęła się.
- Dziękuje- odpowiedziałem, ucałowałem jej dłoń i opuściłem mieszkanie.

*Oczami Caroline*


Stałam w miejscu i przyglądałam się mojemu przyjacielowi- choć nawet nie wiem czy mogę nazwać go przyjacielem. Spędzałam z nim czas tylko ze względu na Elenę i Stefana- zresztą tak samo jak on ze mną. Po chwili oprzytomniałam.
- Damon?!
- Co tu robisz?- zapytaliśmy w tym samym czasie.
- Ty pierwszy- powiedziałam.
- No więc- zaczął- Ja szukałem Ciebie.
- Ty, szukałeś mnie?- spytałam z nie do wierzeniem. 
Damon był ostatnią osobą, która zaczęła by mnie szukać. Przynajmniej tak myślałam.
- To aż takie zaskoczenie?- spytał i uśmiechnął się.
- Tak- powiedziałam i odwzajemniłam uśmiech.
- Wracając do mojej opowieści. Wyjechałaś tak nagle i na początku wszyscy myśleli, że coś Ci się stało i takie tam, ale później wysłałaś nam listy, że wszystko ok i tak dalej- rozpoczął swoją opowieść, ale mu przerwałam.
- To dalej nie wyjaśnia dlaczego zacząłeś mnie szukać-powiedziałam. 
- Blondi, daj mi dokończyć- powiedział z udawanym oburzeniem.
- Dobrze, proszę kontynuuj- odpowiedziałam.
- Dziękuje bardzo. Więc zdziwiło mnie to, że wysłałaś też list MNIE- powiedział- Powiedziałem o tym reszcie, ale oni mnie zbyli tym, ze może przez przypadek mi to wysłałaś lub po prostu mnie lubisz. Oczywiście nadal w to nie wierzyłem. Dlatego też poszedłem do mojej przyjaciółki czarownicy i poprosiłem żeby Cię zlokalizowała. Rzuciła zaklęcie i nic. Powiedziała mi, że jakaś czarownica musiała rzucić zaklęcie, aby nie można było zlokalizować tego miejsca. Wydało mi się to dziwne, więc postanowiłem przyjechać do pierwotnych z prośbą o pomoc i natknąłem się na Ciebie- powiedział- Teraz Twoja kolej.
- Więc- zaczęłam- Jechałam do Mystic Falls i nagle ktoś wyskoczył mi przed samochód. Myślałam, że go potrąciłam, więc wysiadłam z auta by sprawdzić czy coś się stało. Kiedy wyszłam na drogę nikogo nie było. Jedyne co usłyszałam to "Jesteś idealna" i później leżałam z skręconym karkiem. Gdy się obudziłam znajdowałam się w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Zaczęłam krzyczeć i wołać o pomoc. Okazało się, że porwał mnie niejaki Marcel i że jestem kolejną nagrodą w jego chorej gierce- miałam kontynuować, ale moją wypowiedź przerwał Damon.
- Nagrodą?! W jakiej gierce?- spytał.
-Już Ci wyjaśniam. Co miesiąc w Nowym Orleanie jest spotkanie wampirów płci męskiej, na którym Marcel losuje imię któregoś z nich. Ten, który zostanie wylosowany dostaje swoją "nagrodę". Tą "nagrodą" jest wampirzyca. Musi ona być posłuszna temu kto ją "wygrał", bo inaczej znów wraca do Marcela i ponownie bierze udział w losowaniu. A teraz kontynuuje swoją opowieść. Po chyba jakiś 2 tygodniach przyszła kolej na mnie. I oczywiście miałam takie szczęście i Marcel wylosował nikogo innego jak Klausa Mikaelsona. I według zasad tej gry jestem teraz jego własnością- skończyłam i spojrzałam na Damona.
Zobaczyłam w jego oczach coś czego nigdy jeszcze nie widziałam. Troskę. 
- O mój Boże. Nic Ci nie jest?! Ten Marcel Ci nic nie zrobił?- spytał z niespotykaną u niego troska w głosie i mocno przytulił- Zabiję gnoja- dodał po chwili.
Po tych słowach wtuliłam się w niego i parę łez spłynęło po moim policzku, mocząc mu koszulę. Po chwili odkleiliśmy się od siebie i popatrzyliśmy na siebie. Damon lekko się uśmiechnął, a ja odwzajemniłam uśmiech.
- Idziemy Blondi- powiedział.
- Co?- spytałam zdziwiona.
- Zabieram Cie stąd- oznajmił.
- Damon, ja nie mogę- powiedziałam.
- Od kiedy słuchasz się kogokolwiek?
- Damon, Ty nie rozumiesz. Nie mogę się ruszyć z domu "właściciela" bo Marcel zabierze mnie znów do siebie.
- Z tego co mi wiadomo to wampiry mają teraz jakąś imprezę, więc nikt nie zauważy jak wyjedziemy, a w Mystic Falls będziesz bezpieczna.
- Masz rację. Chodźmy.
Wyszliśmy z domu i wsiadłam do jego samochodu. Po chwili zapalił silnik i auto ruszyło. Damon jechał chyba z największą prędkością jaką jego samochód mógł osiągnąć. Po paru minutach byliśmy już za miastem. Zaczęłam wierzyć, że może uda mi się stąd uciec, ale nagle jakaś postać pojawiła się tuż przed nami na drodze.
- Damon uważaj!- zdążyłam krzyknąć.
Mój przyjaciel wyszedł z samochodu by sprawdzić czy tajemniczej postaci coś się stało. Nagle zobaczyłam Damona, który został rzucony na następne drzewo z niewiarygodną siłą. Szybko wybiegłam z auta. Chciałam podbiec do mojego przyjaciela, ale ktoś nagle pojawił się przede mną. 
- Co Ty tu robisz?- spytałam, próbując wyminąć wampira.
- Raczej co TY tu robisz?!- powiedział, a w jego głosie słychać było złość. Wielką złość. Wiedziałam, że to nie wróży nic dobrego.




sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 6

*Oczami Klausa*

Widok, który zobaczyłem zam drzwiami wcale mnie nie ucieszył wręcz przeciwnie. Był to Marcel we własnej osobie.

- Co tu robisz?- spytałem.
- Przyszedłem zobaczyć jak sprawuje się nasza Caroline- odpowiedział z podstępnym uśmieszkiem.
- Po pierwsze ona nie jest NASZA!- powiedziałem wściekły- Po drugie sprawuje się świetnie, więc możesz już sobie iść.
- Czekaj! Muszę sam sprawdzić. Takie są zasady. Możesz przyprowadzić Caroline?
- Chodź za mną- dałem za wygraną, bo wiedziałem, że jak mu nie pozwolę się z nią zobaczyć to ją zabierze, a to nie może się stać. Poprowadziłem go do salonu- Poczekaj tu chwilę. Pójdę po Caroline.
Po tych słowach ruszyłem do kuchni. Moja księżniczka siedziała przerażona na krześle koło Elijah.
- Słyszałaś wszystko, prawda kochana?- zapytałem choć odpowiedzieć była oczywista.
- Tak- oznajmiła i wstała z miejsca- Chodźmy.
Wyszliśmy z kuchni i gdy weszliśmy do salonu Marcel od razu się uśmiechnął.
- Witaj słonko- przywitał ją.
- Czego chcesz?- spytała.
- Już mówiłem sprawdzam jak się sprawujesz, bo wiesz, że jak Klaus nie będzie z Ciebie zadowolony to wracasz do mnie- powiedział i puścił do Caroline oczko, co mnie jeszcze bardziej wkurzyło.
- Klaus jak ta piękność się sprawuje?
- Jak już mówiłem wyśmienicie.
- Naprawdę? Bo jak nie to mów i od razu ją zabieram.
- Naprawdę- powiedziałem coraz bardziej zdenerwowany.
- No dobrze to ja już się będę zbierał. Tylko pamiętaj słonko- zwrócił się do Caroline- Jeśli Klaus będzie choć trochę z Ciebie niezadowolony to wracasz do mnie i wtedy spełnię moją obietnicę co do Ciebie- powiedział i wyszedł.
Gdy tylko Marcel opuścił dom Caroline zaczęła płakać.
- Ej, Caroline co się stało?- spytałem- Czy tu chodzi o tą całą obietnicę?- pokiwała głową- Co on Ci obiecał?
Nic. Zero odpowiedzi. Cisza.
- Caroline odpowiedz mi!- krzyknąłem.
- No jak ja tam byłam to...- wyjąkała.
- To...- zachęcałem ją do kontynuowania wypowiedzi.
- To on mi powiedział, że jak nie spodobam się swojemu  "właścicielowi" to mnie zabierze, ale nie będę brała znów udziału w tej całej gierce tylko będę należała do niego i będzie mógł ze mną robić co tylko chce. A jemu chodzi tylko wiesz o co.
Te słowa mną wstrząsnęły. On chciał z MOJĄ Caroline... Nie Klaus STOP! Popatrzyłem na moją księżniczkę. Siedziała na sofie i płakała. Podszedłem do niej i przytuliłem. Caroline odwzajemniła uścisk. Cały czas płakała.
- Cii... Będzie dobrze- uspokajałem ją- Nikt Cię nie skrzywdzi. Obiecuję Ci.
Uśmiechnęła się. Starłem kciukiem jej łzy z policzka i odwzajemniłem uśmiech. 

*Oczami Elijah*


Widziałem całe to zdarzenie. Marcela, zapłakaną Caroline i pocieszającego ją Klausa. Najbardziej zdziwiło mnie zachowanie mojego brata. Przecież on nigdy nie darzył uczuciem drugiej osoby. Czyżby Caroline aż tak go zmieniła. Jeszcze rok temu bez opętania zabijał niewinnych ludzi, sztyletował i trzymał w trumnach mnie i moje rodzeństwo kiedy tylko miał ochotę. A teraz? Zastanawiało mnie co ta blond wampirzyca ma w sobie takiego, że zmieniła mojego brata. Zrobiła to w miesiąc może dwa. Ja starałem się to zrobić przez około dziewięćset lat i mi się nie udało. Czy to możliwe żeby mój brat się zakochał? Kalus stał jeszcze chwilę z Caroline w ramionach, szepnął jej coś i wyszedł z domu. Zapewne udał się na jakieś przyjęcie do Marcela. Caroline odwróciła się do mnie i uśmiechnęła.

- Jak się czujesz?- spytałem.
- Niezbyt dobrze- powiedziała.
- Może się położysz.
- To dobry pomysł.
- Caroline. Muszę wyjść na chwilę. Zostaniesz sama?
- Jasne- oznajmiła i ruszyła na górę.
Chwilę później wyszedłem z domu. Zamierzałem udać się do Daviny- potężnej, młodej czarownicy z prośbą o pomoc w odzyskaniu Kateriny.

*Oczami Caroline* 


Miałam już dość wszystkiego. Mojego życia. Marcela. I tego strachu, że Klaus mnie odda. Ostatnio nawet zastanawiałam się czy nie przebić swojego serca kołkiem. Weszłam do sypialni. To chyba była sypialnia Klausa. Usiadłam na łóżku i zastanawiałam się co robić. Na szafce koło łóżka zobaczyłem jakieś rysunki Klausa. Postanowiłam je obejrzeć. Gdy je brałam niechcący strąciłam jakiś dziennik. Podniosłam go i przeczytałam kawałek strony, na której się otworzył.


Nie wybaczy mi tego. Nigdy! Jak ja mogłem to zrobić? Jak ja mogłem zabić matkę jej chłopaka? Dlaczego mam wyrzuty sumienia? Przecież nigdy ich nie miałem! Co się ze mną dzieje! Czy ja się zakochałem?


Zdziwiło mnie to co napisał. O kim pisał? Spojrzałam na datę. O mój Boże! To data kiedy Klaus zamordował matkę Tylera- mojego byłego chłopaka. Czy on pisał o mnie? Postanowiłam czytać dalej. Znalazłam osobną kartkę. Wzięłam ją do ręki i zaczęłam czytać.


Ja naprawdę się zakochałem. Gdy przy niej jestem czuje się jak nigdy. Jestem szczęśliwy. Czy na to zasługuje? Czy zasługuje na szczęście? Czy zasługuje na  Caroline? Oczywiście, że nie. Wyrządziłem jej tyle zła. Zabiłem matkę jej chłopaka, chciałem zabić jej najlepszą przyjaciółkę, kazałem wyjechać jej chłopakowi z miasta. W jej oczach jestem nikim. Ona mnie nienawidzi. Zresztą jak wszyscy. Ale nienawiść Caroline jest gorsza od wszystkich tortur. Cały czas zastanawiam się jak ją do siebie przekonać. Jej uśmiech jest dla mnie jak środek przeciwbólowy, a głos jak lek uspokajający. Czu ona jest w stanie kiedykolwiek mi to wszystko wybaczyć? Czy jest w stanie poczuć coś do mnie? Tego nie wiem. Jedyne czego jestem pewny to, że ją kocham. Tak. Kocham Caroline Forbes, ale ona nigdy się o tym nie dowie...


To co przeczytałam wstrząsnęło mną. On opisywał mnie w taki sposób... On napisał, że żałuje tego wszystkiego co zrobił. On napisał, że mnie KOCHA! Czy to dlatego nie odda mnie Marcelowi? 

Dlaczego napisał, ze nigdy się o tym nie dowiem? Nie chciał mi tego powiedzieć? Dlaczego? A nawet jeśli by mi to powiedziało to czy to by coś zmieniło? Czy ja coś do niego czuje? Moje rozmyślenia przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Ktoś wszedł do domu i to na pewno nie był Elijah ani Klaus.



poniedziałek, 6 stycznia 2014

Rozdział 5

*Oczami Klausa*

- Co tu robisz?- spytała Caroline
- Próbuje zasnąć- odpowiedziałem.
- Wydawało mi się, że ja mam tu spać- powiedziała.
- Bo tak jest- oznajmiłem.
- Więc co tu robisz?- zapytała już trochę podirytowana.
- Śpimy razem, kochana- powiedziałem z uśmiechem.
Na te słowa oczy jej się rozszerzyły, a szczęka minimalnie opadła ze zdziwienia.
- Ale jak to?- oprzytomniała nagle.
- Zapomniałaś już, że wygrałem Cię w tej całej gierce Marcela- powiedziałem.
- Miałam nadzieję, że zapomnisz, że możesz ze mną robić wszystko- oznajmiła, a w jej głosie słychać było gorycz.
- Oj daj spokój kochana. To tylko spanie koło siebie w łóżku. Nic wielkiego- zacząłem.
Wiedziała, że mam rację, ale prędko mi jej nie przyzna bo jest uparta. Bardzo uparta.
- Zamknij się już. Jestem zmęczona i chce iść spać- oznajmiła.
Powoli podeszła do łóżka, położyła się na nim i przykryła kołdrą. Odwróciła do mnie głowę. Zastanawiała się czy coś mi powiedzieć czy nie. W końcu podjęła próbę.
- Klaus- zaczęła.
- Słucham.
- Wyjaśnisz mi wreszcie dlaczego nie oddałeś mnie Marcelowi?
- Cholera. Czy ona nie może odpuścić?- pomyślałem.
- Caroline- zacząłem, ale blondynka mi przerwała.
- Klaus proszę Cię. Ja nadal tego nie rozumiem.
- Teraz jedynie co musisz zrozumieć to to że jesteś zmęczona i musisz iść spać.
- Klaus- zaczęła błagalnie, ale nie dałem jej dokończyć.
- Dobranoc Caroline.
Po tych słowach zgasiłem lampkę. Teraz leżę w łóżku z piękną blond wampirzycą w ciemnościach.

*Oczami Caroline*


Klaus zgasił lampkę co znaczyło tylko, że nie odpowie na moje pytanie. Spojrzałam na niego. Mimo, że było ciemno widziałam go bardzo wyraźnie. Spał. Wyglądał tak niewinnie. Zupełnie nie jak bezlitosny, pierwotny wampir, który wymordował z milion osób jak nie więcej. Postanowiłam także pójść spać. Nie musiałam długo czekać, bo sen przyszedł bardzo szybko.


***

Gdy się obudziłam Klaus jeszcze spał. Postanowiłam poszukać kuchni. Ostrożnie zeszłam z łóżka i cichutko wyszłam z pokoju obudzić hybrydy. Na palcach zeszłam ze schodów i skierowałam się w stronę salonu. O dziwo kuchnia była tuż obok, więc nie szukałam jej długo. Jak wszystko w tym domu była ogromna. Wyjęłam z lodówki butelkę wody i wzięłam parę łyków. Gdy skończyłam pić zaczęłam się rozglądać po posiadłości. Moją uwagę przykuło pomieszczenie, które wyglądało na pracownię. Było w niej mnóstwo obrazów i przyrządów malarskich. Domyśliłam się, że to pracownia Klausa. Kiedyś wspominał, że jego pasją jest malarstwo. Patrzyłam na obrazy z zachwytem. Trzeba przyznać ma talent. Podeszłam do biurka, na którym leżały szkicowniki. Wzięłam jeden do ręki i otworzyłam. Znajdowały się tam różne krajobrazy. Gdy go obejrzałam wzięłam drugi. W nim zaś byłam ja. Cały szkicownik był wypełniony moimi portretami. Na jednych się uśmiecham, na innych smucę, a jeszcze na innych mam groźny wyraz twarzy. Ale każdy szkic jest piękny. Oglądałam kolejne strony szkicownika i podziwiałam w jaki sposób Klaus przedstawił mój wizerunek. Do głowy przychodziło mi tylko jedno pytanie: Dlaczego on mnie rysuje? Nagle usłyszałam czyjeś chrząknięcie. Odwróciłam się i zobaczyłam stojącego w drzwiach Klausa.
- Co tu robisz?- spytał.
- Ja...- zaczęłam, ale nie wiedziałam co powiedzieć- Przepraszam. Nie powinnam była tu wchodzić.
Odłożyłam szkicownik na biurko i już chciałam wyjść gdy pierwotny zagrodził mi drogę.
- Ej poczekaj. Nic się nie stało- powiedział z uśmiechem na twarzy.
- Naprawdę?- spytałam zaskoczona. 
Wydawało mi się, że będzie zły. W końcu poruszyłam tak jakby jego własność prywatną.
- Naprawdę- oznajmił, a uśmiech ciągle nie schodził mu z twarzy- Jak Ci się podobają moje obrazy?
- Są...- przerwałam na chwilę aby zastanowić się jakich słów użyć- Piękne. Widać w nich radość, szczęście, ale też samotność.
- Wtedy byłem samotny. Ale teraz na brak towarzystwa nie muszę narzekać- powiedział i uśmiechnął się do mnie.
Zastanawiałam się czy spytać go o te moje portrety. Po chwili zdecydowałam, że go zapytam.
- Klaus?
- Tak, kochana.
- Boże! Jak ja nienawidzę kiedy mówi do mnie kochana!- pomyślałam.
- Dlaczego mnie rysujesz?
- Bo jesteś piękna.
Spojrzałam na niego. Cały czas był uśmiechnięty. Ja też lekko uśmiechnęłam się na jego słowa. Chwilę staliśmy w ciszy. Przerwał ją Klaus.
- Na pewno jesteś głodna. Chodź za mną.
- Dobrze.
Poprowadził on mnie do kuchni. Pokazał mi gdzie jest trzymana krew i podał mi dwie torebki. Po chwili ich już nie było. W tym samym momencie do kuchni wszedł Elijah. Jak zawsze ubrany w garnitur. Trochę głupio się poczułam, bo tylko ja byłam w pidżamie. Gdy pierwotny mnie zobaczył uśmiechnął się szeroko co było u niego rzadko spotykane.
- Dzień dobry Caroline- powiedział nadal mając na twarzy uśmiech.
- Dzień dobry Elijah- także się uśmiechnęłam.
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę- oznajmił Klaus i wyszedł z kuchni.
Postanowiłam natężyć swój słuch by usłyszeć kto przyszedł. Słyszałam otwierające się drzwi i zdziwiony głos Klausa.
- Co tu robisz?
I głos...
- Przyszedłem sprawdzić jak sprawuje się nasza piękna Caroline- gdy go usłyszałam naprawdę się przeraziłam. To był głos Marcela.

wtorek, 24 grudnia 2013

Rozdział 4

*Oczami Elijah*

Siedziałem w swoim pokoju i czytałem książkę. Martwiłem się o Katherine. Mimo, że jest ona najsprytniejszą wampirzycą jaką kiedykolwiek spotkałem. Nagle w drzwiach stanęła Caroline.

- Hej- przywitałem się.
- Hej- odpowiedziała.
- Potrzebujesz czegoś?- zapytałem.
- Nie. Klaus wyszedł i nie wiem co mam robić, więc pomyślałam, że mogę trochę z Tobą posiedzieć- powiedziała.
- Jasne. Siadaj- wskazałem miejsce obok mnie.
Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko.
- Caroline- zacząłem- Mogę Cię o coś spytać?
- Oczywiście- odpowiedziała.
- Jak Marcel Cię tam traktował?- zapytałem.
- Hmmm... Codziennie wstrzykiwał mi dawkę werbeny i dawał tylko 2 szklanki krwi- powiedziała.
- Jak Ty to wytrzymałaś?- spytałem.
- Cały czas miałam nadzieję, że moi przyjaciele mnie wyciągną. Ale nikt mnie nie szukał- oznajmiła.
- Jak myślisz, dlaczego Ciebie nie szukali?
- Marcel wysłał im e-maila z mojego konta, że zwiedzam świat i nie wrócę szybko i żeby nie dzwonili, bo chcę od wszystkiego odpocząć i ze wszystko jest dobrze.
- Przykro mi.
- A tak w ogóle to dlaczego pytasz?
- Marcel zabrał Katherine, a ja jestem w niej zakochany i się cholernie martwię.
- Katherine?!- krzyknęła zaskoczona.
- Tak- powiedziałem i uśmiechnąłem się.
- Okey. Nie pytam- powiedziała i oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Co Was tak bawi?- usłyszałem głos mojego młodszego braciszka.
- Nic szczególnego- odpowiedziała blondynka.
- To dobrze, bo muszę zabrać Caroline na chwile- powiedział z uśmiechem.
- No dobrze- powiedziała zażenowana- Cześć Elijah.
- Cześć- odpowiedziałem.

*Oczami Caroline*


Stałam w salonie i przeglądałam ubrania, które kupił Klaus. Było ich za dużo, stanowczo za dużo.

- Klaus tych ubrań jest za dużo- powiedziałam.
- Wcale nie- odpowiedział.
- Wcale tak- kontynuowałam. 
- Caroline nie kłóć się ze mną bo i tak postawię na swoim- powiedział z uśmiechem.
- No niech Ci będzie- dałam za wygraną.
- Powinnaś się iść wykąpać i pójść spać- powiedział.
- Masz rację- odpowiedziałam.
- Łazienka jest obok tego pokoju co spałaś- powiedział- A i w tym pokoju będziesz też spała.
- Okey- powiedziałam.
Chwyciłam ręcznik, szorty, T- shirt i kosmetyki kupione przez Klausa. Gdy weszłam do łazienki moje oczy się rozszerzyły. Była ogromna. Choć to nic dziwnego jak na rodzinę pierwotnych. Gdy już się wykąpałam i rozczesałam włosy wyszłam z łazienki. To co zobaczyłam bardzo mnie zdziwiło. Na łóżku leżał Klaus.
- Co tu robisz?- spytałam.
- Wykąpałem się w drugiej łazience i teraz próbuje zasnąć- powiedział z uśmiechem.
- Ale przecież ja tu miałam spać- powiedziałam.
- Tak i będziesz tu spała- oznajmił.
- Więc, dlaczego tu leżysz- wskazałam na łóżko.
- Bo będę spać z Tobą- powiedział i uśmiechnął sie.
Dopiero teraz uświadomiłam sobie cop on powiedział. Będę z nim spać. W jednym łóżku. Cholera...


sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 3

- Witaj kochana- przywitał się.Nienawidziłam jak mnie tak nazywał- Wyspałaś się?- zapytał po chwili.
Spojrzałam na niego wzrokiem pełnym nienawiści. Zaczynał się zmieniać się z wesołego, dobrego Klausa w złego Klausa.
- Nie patrz tak na mnie!- warknął.
- A mam powód?- zapytałam.
- Tak- powiedział i rzucił mi pięć torebek z krwią
Byłam strasznie głodna, dlatego po dwóch minutach już ich nie było.
- Dziękuje- powiedziałam.
- Nie ma za co Caroline- odpowiedział i uśmiechnął się.
Boże! Jaki on jest zmienny. Raz jest miłym, zabawnym, troszczącym się Klausem, którego mogłabym polubić, a raz jest złym, z chęcią zabicia wszystkich Klausem, którego nienawidzę z całego serca.
- Jak się czujesz?- zapytał.
- Już lepiej- powiedziałam.
- Nadal boisz się, że Cię oddam?- spytał.
- Trochę- odpowiedziałam- Nadal nie rozumiem, dlaczego od razu mnie nie zwróciłeś.
- Już Ci mówiłem- powiedział- Nie mam zamiaru powtarzać.
- Ale ja nadal tego nie rozumiem! Klaus wytłumacz mi to!- krzyknęłam.
- To już Twój problem kochana- oznajmił i uśmiechnął się do mnie.
- Klaus!!!- wrzasnęłam, ale on tylko się zaśmiał i wyszedł.

*Oczami Klausa*

Caroline mnie zaskoczyła. Chciała wyjaśnienia, ale ja nigdy nie umiałem rozmawiać o uczuciach. Zawsze je pokazywałem, np. przytulałem, całowałem, ale przy Caroline nie mogę sobie na to pozwolić. Nigdy, przenigdy nie zrobię nic wbrew jej woli. Dlaczego? Chciałbym to wiedzieć. Dlaczego nienawiść Caroline do mnie obchodzi mnie bardziej niż innych? Dlaczego jej jeszcze nie zabiłem? Dlaczego przechodzą MNIE- najpotężniejszą istotę na świecie przechodzą ciarki gdy ta blond wampirzyca przypadkiem mnie dotknie? I chciałbym się dowiedzieć co do niej czuje.
- Klaus?- usłyszałem głos Caroline- Klaus?- usłyszałem ja ponownie.
- Tu jestem- krzyknąłem.
Caroline w kilka sekund znalazła się w salonie.
- Czegoś potrzebujesz?- spytałem z troską.
- W zasadzie to tak- powiedziała trochę zawstydzona.
- Zamieniam się w słuch- oznajmiłem.
- Potrzebuję kilka ubrań- odpowiedziała i zarumieniła się.
- Jak ona ślicznie się rumieni- pomyślałem.
- Masz racje powiedziałem i uśmiechnąłem się- Musze Ci coś kupić- dodałem.
- Wiesz mi wystarczy tylko jakieś spodnie, dwa T-shirt i bielizna- oznajmiła mi.
- Kupię Ci to co mi się spodoba- powiedziałem i spojrzałem na nią.
Spotkałem się z jej zdziwionym wzrokiem.
- No bo wiesz Ty nie możesz wychodzić, bo inaczej Marcel Cię zabierze- dodałem.
- A no tak. Zapomniałam, że jestem Twoją własnością- powiedziała ze smutkiem.
- Nigdy nie będziesz moja własnością i dobrze o tym wiesz, więc skończ temat- powiedziałem stanowczo.
Caroline co chwilę otwierała usta aby coś powiedzieć ale od razu je zamykała. Uśmiechnąłem się w myślach.
- To ja pojadę kupić Ci te ubrania, a Ty sobie tu posiedź- powiedziałem- Jakby coś to Elijah jest na górze.
- Okey- powiedziała i uśmiechnęła się słodko- Dziękuje- dodała gdy już wychodziłem.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Rozdział 2

- Skąd wiesz o czym myślę?- zapytałam.
- Widać po Tobie, że się czegoś boisz i chyba zgadłem o co chodzi- powiedział i uśmiechnął się.
Odwróciłam głowę w stronę okna i zaczęłam podziwiać miasto. Nowy Orlean był naprawdę piękny. Kiedyś nawet myślałam czy tu nie zamieszkać, ale teraz najchętniej uciekłabym najdalej od tego miejsca. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Klausa:
- Naprawdę boisz się, że Cię oddam?- zapytał ze zdziwieniem w głosie.
- Tak- odparłam.
- Dlaczego tak myślisz?
- Jesteś złym wampirem, więc można się po Tobie wszystkiego spodziewać- powiedziałam- A oddam?
- Nie, nie oddam Cię- odpowiedział.
- Dlaczego?- spytałam.
- Marcel ma wszystko co ja zawsze chciałem: te miasto, swoich ludzi i władzę, a teraz miałby jeszcze Ciebie. Nie ma mowy żebym Cię oddał- odpowiedział stanowczo.
Nic już więcej nie mówiłam. Źle się czułam. Marcel codziennie wstrzykiwał mi dawkę werbeny żeby mnie osłabić i dawał tylko dwie szklanki krwi, które dostawałam tylko dlatego żebym się nie wysuszyła z pragnienia. Byłam bardzo głodna i senna. Postanowiłam się zdrzemnąć zanim dojedziemy do domu hybrydy. Zamknęłam oczy i za chwilę usnęłam.

*Oczami Klausa*


Ona naprawdę myślała, że oddam ją Marcelowi. Po moim trupie on ją znów dostanie. Muszę jej to tylko uświadomić. Odkręciłam głowę w jej stronę. Spała. Tak słodko wyglądała, że aż nie chciałem jej budzić. Po jakiś piętnastu minutach dojechaliśmy pod mój dom. Wziąłem śpiącą Caroline na ręce i zaniosłem do sypialni. Jestem ciekawy co Marcel jej tam robił. Nagle usłyszałem jak ktoś otwiera drzwi. To pewnie Elijah, ale dla pewności poszedłem sprawdzić.

- Klaus, słyszałeś kogo Twój przyjaciel wybrał sobie do tej popierdolonej losowanki?!- spytał krzycząc.
- Cicho!- skarciłem go i pokazałem palcem na górę- Moja wygrana z tej losowanki właśnie śpi.
- Kto to jest?- spytał.
- Caroline Forbes- odpowiedziałem.
- Caroline?- zapytał zaskoczony.
- Tak- odparłem- A Ty o kim mówiłeś przed chwilą?
- O Katherine- powiedział mój brat.
- Cholera- powiedziałem- On już nie ma co robić.
- Musisz mu powiedzieć żeby ją uwolnił.
- Jak?- zapytałem.
- Nie wiem. Hmm... Może daj coś w zamian. Jak myślisz co by chciał w zamian za Katherine?
- Caroline. Ale jej nie oddam- powiedziałem.
- No dobrze, ale musisz coś zrobić.
- Okey. Coś załatwię, ale nie teraz, bo muszę iść po krew dla Caroline- powiedziałem i wyszedłem.

*Oczami Caroline*


Obudziłam się w dużym pokoju z wielkim łóżkiem, biurkiem, szafą i kilkoma mniejszymi meblami. Po chwili uświadomiłam sobie gdzie się znajduje. Jestem w domu Klausa. Nagle zobaczyłam uśmiechającego się Elijah.

- Dzień dobry Caroline - przywitał się.
- Dzień dobry- odpowiedziałam.
- Jak się czujesz?- spytał.
- Już lepiej, choć cały czas jestem głodna- odpowiedziałam.
- Klaus wyszedł jakieś dwadzieścia minut temu po krew dla Ciebie- oznajmił mi.
- Ohh...- zdziwiłam się.
W tym samym momencie do sypialni wszedł Klaus.

piątek, 13 grudnia 2013

Rozdział 1

*Oczami Klausa*

Gdy zobaczyłem dziewczynę, która stała obok Marcela zamurowało mnie. To była Caroline. Dziewczyna, którą ugryzłem, a potem uzdrowiłem, którą zaprosiłem na bal, dla której zrobiłbym wszystko i przede wszystkim dziewczyna, w której byłem zakochany. Z jej oczu można było wyczytać strach, obrzydzenie tymi wszystkimi osobami, złość i głód. Nagle jej wzrok spotkał się z moim. Kiedy mnie zobaczyła jej strach wzrósł dwukrotnie. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Marcela:

- Ładna, prawda? Kto chciałby ją dostać?
W tej chwili posniosły się wszystkie ręce. Zacząłem sobie wyobrażać Caroline z któryms z tych facetów. KLAUS STOP! Gdy znów na nia spojrzałem była jeszcze bardziej przerażona niz wcześniej.
Chwilę na mnie patrzyła, ale później jej wzrok przeniósł się w stronę losującego zwyciężce Marcela. Wyjął on jakąś kartkę, przeczytał i uśmiechnął się.
- Naszą śliczną Caroline wygrywa Klaus Mikaelson!- krzyknął.

*Oczami Caroline*


Nie to nie możliwe. To nie dzieje się na prawdę. TYLKO NIE KLAUS!!!!! Wszyscy klaskali i składali gratulacje pierwotnemu. Kiedyś wydawało mi się, że coś do niego czuje. Przyjaźń? Miłość?

A teraz - obrzydzenie i strach. Nagle Marcel wyciągnął mnie z tego miejsca i kazał iść do pokoju, w którym spędziałam ostanie dwa tygodnie. Teraz w tym pomieszczeniu było bardzo jasno i nawet przyjemnie. Na łóżku leżała biała sukienka i brązowe szpilki.
- Przebierz się- wskazał na ubrania- Klaus przyjdzie po Ciebie za jakieś dziesięć minut- dodał i wyszedł.
Szybko zaczęłam się szykować. Gdy skończyłam zaczęłam myśleć, że nawet dobrze, że trafiłam na Klausa, który nigdy nic nie zrobi wbrew mojej woli, a nie na jakiegoś facata, który przy pierwszej, lepszej okazji przeleciał by mnie i oddał z powrotem Marcelowi. W tej samej chwili w drzwiach stanął Klaus.
- Witaj Caroline- przywitał się ze mną jak zawsze.
- Witam- odpowiedziałam nieprzyjemnie- Gdzie jedziemy?
- Do mnie do domu- powiedział i uśmiechnął się.
Wyciągnął do mnie ręke, którą odrzuciłam i chwile później wyszliśmy. Po drodze do jego samochodu spotkaliśmy Marcela.
- Gratulacje Klaus. Naprawdę Ci zazdroszczę i nie tylko ja, więc lepiej jej pilnuj- powiedział- Jakby Ci sie nie spodobała to zawsze możesz ją oddać- dodaj i puścił do mnie oko.
- Dziękuje Marcel- powiedział Klaus i złapał mnie za ręke.
Ciągnął mnie aż do jego samochodu. Otworzył mi drzwi od strony pasażera, a następnie sam wsiadł od strony kierowcy. Odpalił silnik i ruszyliśmy. Z jednej strony ciesze się, że nie będę mieszkać już w tej norze, a z drugiej będe miała tego pecha mieszkać z Klausem. Zastanawiam sie czy ma zamiar zwrócić mnie z powrotem. Pierwotny na mnie spojrzał.
- Boisz się, ze oddam Cię Marcelowi?- zapytał.
Skąd on wiedział o czym myślę?